Aleksandra Kurzak „Gioa!”

fot. materiały prasowe

Znakomita polska śpiewaczka debiutuje pod szyldem prestiżowej wytwórni płytowej. Jeżeli ten album miał być jej artystyczną wizytówką, to trudno o lepszą (zarazem jest to rodzaj operowego CV).
Sopranistka jest bowiem diwą wszechstronną i czuje się równie dobrze w koloraturze („Cyrulik sewilski”) co w rolach lirycznych („Traviata”). Rozrzut repertuarowy jest na tej płycie zaskakujący – od Mozarta po Verdiego, od belcanta (Bellini i Donizetti) po werystów (Puccini). Miłym akcentem jest dołączenie do tego operowego panteonu… arii Hanny ze „Strasznego dworu” Stanisława Moniuszki. Najpiękniej jest wtedy, kiedy przyjemność jest obustronna, a debiutanckim albumem artystka ewidentnie zrobiła przyjemność sobie, przy okazji uszczęśliwiając słuchaczy. Ale też zaostrzyła apetyt na posłuchanie na żywo jej niebiańsko ciepłego sopranu.

reklama

Decca