Sen o Jamajce: Marika i Spokoarmia, „Momenty”

materiały prasowe

Przy Marice najlepiej się tańczy. To nie jest muzyka do spokojnego
słuchania w domowym zaciszu.

materiały prasowe

Tak było w przypadku poprzednich nagrań żywiołowej łomżanki, tak i tym razem jej piosenki brzmią, jakby miały zupełnie inny rodowód, bardziej egzotyczny, wręcz czarny. Mocno zakorzenione w naszej kulturze są natomiast teksty. Marika postanowiła pożyczyć sprawdzony chwyt marketingowy od Brodki, która pobiła serca słuchaczy rewelacyjnym singlem „Varsovie”, i też nagrać odę do stolicy, miasta, które można kochać lub można go nienawidzić.

„Widok” to piosenka o śródmiejskich kontrastach, o miejscu, gdzie jedno dziecko dramatyzuje, bo ma iPada poprzedniej generacji, podczas gdy drugie nie ma co włożyć do garnka. „Niespodziewana miłość, Wisła dziewięciu mostów. Wrastam w Dom Cudów i Śródmieście pełne paradoksów” – cały utwór wypełniony jest podobnymi deklaracjami i choć efekt nie jest tak dobry, jak u Brodki, to jednak na pewno zwraca uwagę.

Ale „Momenty” są bardzo różnorodną płytą. W Spokoarmii, która tym razem towarzyszyła Marice przy nagrywaniu albumu, grają przedstawiciele przenajróżniejszych stylów muzycznych. To słychać chociażby w „Baqaa”. Marikę już kilka lat temu okrzyknięto królową polskiego reggae. Może rzeczywiście tak jest, choć takie określenie może odstraszyć tych, którzy jak ognia boją się jamajskich rytmów. Marika udowadnia, że nieprawdą jest, jakoby pasowały one do polskiego klimatu jak świni siodło. Choć przyznać trzeba, że to nie jest płyta dla każdego.

Marika i Spokoarmia, „Momenty”, Karrot Kommando