Maurizio Cattelan – Błazen Sztuki

W Polsce pamiętamy go z porażonej meteorytem figury Jana Pawła II, która doprowadziła do furii prawicowych parlamentarzystów. Maurizio Cattelan swoimi inteligentnymi, czarnymi żartami celuje tam, gdzie ścieżki sztuki przecinają się z władzą, religią, seksem i śmiercią.
Znosi do muzeów martwe zwierzęta, przykleja taśmą klejącą do ściany swojego galerzystę, wiesza na gałęziach drzew dzieci i pokazuje wulgarny gest mediolańskiej giełdzie. Od 6 listopada (artykuł z 2011 r. – red) wszystkie wybryki Cattelana można zobaczyć w nowojorskim Muzeum Guggenheima. Wystawa nazywa się po prostu „All”, czyli „Wszystko”. Jest to pierwsza retrospektywa włoskiego gwiazdora sztuki. I być może także ostatnia. 51-letni artysta zapowiedział bowiem, że po wystawie w Nowym Jorku nie będzie robił nowych prac i przechodzi na emeryturę.

Z jak Zorro

Połowa lat 90. Cattelan pokrywa płótna obrazów jednolitymi kolorami – a potem tnie je brzytwą. Powtarza w ten sposób gest swojego rodaka, wielkiego malarza Lucia Fontany (1899–1968). Włoski klasyk ciął swoje dzieła tak, jakby zadawał im śmiertelne rany; był to gest dramatyczny i nieprzypadkowo pisarz Jonathan Littell zażyczył sobie, aby okładkę jego wstrząsającej powieści o hitlerowskiej machinie zagłady pod tytułem „Łaskawe” zdobiła właśnie reprodukcja obrazu Fontany. Prace Cattelana były daleko mniej dramatyczne. Artysta wycinał na swoich płótnach zamaszyste „Z”– znak Zorro.

Cattelan jest więc Zorro, dobrym (?) rozbójnikiem, który gra na nosie autorytetom i robi prace bezczelne, jak literka „Z” wycięta na tyłku sierżanta Garcii. Tyle tylko, że Zorro był „niegrzeczny” w słusznej sprawie, bronił biednych i bezradnych przed uciskiem tyranów. Cattelan tymczasem to postać o wiele bardziej dwuznaczna; i może wcale nie jest Zorro, lecz raczej niesforną kukiełką rynku sztuki, która wymknęła się spod kontroli, uciekła i płata
szalone figle?

Gdzie jest autor?

Syn sprzątaczki i kierowcy ciężarówki z Padwy nie ma formalnego wykształcenia artystycznego. Zanim został gwiazdą sztuki, zdążył być listonoszem i pielęgniarzem. Pracował w kostnicy, przez jakiś czas dorabiał nawet jako dawca krwi i spermy. W latach 80. zajął się projektowaniem drewnianych mebli. W gruncie rzeczy przez pierwsze 30 lat swojego życia zastanawiał się, jak przeżyć, unikając pracy. Sztuka wydawała się niezłym rozwiązaniem tego zagadnienia, załatwiając przy okazji inny problem. „Jestem idiotą – powiada Cattelan – tak w każdym razie często traktowano mnie i moje pomysły. I okazało się, że sztuka jest być może jedyną dziedziną, w której idiotyzm na poważnie się liczy”.