Czy Polacy biorą udział w wyborach?

fot.123rf

Wolne wybory są jednym z najważniejszych elementów demokratycznego porządku społecznego. Jednak w różnych społeczeństwach poziom społecznego zainteresowania wyborami (a również ogólnego zainteresowania polityką) jest bardzo zróżnicowany. Frekwencja wyborcza zależy od tradycji kulturowej kraju, jego historii, ale także od rodzaju wyborów i systemu wyborczego: na przykład od sposobu przeliczania głosów na mandaty – czyli miejsca w parlamencie – wyjaśnia prof. dr hab. Krystyna Skarżyńska z Katedry Psychologii Społecznej SWPS.
Najnowsze sondaże przedwyborcze (z końca kwietnia) wskazują, że tylko 28% Polaków zamierza na pewno stawić się przy urnie wyborczej 10 maja, a 41% deklaruje, że „raczej tak”. Rzeczywista frekwencja w poprzednich wyborcach prezydenckich w Polsce wynosiła nieco ponad 60 %. I jest to więcej, niż w innych wyborach (parlamentarnych i samorządowych).

reklama

Wybory prezydenckie są łatwiejsze niż pozostałe: są spersonalizowane, wybieramy jednego z kilku (najwyżej kilkunastu) kandydatów, ogólnopolskie media poświęcają ich prezentacji dużo uwagi, a do funkcji prezydenta przywiązujemy duże znaczenie (nawet wtedy, gdy formalnie nie ma on tyle władzy, co premier) – zaznacza prof. Skarżyńska i wylicza jakie elementy sprzyjają większej frekwencji podczas wyborów:

Ogólnie rzecz biorąc, bardziej masowo głosujemy wtedy, gdy:

  • wybory mają duży potencjał mobilizacyjny, czyli „startują” w nich bardzo wyraziste, dobrze rozpoznawalne osobowości,
  • różnice między kandydatami (czy partiami – w wyborach do Sejmu i Senatu) są znaczące i wyraźnie artykułowane lub gdy sondaże pozwalają przypuszczać, że bardzo prawdopodobna jest zmiana rządzącej opcji politycznej.
  • Głosujemy także tym częściej, im udział w wyborach jest mniej kosztowny (materialnie, czasowo, psychologicznie): gdy lokale wyborcze są blisko naszych domów, gdy nie pada deszcz, gdy procedury głosowania są łatwe, wiemy „kto jest kto” i czego się można po danych kandydatach spodziewać.
  • Także wtedy, gdy wierzymy, że nasze głosy będą rzetelnie policzone, że żadnych „cudów przy urnie” nie będzie. Podważanie uczciwości wyborów znacząco obniża frekwencję.

Gdy wyniki wyborów są łatwe do przewidzenia – różnica głosów między liderem sondaży a pozostałymi kandydatami jest bardzo duża – demobilizuje to wyborców. Ludzie zostają w domu, bo myślą, że ich udział jest bez znaczenia.

Wielu Polaków nie traktuje udziału w wyborach jako autentycznego udziału w demokracji i wywieraniu wpływu na końcowy ich wynik, czyli na kształt polityki. Uważają, że na wybory szkoda państwowych pieniędzy i czasu obywateli na udział w nich (w r. 2009 sądziło tak 39% dorosłych obywateli).

A dzieje się tak pomimo tego, że w ostatnich dekadach Polacy wielokrotnie doświadczyli poważnej zmiany polityki właśnie w wyniku wolnych wyborów. – Dla wielu z nas wolne wybory są raczej obowiązkiem niż świętem demokracji, dniem w którym naprawdę jesteśmy zdolni wywrzeć realny wpływ na politykę. – dodaje prof. Skarżyńska. – Sami politycy, kandydujący na różne państwowe lub lokalne urzędy, są w pewnym stopniu temu winni. Często są bezbarwni, zajmują się sobą a nie wyborcami, słabo komunikują się z ludźmi. Dają się prowadzić specom od wizerunku, a ludzie widzą sztuczność ich zachowania, brak autentyczności, a to obniża wiarygodność kandydatów.

Prof. dr hab. Krystyna Skarżyńska: Kierownik Katedry Psychologii Społecznej SWPS.
Kierownik Pracowni Psychologii Politycznej Instytutu Psychologii PAN.