Hanna Samson: Supermenki są zmęczone

fot.123rf

Czy można w pełni angażować się w pracę zawodową i jednocześnie zajmować się dziećmi? I jeszcze świetnie przy tym wyglądać? Kobiety od lat próbują tego dokonać. A może lepiej przyjąć do wiadomości, że się nie da, i inaczej postawić problem?
Każde spotkanie grupy kobiet zaczyna się od rundki początkowej. Uczestniczki opowiadają o tym, co im się niedawno zdarzyło, co przeżywają, co zajmuje ich myśli i uwagę. Kiedy ostatnio kolejka doszła do Martyny, zaczęła od błahego z pozoru zdarzenia. Znów spóźniła się z dzieckiem do przedszkola, wychowawczyni była niezadowolona, wygłosiła pogadankę o tym, że przez te spóźnienia synkowi trudniej włączyć się do zajęć, jakby Martyna sama o tym nie wiedziała i nie starała się zdążyć. I nagle tama puściła. Martyna zaczęła płakać i przez łzy wykrzykiwać, że już nie daje rady spełniać tych wszystkich oczekiwań, które są wobec niej kierowane. Oczekiwania dzieci, nauczycieli, pracodawcy – chciałaby spełnić każde, ale nie jest w stanie.

reklama

– Tego wszystkiego nie da się pogodzić! – stwierdziła zrezygnowana, a kobiety z grupy przytaknęły. One też chciałyby perfekcyjnie wypełniać swoje obowiązki, chciałyby, żeby wszyscy byli z nich zadowoleni. Robią, co mogą, ale i tak mają poczucie winy, że coś zaniedbały.

Właśnie ukazała się książka Debory L. Spar „Supermenki”, której autorka – rektorka Barnard College przy Columbia University, matka trojga dzieci, mężatka z 25-letnim stażem – opowiada o doświadczeniach pokolenia kobiet, które uwierzyły, że mogą mieć wszystko, i codziennie dokonują rzeczy niemożliwych. Godzą karierę zawodową z byciem zaangażowaną matką, atrakcyjną kochanką, dobrą gospodynią. Rzecz dzieje się w Ameryce, ale ta książka jest także o nas oraz o naszych problemach i dylematach. My też jesteśmy supermenkami. Pełnimy role zawodowe i społeczne, a jednocześnie wciąż spełniamy odwieczne oczekiwania kierowane pod adresem kobiet. Płacimy za to zmęczeniem i poczuciem winy.

Feminizm miał wyzwolić kobiety ze sztywnego gorsetu oczekiwań odnoszących się do naszej płci. Paradoksalnie, „pół wieku później kobiety zmagają się z wciąż rosnącymi i coraz bardziej uciążliwymi oczekiwaniami” – stwierdza Spar.

I każda z nas na własną rękę próbuje im sprostać.

To jest możliwe! – przekonują media, prezentując sylwetki kobiet sukcesu, którym się to wszystko udało. Przekaz jest jasny: można mieć dzieci, karierę, seks, władzę, pieniądze i świetnie wyglądać. Mamione tym obrazem staramy się jeszcze bardziej i obwiniamy siebie za wszelkie niepowodzenia. Mamy wyrzuty sumienia, że nie realizujemy się zawodowo, albo poczucie winy, że zaniedbujemy rodzinę. W dodatku w wielu z nas tkwi perfekcyjna pani domu i nie odpuszcza. Niby prościej dziś prowadzić dom, bo technika przyszła nam z pomocą, ale niewiele z tego wynika. Na sprzątanie, opiekę nad dziećmi, zakupy kobiety poświęcają 40 godzin tygodniowo – tyle samo co poprzednie pokolenia! Po przyjściu z pracy zaczynamy „drugą zmianę”. No i jeszcze musimy zadbać o urodę, tu standardy też są coraz bardziej wyśrubowane.

– Dajcie spokój – mówi Debora L. Spar. – Tego wszystkiego się nie da pogodzić! „Supermenki” warto przeczytać, żeby zobaczyć, gdzie tkwi błąd, a właściwie błędy. Niektóre z nich możemy same naprawić.

W czasie studiów mieszkałam razem z małżeństwem, które miało małe dziecko. On skończył już studia i pracował, ona – nazwijmy ją Jolka – pisała pracę magisterską, dzieckiem zaś zajmowali się wspólnie. Pamiętam moje zdziwienie, gdy jemu coś wypadało w pracy, więc chętnie zostałby dłużej, ale ona nie zgadzała się na to.

– Dziś jest twój dyżur – mówiła i była w tym nieugięta.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »