Jak nie tracić motywacji w sporcie?

fot.123rf

W życiu jak na sali treningowej – często na półmetku przychodzi moment zwątpienia. Odzywa się wewnętrzny troll: „Nie dasz rady!”, „To nie ma sensu”. A ja mówię, że ci się uda! Musisz tylko przetrzymać tę najcięższą próbę. I najlepiej – na złość trollowi – właśnie teraz podkręcić jeszcze bardziej śrubę!
Zobacz: Skuteczne odchudzanie i trening: jak się nie poddać?

reklama

Jesteśmy w ważnym momencie: zakładając, że podążasz za moimi wskazówkami, masz już za sobą cztery tygodnie treningu połączonego z dietą redukcyjną. I jako trener wiem, że właśnie teraz mogą zacząć się schody. Bo często właśnie na półmetku robi się trochę pod górkę – szczególnie na diecie redukcyjnej, na której, tak jak ustaliliśmy, mniej spożywasz niż spalasz, żeby bilans był zawsze ujemny, co po czterech tygodniach może owocować momentami zwątpienia, czyli: „Po co ja to robię?”, „Mam dosyć! Jestem zmęczona, jestem wkurzona i wkurzam wszystkich dookoła”. Do tego możesz gorzej wyglądać, bo po czterech tygodniach takiego wysiłku dla organizmu tak naprawdę nikt nie ma prawa jeszcze wyglądać super, za to pojawiają się pewne zmiany, które odbierasz jako negatywne, czyli wychudzona buzia, przekrwione oczy, mniejsze piersi i zmęczenie. Wiem, wygląda to fatalnie, natomiast nie ma innej drogi, żeby dojść do celu. To tak, jakbyś wyważyła pierwsze drzwi i poruszała się po ciemnym pokoju jeszcze po omacku. Ale wiesz już, gdzie jest światełko i musisz do tego światełka dążyć.

W tym momencie powinnaś sobie włączyć następujący program: 1) tuningujemy dietę, żeby wycisnąć z siebie wszystko na maksa, 2) intensyfikujemy treningi, bo to jest właśnie ten moment, kiedy trzeba jeszcze bardziej podkręcić śrubę i 3) mentalnie pracujemy nad pewnością siebie.

Pomyśl, jak chcesz wyglądać

Na pewność siebie składa się to, co na zewnątrz, i to, co wewnątrz. Zróbmy zatem takie małe ćwiczenie: Wyobraź sobie, że na jeden dzień możesz zmienić się w dowolną osobę – może to być gwiazda z pierwszych stron gazet, znana sportsmenka albo modelka. Zastanów się, kim byś chciała być. Zwizualizuj to sobie. Wyobraź sobie, jak byś się zachowywała, jaką energią emanowała, jak wyglądałaby twoja sylwetka i jak czułabyś się w skórze tej osoby. Bo czasami tak jest, że wchodzi do pomieszczenia kobieta i z miejsca rozwala całe towarzystwo – nic o niej nie wiesz, jaką ma sytuację rodzinną, czy jest po rozwodzie, czy nie; czy ma dzieci, czy nie; czy pracuje; czyją jest żoną, nieważne. Wchodzi dziewczyna, nawet nie musi być najpiękniejsza, ale musi mieć w sobie to coś. Czyli dbamy teraz o ten wygląd zewnętrzny, coś, co do tej pory miało być bardziej efektem ubocznym działań.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »