Płacz jako przejaw manipulacji

fot.123rf

Babski sposób, by wrobić kogoś w najgorszą robotę, wykorzystując czyjeś miękkie serce? Popłakać się. Działa. Nie tylko na mężczyzn. Do czasu, aż zrozumiemy, że babski czy nie, jest to po prostu przejaw manipulacji. Jak zamienić ją na współpracę?
Pola stwierdziła, że tym razem ma już naprawdę dość. Jej pokłady współczucia dla Marty kompletnie się wyczerpały. A jeszcze parę dni temu wydawało jej się, że wspieranie przyjaciółki w trudnych momentach jest czymś całkowicie naturalnym, a nawet czymś, co nadawało głębszy sens ich relacji. Wyglądało na to, że Marta ma naprawdę ciężkie życie: dwójka małych dzieci, mąż traktujący rodzinę – tak przynajmniej wynikało z opowiadań Marty – jako coś, co ma jedynie dobrze wyglądać na zdjęciu: na tle samochodu, ładnego mieszkania, na przyjęciu w gronie „liczących się” osób. A że nie zarabiał tyle, żeby żona mogła leżeć i pachnieć, Marta musiała sporo pracować i jeszcze brać dodatkowe zlecenia po godzinach. Wszystko po to, żeby utrzymać standard życia dobrze wypadający na fotografii. Przeciążenie obowiązkami powodowało, że chwilami po prostu nie dawała rady. W takich sytuacjach zwierzała się Poli, narzekając na ciężkie życie i wypłakując niejedną łzę przyjaciółce w rękaw. I zazwyczaj doświadczała wtedy wsparcia oraz pomocy z jej strony.

reklama

Wyszło szydło

W ostatni piątek, kiedy dzieci się rozchorowały, Marta – jak twierdziła – znowu nie mogła liczyć na męża, a musiała wyjść wcześniej z pracy, żeby zabrać dziewczynki do lekarza. Problem polegał na tym, że powinna jeszcze dokończyć bardzo ważny raport, który miał znaleźć się w systemie o 9.00 w poniedziałek. Mówiła o tym Poli przez łzy, które niczym groch kapały jej do kawy.

– Dokończę za ciebie, idź do dzieci, ja dziś nie mam planów na wieczór – powiedziała Pola. Wdzięczność w oczach Marty i jej serdeczne uściski sprawiły, że utwierdziła się w przekonaniu, iż postąpiła właściwie. Do czasu.

Na początku tygodnia zadzwoniła do niej Wiola, koleżanka z zaprzyjaźnionej firmy z branży, z pytaniem, dlaczego nie dała się skusić w piątek na wypad za miasto na degustację win w nowym zajeździe. – Miałam mnóstwo roboty i musiałam zostać po godzinach – odpowiedziała. – No co ty, a twoja koleżanka z pokoju dała radę ogarnąć dom, dzieci i pracę, a nawet zdążyła przed imprezą do makijażystki na najmodniejszy make-up w tym sezonie – powiedziała Wiola, a największym sukcesem Poli w tym momencie było to, że udało jej się nie osunąć z fotela na podłogę pod wpływem nagłego uderzenia gorąca. „Jak mogłam być taka głupia i naiwna?! – wyrzucała sobie w myślach. Po kilku minutach psychicznego samobiczowania postanowiła krótko: „Mam dość. Więcej nie dam się wkręcić!”.

Na rozstajach

Taka decyzja to punkt, z którego można pójść w różnych kierunkach: wrócić do wyrzucania sobie własnej naiwności i głupoty, co skutkuje popadnięciem w stan zwątpienia w siebie jako osoby pełnosprawnej intelektualnie i emocjonalnie; znaleźć sprzymierzeńca, który zgodzi się z nami, że poziom moralny koleżanki nie umywa się do naszego, i pomoże nam utwierdzić się w poczuciu własnej moralnej wyższości; wreszcie – ulec klimatowi brazylijskich seriali i obmyślić zemstę, co pozwoli podnieść się z upadku dzięki świadomości, że druga strona będzie cierpiała nie mniej niż ja.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »