Spotkania. Gaba Kulka

fot. Rafał Masłow

Jest obsesyjna i nadwrażliwa, nagrody muzyczne trzyma w łazience, a po koncertach czuje się jak dzikie zwierzątko. Gaba Kulka która nie chciała być skrzypaczką – po pięciu latach powraca z autorskim albumem.

fot. Rafał Masłow

reklama

Gdy trafiam na genialny utwór, zawieszam się na nim totalnie i zapętlam, dopóki nie strawię go całego…

Mam tak samo!

Utwór „Z marcepana” z twojej nowej płyty przesłuchałem już kilkadziesiąt razy.

Oj, to szkoda, że tak szybko pojawia się na płycie.

Całą płytę też przesłuchałem, z przyjemnością.

Tu mam inaczej, jak podczas odsłuchiwania krążka trafię na „mój” utwór, nie idę dalej.

A na płycie jak w tragikomedii, od radości do smutku, kawałek nadziei, a potem chwila grozy i szaleństwo. „Serce krwawo kroję na dwoje, a twoje twarzą w dół układam” – co sobie myślałaś, gdy pisałaś ten tekst, pamiętasz?

Pamiętam. „Z marcepana” to jeden z najbardziej osobistych utworów na płycie. A cytat z kołysanki, który w nim powraca, jest dla mnie ważny. Przywołanie tych znanych z dzieciństwa fraz ma być puentą historii. Drugą duszą tego numeru jest partia kontrabasu, w fortepianie pojawiają się też dysonanse, więc złamany jest sielski durowy klimat. Dzięki temu ta piosenka może działać nie tylko przez tekst – sprzeczności są już w muzyce: coś słodkiego, coś rozdzierającego. Można zabić bardzo emocjonujący tekst przez bardzo emocjonalne wykonanie. Imponują mi ludzie, którzy z kamienną twarzą potrafią przekazać najbardziej poruszające doświadczenia. Można to zrobić odwrotnie i wznieść się na wyżyny teatralności, ale to zazwyczaj kończy się okropnym patosem.

Więcej w Zwierciadle 12/2014. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »