Gdy dziecko ma problem z kolegą z klasy

fot.123rf

Co robić, gdy dziecko ma problem z kolegą z klasy, a ty nie możesz mu w żaden sposób pomóc? Przede wszystkim – zamiast interweniować, nakieruj je na samodzielne szukanie rozwiązania. Jak twierdzi nasza ekspertka Ewa Nowak, w wychowaniu dziecka chodzi o to, żebyśmy my, rodzice, powoli stawali się zbędni.
Moja 11-letnia córka ma problem z koleżanką z klasy. Kiedyś dziewczynki bardzo się lubiły, spędzały ze sobą dużo czasu, ale gdy doszła nowa, trzecia dziewczynka, zaczął się problem. K. wymusza na moim dziecku różne dziwne obietnice, zagaduje ją na lekcjach, funduje jej huśtawkę nastrojów, raz jest na nią obrażona, raz mówi, że są najlepszymi przyjaciółkami. Moja córka ma z tym wyraźny problem, a ja nie wiem, co mam robić, bo mnie przy tym nie ma. Jak pomóc córce? Pracuję tak długo, że nigdy nie miałam szansy porozmawiać z tamtą dziewczynką. Nie znam się też z jej rodzicami i nie wiem, czy się z nimi kontaktować. Trochę się czuję zagubiona. Pamiętam, że sama nienawidziłam, gdy mama wtrącała się do moich kłótni, ale nie chcę zignorować problemu i zostawić córki bez wsparcia. Poza wszystkim ciężko mi patrzeć, jak koleżanka nią manipuluje. Czy powinnam zareagować na problem dziecka, w który nie mam nawet jak wniknąć?  

reklama

Po pierwsze chciałabym zwrócić Pani uwagę na pewien mechanizm, który często uruchamia się u rodzica, gdy dziecko zgłasza, że ma problem: „wyłapywacz nieprawidłowości”. Wpadamy w karuzelę własnych emocji. Robimy projekcje na sytuację dziecka i przymierzamy do niej własne doświadczenia. Czujemy oburzenie, złość, że nasze dziecko jest krzywdzone. To naturalne i wszyscy kochający rodzice tego doświadczają. Nie ma tu miejsca na poczucie winy. Nasz instynkt jest za to odpowiedzialny, ale nie wolno mu się dać ponieść.

Dziecko najczęściej po prostu opowiada, co się zdarzyło w jego życiu i w ogóle nie ma intencji, żebyśmy wkroczyli z dorosłą interwencją. My tymczasem jego opowieść zamieniamy w przesłuchanie: „Ona ci tak powiedziała? Ona ci zabrała kanapkę? Ona cię wyrzuciła z krzesła? Ona na ciebie krzyknęła?”. Dopiero my uświadamiamy mu, że ma problem, i koniecznie musi zareagować. Dlatego warto najpierw upewnić się, że rzeczywiście nie my, a dziecko widzi problem. Gdy maluch opowiada o jakiejś trudnej sytuacji, w głowach większości mam wyświetla się projekt rozwiązania. Od razu wiemy, co trzeba zrobić, to znaczy wiemy, co my byśmy w podobnym przypadku zrobiły. Każdy z nas ma swój styl rozwiązywania problemów, dziecku nasze pomysły na nic się nie przydadzą, bo może mieć swój odrębny styl. A podsunięcie gotowego rozwiązania tylko je obciąży. Z lojalności do rodzica będzie się starało, wbrew sobie, wdrożyć je w życie. Dlatego zamiast mówić, co trzeba zrobić, lepiej zastanowić się, co w ogóle można zrobić. Zawsze jest nieskończenie wiele wyjść z sytuacji. Warto, żeby zrobiła Pani z córką przegląd ich wszystkich. Na zasadzie „Gdy koleżanka mną manipuluje, mogę: spokojnie z nią porozmawiać, napisać do niej list i poprosić, żeby tak nie robiła, spotkać się w towarzystwie rodziców i o tym porozmawiać, poskarżyć się wychowawczyni, jej rodzicom, powiedzieć innym dzieciom w klasie, jaka jest niedobra i co mi robi, przestać się do niej odzywać, iść na skargę do wychowawczyni, do dyrekcji, do pedagoga. Mogę ją zaprosić na cały weekend do domu i zobaczyć, co się stanie. Mogę jej we wszystkim ustępować. Mogę być dla niej bardzo niegrzeczna i obrażać ją. Mogę opisać to w pamiętniku, mogę zacząć terapię, mogę znaleźć sobie nowe koleżanki, mogę nic nie robić, poczekać i zobaczyć, co się stanie…”.

Już samo uzmysłowienie, że jest tyle różnych dróg reakcji, będzie dla Pani córki niebywałym odkryciem.

Ewa Nowak
pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »