Kulturalny marzec

Gdy otwieramy oczy, staje koło łózka i szczerzy zębiska. Nie odstępuje nas przez cały dzień, a wieczorem nie pozwala zasnąć. Stres bywa wierniejszy niż pies. Jak go pogonić precz? Oto trzy sposoby.|Gdy otwieramy oczy, staje koło łózka i szczerzy zębiska. Nie odstępuje nas przez cały dzień, a wieczorem nie pozwala zasnąć. Stres bywa wierniejszy niż pies. Jak go pogonić precz? Oto trzy sposoby.

reklama

Poranki bywają trudne, zwłaszcza gdy Czekaja nas zmiany albo przeczuwamy kłopoty. Z rana problemy wydaja się większe, niż są w rzeczywistości. Pewnie dlatego potrafi e sie nieźle zestresować, nim jeszcze wystanie z łóżka. Ucieszyłam sie wiec, gdy w poradniku Mike’aGeorge’a „1001 sposobów na relaks. Jak pokonać stres i odnaleźćdoskonały spokój” (wyd. Czerwony Słoń, Gdańsk 2006) znalazłam cały rozdział o tym, jak dobrze zacząć dzien. „Przed śniadaniem pomyśl o sześciu nieprawdopodobnych zjawiskach, np. o Białej Królowej z surrealistycznych bajek Lewisa Carrolla. To ćwiczenie przygotuje twój umysł do przyjęcia nieoczekiwanych zdarzeń w spokoju i przy pełnej akceptacji”. Albo: „Wyobraź sobie, że nocą odwiedził cię złodziej i ukradł wszystkie twoje doświadczenia oraz nawyki, a ty znasz czarodziejskie zaklęcie, które przywróci tylko te, na które się zgodzisz. Dziś bez względu na to, co się wydarzy, możesz świadomie wybrać właściwe działanie, zamiast reagować automatycznie. Poczuj, jak to jest być tym, kim zawsze chciałeś być”. Fajne, prawda? Do tej książeczki przekonało mnie ostatecznie jedno zdanie ze wstępu: „w głębokich pokładach naszej duszy zawsze znajdziemy najbardziej naturalny, odwieczny spokój”. Staram sie o tym pamiętać.

Kiedy muzyka z tej płyty wypełniła pokój, poczułam ulgę. Mogłam powolutku – dźwięk po dźwięku – wdrapać się na szczyt góry wystarczająco wysokiej, by zobaczyć z właściwej perspektywy wszystko to, co tego dnia wydało mi sie irytujące i niesprawiedliwe. Po kilkunastu minutach słuchania odetchnęłam niebiańskim spokojem, rozejrzałam sie po swoim życiu i po mieszkaniu. Najpierw dostrzegłam, że trzeba podlać kwiaty i że książka, której szukam, leży na szafie. A potem – kiedy juz podlałam kwiaty – ze sprawy tego dnia jutro będą tylko cieniami. Jeszcze później mogłam wreszcie zasiąść przy komputerze i juz bez kolczastych myśli zacząć układać przyjazne zdania. Dlatego od dnia, kiedy odkryłam dobroczynne działanie kompozycji Keitha Halligana zebranych na płycie „Medytacja”(CD, dyst. CD-Contact), słucham ich, gdy musze odgonić przeczucia problemów.

Masz psa? A dziewczynę? Jesteś pilotem? – gruby chłopiec o imieniu Rusty z uwaga patrzy na siebie samego, tyle ze starszego o 32 lata Russella (Bruce Willis). Słysząc w odpowiedzi tylko „nie”, wzdycha i z dziecięcą szczerością stwierdza: „wyrosłem na nieudacznika”. „Dzieciak” (DVD, rez. Jon Turteltaub,dyst. Imperial CinePix) w prosty, ale i wzruszający sposób przypomina nam, co jest w życiu najważniejsze i jak do tego dojść, nawet jeśli dotąd  podążaliśmy za inna gwiazda. Przede wszystkim: nie liczą się sukces finansowy ani pozycja zawodowa. Te 40-letni Russell ma. Co jednak z tego, skoro jest cynikiem żyjącym samotnie w luksusowej willi. Kiedy zjawia się u niego on sam jako dziecko z czerwonym samolocikiem w reku, pozory sukcesu życiowego specjalisty od tworzenia wizerunku pryskają jak banka mydlana. Nie ma psa? Nie ma miłości? Nie ma samolotu? Czyli nie ma nic. Wyprawa w przeszłość sprawia, ze bogaty nieudacznik odkrywa siłę współczucia. Gdy przytula plączącego chłopca – którym był i którym nadal jest – odzyskuje serce, a razem z nim – marzenia, sens i radość życia. Film kończy się dobrze, bo to amerykańskie kino. Ale co stoi na przeszkodzie, żeby nasze życie takie było? A zatem: o czym marzyliście jako dzieci? I kto teraz może wam zabronić to mieć? Przecież nie źli rodzice. Powiem wam jeszcze w zaufaniu i szczerze: nie oglądam smutnych i strasznych filmów. Po co? Łatwiej zasnąć, gdy wierzy sie w dobre zakończenia.