MĘSKIE GOTOWANIE, CZYLI O ODRZUCANIU STEREOTYPÓW

Kiedy patrzę na świat wielkiego kucharstwa i widzę tak wielu mężczyzn, to przychodzi mi do głowy myśl, że ci chłopcy, żeby móc oddać się swojej pasji, jaką jest gotowanie; żeby wyrwać się spod hegemonii matek, musieli zostać szefami kuchni. Oczywiście to żart, ale pomimo coraz większej świadomości, chęci odrzucania stereotypów, ciągle im w znacznym stopniu ulegamy.
Podczas ostatniego śniadania warszawskiego Slow Food obserwowałam krzątających się niewielu mężczyzn w dużym gronie kobiet, choć szefem kuchni był Kuba Korczak, doskonali byli mali pomocnicy, którzy układali składniki na talerzach, podawali, ale im towarzyszyła mama. Zastanawiam się dlaczego tak niewielu mężczyzn bawi się kuchnią wspólnie ze swoimi dziećmi? Przyglądam się czasami ojcom, którzy zabierają swoje latorośle do przeróżnych jadłodajni, patrząc na nich, podejrzewam, że zwyczajnie boja się wspólnie ugotować domowy obiad. Może trochę w tym jest winy nas, kobiet? Ciągle pielęgnujemy swoje odwieczne role matek i żon? Mamy opory przed tym, żeby położyć się na kanapie z książką i poczekać, aż partner i dziecko zrobią boską kolację? Zamiast tego, wyjeżdżając w podróż służbową, szykujemy jedzenie na 3 dni, mrozimy kotlety…. Jak już trafią sami do kuchni, to się wtrącamy, chcemy im nieustająco radzić, pomagać. Upominamy, żeby nie nabałaganili. Stajemy się „mamuśkami“ , które pouczają i przypominają rodzinie, że są wszechwiedzące i niezastąpione. Nie dajemy noży dzieciom, bo się skaleczą, nie pozwalamy się zbliżyć do miski z wyrabianym ciastem. Nie godzimy się na ugotowanie przez męża jego ulubionej, męskiej potrawy. Słabo. Utrwalamy stereotypy, ograniczamy obszar, w którym dzieci i ojciec się świetnie bawią i porozumiewają. A potem nasi syneczkowie powtarzają ten schemat. A może  czas od czasu oddajmy rodzinie we władanie kuchnię? Podzielmy się naszymi skarbami i pozwólmy im się świetnie bawić? Obejrzałam „Danutę W.“ z Krystyną Jandą. Bohaterka rodzi dzieci i gotuje, piecze, pierze. Nieustająco i w samotności. A może powinna powiedzieć wprost mężowi, żeby i on czasami to zrobił? Myślicie, że nie byłoby „Solidarności“ i obalenia komunizmu, gdyby Lech czasami przejął jej role i pozwolił złapać oddech zapracowanej kobiecie? Myślę, że dałby radę, a może nawet poszerzyłyby się jego rewolucyjne horyzonty. Dlatego dzisiaj prośba do żon, partnerek, mam. Wyjdźcie ze swoich kuchni, w których się świetnie bawicie, gotując. Oddajcie je od czasu do czasu reszcie rodziny. Nie załamujcie rąk, że nabałaganili, przypalili, stłukli. A może nic takiego im się nie zdarzy, jeżeli poczują się odpowiedzialni za to, co robią? Zostaną sami ze swoją odpowiedzialnością i kulinarną wyobraźnią? Ojcowie do garów, zawalczcie o swoje terytorium, wychowujcie otwartych na partnerstwo synów, pokazujcie córkom, że mężczyzna w kuchni to normalny stan.