Czas na gęsinę!

Cykl hodowlany gęsi rozpoczyna się wiosną, a kończy późną jesienią. I to właśnie teraz jest najlepszy czas, by jeść gęsinę. Będzie to możliwe dzięki akcji „Najlepsza gęsina na św. Marcina”, do której przyłączyły się restauracje w całej Polsce.|Cykl hodowlany gęsi rozpoczyna się wiosną, a kończy późną jesienią. I to właśnie teraz jest najlepszy czas, by jeść gęsinę. Będzie to możliwe dzięki akcji „Najlepsza gęsina na św. Marcina”, do której przyłączyły się restauracje w całej Polsce.
Szarogęsiła się już od XVII w. Niegdyś królowa polskich stołów, a nawet bohaterka teatrzyku Ildefonsa Gałczyńskiego, dziś niestety gęga raczej poza granicami naszego kraju. Paradoks! Polska jest największym producentem gęsi w Europie, a sama jej właściwie nie jada! (Zjadają ją za to Niemcy, do których wysyłamy gęsi w ilości około 18-20 tys. ton rocznie!) A szkoda, bo gęsie mięso jest smaczne i zdrowe – wbrew skojarzeniom chude, zawiera mało tłuszczu (około 3-6%, wieprzowina ma go ponad 30%). Gęsina obfituje w kwasy tłuszczowe nienasycone, witaminy i białka redukujące szkodliwy cholesterol. Na szczęście dzięki akcjom, jak ta finansowana przez województwo kujawsko-pomorskie w ramach promocji regionu poprzez produkt, tradycja jedzenia gęsi powoli zaczyna się odradzać również na stole Stareckiej. Jakiś czas temu odbyło się niezwykłe spotkanie w restauracji „U Kucharzy”. Jego główną bohaterką była właśnie gęś. Rozprawiano o niej ze znawstwem i tkliwością, a między rozmowami podjadano gęsie frykasy. Spróbowałam wspaniałego żuru na gęsim rosołku oraz pieczonej gęsi podanej z kaszą gryczaną z podrobami (gęsiego farszu w istocie) i ciepłą czerwoną kapustą duszoną w winie. Na pożegnanie każdy dostał surową gęś, by zmierzyć się z nią kulinarnie. Wcisnęłam ją sobie pod pachę i ruszyłam w stronę przystanku. Tego dnia akurat miałam na sobie ulubione szpileczki we wzorek w panterkę. Nie było to udane połączenie, o czym zdałam sobie sprawę, kiedy wsiadłam do autobusu. Kierowca ruszył gwałtownie i ja też, próbując złapać równowagę z gęsią (3,7 kg) pod pachą. Nie udało mi się i drobiąc, rozpędzałam się coraz bardziej, aż zatrzymałam się na małej siostrze zakonnej, którą rozpłaszczyłam na szybie. – Kochanie, musisz zabrać tę gęś ode mnie – syknęłam do kuchcika przez telefon, kiedy już udało mi się pozbierać. Kuchcik pojawił się niebawem, z zachwytem zgarnął gęś i ruszył podekscytowany do domu, by natychmiast się z nią rozprawić. – Piękna ta gęś! – napisał zaraz. – Właśnie ją rozbieram na części! Wykroiłem już dwie okazałe piersi, zaraz je zamarynuję w majeranku i pomarańczach. Jedna będzie pokrojona w cieniutkie plasterki do jedzenia na zimno, drugą  zjemy sobie na ciepło z kaszą albo ziemniakami. Udka to chyba zamrożę i kiedyś je upiekę. Cały korpus (kości) też zamarynuję i upiekę, potem wyskubię resztki mięsa i zrobimy jakąś dobrą pastę z gęsią! A tak w ogóle w środku gęsi była torebka z podrobami: żołądkiem, wątróbką i szyjką. Uważam, że to bardzo profesjonalne. Aha, z tłuszczu zrobię gęsi smalec! – zachwycał się mój kuchcik. Kiedy wróciłam z pracy do domu, po gęsi nie było ani śladu, tylko w powietrzu unosił się słodki zapach, a w lodówce stało w słoiku gęsie sadełko. Jedliśmy gęsinę przez tydzień ze smakiem i satysfakcją, bo jak się okazało, ma ona zbawienny wpływ na serce, poprawia nastrój, wspaniale rozgrzewa i podnosi popęd seksualny. A jej tłuszcz, niech to gęś kopnie, jest prawdziwym afrodyzjakiem! Dlatego namawiam: jedzcie gęsi! Czas, by wróciła na nasze stoły! Tu znajdziecie listę restauracji, które w ramach akcji „Najlepsza gęsina na św. Marcina” organizowanej przez Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego serwują gęsinę do 15 grudnia 2011 r. w całej Polsce!

reklama