Mózg

„Mózg jest w głowie, ale i poza głową/ Jest czas, że poznajesz drogę nową/ Możesz być zaskoczony, gdy tego się dowiesz/ Nie uwierzysz, gdy o tym ci powiem”
Kazik, Mazzoll & Arythmic Perfection|„Mózg jest w głowie, ale i poza głową/ Jest czas, że poznajesz drogę nową/ Możesz być zaskoczony, gdy tego się dowiesz/ Nie uwierzysz, gdy o tym ci powiem”
Kazik, Mazzoll & Arythmic Perfection

reklama

Wszystkim odważnym, którzy serwują móżdżki.

Miałem pewnie z 10 lat. Zobaczyłem w karcie mazurskiej restauracji intrygującą pozycję: móżdżki. Każda nowa pozycja, a szczególnie tak wyuzdana, wzbudzała i wzbudza moją ciekawość i żądzę.

Z tego, co pamiętam, móżdżki zatopione były w cieście naleśnikowym smażonym na głębokim tłuszczu. Pełen podniecenia, myśli krążących wokół metafizyki, bestializmu, zjadanych myśli zwierzęcia, zjadanej czyjejś świadomości, dziecinnej perwersji, uczucia bliskiego uczuciu dziecka znęcającego się nad żabami czy dżdżownicami spotkałem się z totalnym rozczarowaniem. Najbardziej podniecające było napięcie – czas trwający od momentu zamówienia do pierwszego kęsa. Mózg smakował tłuszczem- nic szczególnego.

Żeby była jasność! Jako dziecko nigdy nie znęcałem się nad żadnymi zwierzętami. Za to-przyznaję – znęcałem się nad dziećmi, które ów praktyki uprawiały.

Podejrzewam, że powód jedzenia mózgów, jak i ich niejedzenia, jest z grubsza patrząc ten sam i jest bardzo zbliżony do tego, który popchnął małego chłopca do zamówienia owego dania.

Część z was brzydzi się czegoś, co jest aż tak organiczne, uważa za niekonieczną przesadę jedzenie takich organów. Być może część twierdzi, że jest to obrzydliwe, bo tak podpowiada wam wyobraźnia. Mózg musi pewnie być miękki, obślizgły, ohydny, obrzydliwy. Uruchamia się dziecinny wstręt, dziecinna wyobraźnia.

Mózgi jagnięce dostaje od P.G. Podejrzewam, że ten sympatyczny człowiek pełen pasji uciekł z Warszawy na warmińską wieś. Ma tam gospodarstwo, na którym żyją owce i kury. Dodatkowo coś jeszcze uprawia. Jest to mój bohater. Zrobił coś, o czym często marzę, nawet sobie obiecuję, że to marzenie spełnię. A czy się odważę – zobaczymy. Wiem, że nie jestem w tych marzeniach osamotniony.

Móżdżek jagnięcia mieści się na dłoni – wpierw należy go namoczyć w zimnej wodzie. Ugotować wywar – warzywa jak do rosołu, tylko że dużo mniej wody i dużo więcej przypraw i ziół. Tymianek, liść laurowy i ziela angielskiego – nie żałujemy. Na koniec łyżka masła. Do gotujące się wywaru – „smaku” – wkładamy delikatnie mózg na 8-10 minut. Wygodnie jest to zrobić przy użyciu sitka. Niezbędne będą grzanki zrobione na klarowanym maśle. Kolor pieczywa to nasz indywidualny wybór – ja wyjątkowo wolę w tym przypadku białe. Sos jest prostą mieszanką jak najdrobniej posiekanej czerwonej cebuli, kaparów, natki pietruszki, estragonu, dobrej grubo ziarnistej soli i świeżo mielonym pieprzem. Wszystko zwilżamy jakimś dobrym olejem – może dla odmiany olejem z orzechów. Mózg po ugotowaniu kroimy na plastry. Nic dodać, nic ująć.

Dziś móżdżki są dla mnie przysmakiem. Nie wynika to z wyznawanej przeze mnie religii „nose to taili eating” ale z walorów smakowych. Są jedną z najdelikatniejszych rzeczy, jakie jadłem. Mogą konkurować delikatnością tylko z łbami karpia serwowanymi w chińskim Kantonie. Konsystencja jest idealna – postępowanie proste: wkładamy do ust i rozgniatamy językiem o podniebienie. Grzanka doda nam kontrastowej chrupkości. Sos kolorytu smaku.