Polski patriotyzm współczesny

Nowocześni patrioci to są ludzie świadomi swoich praw i obowiązków wobec państwa. Jeśli się tego nie nauczymy to nasz patriotyzm będzie źródłem kompleksów i wstydu, a nie dumy z państwa i narodu. – wyjaśnia Agnieszka Durska, politolog z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej.
– Czy zgodzi się Pani ze mną, że patriotyzm w polskim wydaniu nie kojarzy się zbyt dobrze?

reklama

– Polski patriotyzm, szczególnie młodym ludziom, kojarzy się źle: z czymś sztampowym, niepotrzebnie romantycznym, z bezcelowym, bo nieskutecznym przelewaniem krwi. Wiele młodych osób ma też dosyć tego stawiania nas na piedestale. To, co jest rysą na naszym patriotyzmie to to, że zwykle wielbimy i czcimy nasze klęski i poniesione ofiary… a kompletnie nie myślimy o codziennej pracy na rzecz narodu, o tym, że dziś o wielkości nie świadczą już jego historyczne zasługi, a przynajmniej nie w takim stopniu jak kiedyś…

Czyli nadal martyrologia… Z czego to wynika?

– Jako naród niestety mieliśmy pecha – w kluczowym momencie kształtowania się nowoczesnego społeczeństwa byliśmy pozbawieni państwa, odzyskaliśmy je na zbyt krótko, by nauczyć się szacunku dla jego instytucji i praw. Po wojnie to, co było z państwem i władzą utożsamiane też nie było „nasze”, tylko narzucone siłą, a co za tym idzie szacunku nie wymagało, wręcz przeciwnie. Od nieco ponad dwudziestu lat mamy szansę to zmienić, wyrwać się z tego zaklętego kręgu niemocy, w którym łatwiej nam przychodziło bezsensownie wylewać krew niż po prostu pracować – pragmatycznie dbać o własny interes. I choć dziś krwi przelewać nie trzeba, uwielbienie dla bohaterów (potrzeba ich stałej obecności) i pomników zostało. A to znowu odciąga nas od codzienności…

– To jaki jest właściwie ten nasz patriotyzm?

– Mania wielkości i narodowa megalomania idą w parze z kompleksami. Bo ten nasz patriotyzm jest właśnie zakompleksiony. Rzadko bywamy dumni ze swojego kraju. Ta nasza megalomania jest wyrazem źle pojętej dumy, tymczasem nie dostrzegamy tego, co jest wartościowe w naszej codzienności, nie potrafimy chwalić się owocami własnej pracy, nie potrafimy ich właściwie wykorzystać, wypromować – co oczywiście powoli się zmienia. Nadal jednak np. na forach społecznościowych widać, jak bardzo Polacy wstydzą się za swoich rodaków za granicą, za polityków. Z jednej strony mamy ogromne ambicje bycia mocarstwem. Z drugiej strony stać nas na szyderstwo, ironię, gdy dostrzegamy nasze wady i niedostatki. Dlaczego nie widzimy tylu fantastycznych rzeczy, które mamy wokół siebie, a gonimy za czymś, czego nie mamy, na co nas nie stać, udajemy innych niż w rzeczywistości jesteśmy? Weźmy choćby taki prozaiczny przykład: poznańskie rogale świętomarcińskie – ostatnio jadłam, są rewelacyjne – dlaczego więc ciągle nikt nie wpadł na to, by stały się „towarem eksportowym”?

– A czego nam tak naprawdę brakuje?

– To, czego nie ma w naszym patriotyzmie to przede wszystkim szacunek dla państwa, dla jego instytucji. Nie nauczyliśmy się tego, że ten wspólny „dom” wymaga poszanowania prawa i reguł społecznych. Ciągle mało jest postaw obywatelskich: jestem, rozumiem, chcę współuczestniczyć w tworzeniu państwa i narodu. Udział w wyborach, czy zwykłe zainteresowanie i zrozumienie dla spraw kraju może być wyrazem nowoczesnego patriotyzmu, obywatelskości, z którą ten patriotyzm jest związany.

Poza tym w Polsce występuje pomieszanie dwóch pojęć: patriotyzmu i nacjonalizmu. To nie ułatwia ani debaty na ten temat, ani nie sprzyja kształtowaniu pożądanych postaw obywatelskich. Patriotyzm to odwołanie do miejsca – państwa, czyli do jego organizacji, do ziemi, do ojcowizny. Nacjonalizm jest odwołaniem do wspólnoty narodowej. W Polsce często przeciwstawia się te dwa pojęcia. Tak naprawdę mamy je błędnie zakonotowane! Nacjonaliści to ci źli, niepoprawni politycznie, ci, którzy maszerują 11 listopada z hasłami „Polska tylko dla Polaków”. A patrioci to, ci dobrzy, ci od IV Rzeczpospolitej, krzyża pod pałacem, ale też od Solidarności czy poprawnych politycznie elit postsolidarnościowych – można tu wyliczać długo . Patriotyzm jest również fałszywie przedstawiany przez ugrupowania polityczne. Większość polskich polityków, szczególnie prawicowych, wyraża postawy nacjonalistyczne. To odwołanie się do wspólnoty związane jest właśnie z naszą historią, bo kiedyś nie było państwa, był tylko naród w niewoli. Stąd wzięło się to pomieszanie pojęć.

W Polsce pojęcie nacjonalizmu jest źle kojarzone i źle odbierane. Inaczej niż w kulturze zachodniej, w świecie anglosaskim. Tam nacjonalizm nie jest pojęciem negatywnym, ale uniwersalnym, otwiera pole do dyskusji. Warto tu wspomnieć o tradycji nacjonalizmu liberalnego, który jest źródłem postaw obywatelskich właśnie – w Wielkiej Brytanii. We Francji – nacjonalizm obywatelski, państwowy, który zrodził się w okresie rewolucji również łączy się z odpowiedzialnością społeczną.

– No właśnie, mówimy o pojęciach i patrzymy na nie przez pryzmat jakiegoś etosu, jakby nadal funkcjonował wzorzec budowany na podstawie hasła „Bóg, honor, ojczyzna”? Dlaczego nie mówi się o tym, że patriotyzm może być obecny w zwykłych codziennych działaniach, takich jak nie wyrzucanie śmieci w lesie czy na ulicy, kupowanie biletów w komunikacji miejskiej?

– Ta wspólna przestrzeń u nas nadal nie funkcjonuje, nie czujemy się za nią odpowiedzialni, a patriota powinien czuć się odpowiedzialny za swoje państwo: za czystość na ulicach, za poszanowanie prawa. Tymczasem nauczyliśmy się kombinować, omijać państwo i ustalone prawo. Jeśli widzę np. połamaną ławkę to informuję o tym odpowiednią instytucję, a nie przechodzę obok. Gdy brakuje nam przedszkola w danej dzielnicy, to piszemy petycję, zbieramy podpisy innych mieszkańców, próbujemy sami coś zrobić. Choćby było to skazane na urzędnicze „niechciejstwo”! Ale to my musimy wymagać od urzędników, zmieniać to niechciejstwo w nasz wspólny interes! Jak mówimy, że się nie da, bo pismo utknie w urzędzie – to rzeczywiście nic się nie zmieni. Każdy powinien odpowiadać za pewien fragment wspólnej przestrzeni. To my musimy znać nasze prawa i obowiązki i wymagać tego samego od innych, również od urzędników, od przedstawicieli władz, których sami wybieramy. Brak poszanowania praw i reguł często też widać na drogach: nie wpuszczę tego „typa”, który tu się pcha i próbuje mnie wyprzedzić, chociaż i ja i on byśmy na tym skorzystali. Niska kultura jazdy samochodem to również nagminne nierespektowanie nakazów ograniczenia prędkości. Nie świadczy to o naszej dojrzałości społecznej…

– W ogóle nie widzimy tego, że szacunek do kraju przejawia się w praktycznych działaniach.

– Ten nasz patriotyzm jest absolutnie niepragmatyczny. Podobnie nacjonalizm. Widać też, jakie ma to przełożenie w polityce. Może zamiast mówić w kółko o katastrofach, lepiej zająć się tym, co jest naprawdę ważne? Powinniśmy wziąć się ostro do pracy, bo inaczej zginiemy. Nadchodzi przecież nowa fala kryzysu. Jednak wciąż na pierwszym miejscu stawiamy wartości niepragmatyczne.

– Żeby działać praktycznie trzeba się chyba odciąć od emocji?

– Ale tymi emocjami łatwiej grać niż publiczną, rzetelną debatą. To jest droga na skróty. Emocje lepiej się sprzedają. Argumentów nie chce się nikomu słuchać, bo to wymaga zdobycia pewnej wiedzy. Politycy chętnie odwołują się do zakorzenionych emocji i stereotypów (np. do niechęci względem Niemców czy Rosjan). Rzeczowej dyskusji nie ma. Trzeba grać tak, żeby wygrać. Część osób zdaje sobie sprawę z tych emocji, ale duża większość to kupuje. To jest łatwy obszar do manipulacji.

– Jak można ten polski patriotyzm „uzdrowić”?

– Myślę, że poprzez edukację społeczną, przez odcięcie się od historycznych zaszłości i powrót debaty politycznej na właściwe tory. Zdrowy patriotyzm przekłada się też na pracowitość. Myślę, że coraz więcej ludzi zaczyna to rozumieć. Widać, że młodzi ludzie są w większym stopniu obywatelami. Nie jest dla nich obojętne to, co dzieje się w kraju, a na tym właśnie polega świadomy patriotyzm.