Iwona Kozak i ajurweda: ta podróż się nigdy nie skończy

Od czasu do czasu widzę przechadzającą się na horyzoncie krowę. Wpatruję się w ten symbol indyjskiej świętości i wyobrażam sobie, że jestem drugoplanową bohaterką filmu “Kobieta, która gapiła się na krowy”, bo o kozach przecież już było.

Iwona Kozak i ajurweda
Fot. Iwona Kozak

Oczywiście w roli głównej gra znów George Clooney. To już ostatnie dni mojego pobytu w Vaidyagramie. Pokochałam to miejsce jak swój własny dom i wiem, że będę tu wracać regularnie. Wszystko tu dzieje się w odpowiedni sposób, w odpowiednim momencie więc teraz, gdy zbliża się dzień wyjazdu, czuję, że w jakiś magiczny sposób zostałam przygotowana do powrotu. Jestem czysta, lekka, wyciszona ale czuję ogromną chęć powrotu do moich bliskich. Chcę ich zobaczyć, podzielić się tą energią, którą mam w sobie i jeszcze tylko robię wewnętrzny audyt, takie porównanie jaka tu przyjechałam i jaka wracam?

 

Przeczytaj: dlaczego pokochałam ajurwedę część I, część II, część III, część IV, część V, część VI, część VII i część VIII

I zauważam tylko jedną różnicę. Zadowolenie. Takie spokojne, miłe, proste uczucie. Zadowolenie. Wszystko jest perfect: moje życie, ja, przeszłość, przyszłość, choć jej nie znam. Zadowolenie.

Siedząc na moim tarasie zauważam też, że wpatrując się w ogród nie mam już ochoty go ani posprzątać ani upiększyć. Przez pierwszych parę tygodni pobytu miałam ogromną, trudną do powstrzymania chęć “zgarnięcia” suchych liści drzew palmowych, drzew limonki i innych. Nikt tutaj tego nie sprząta, ponieważ ogrody pozostawione same sobie potrafią znakomicie przetrwać. Podobnie z warzywami, które hoduje się tu ekologicznie, bez żadnej chemii, pomimo, że około 30 proc. plonów jest zjadanych przez szkodniki. To nikomu tutaj nie przeszkadza. Te 70 proc. w zupełności zaspokaja potrzeby ośrodka, zarówno gości jak i pracowników. Nie dziwi mnie to, biorąc pod uwagę, że 50 proc. żywności w Stanach Zjednoczonych jest wyrzucana/marnowana, to utrata 30 proc. nie powinna stanowić problemu, zwłaszcza że tutaj jedzenie się nie marnuje i zużywa się go raczej mało.

Vaidyagrama jest zaprojektowana w całości według zasad ajurwedy, czyli w zgodzie z Naturą. Cały ośrodek, łącznie z budynkami, ogrodami, zapleczem, zostały zaplanowane przez ekspertów z całego świata, specjalizujących się w różnych dziedzinach ekologii. Vaidyagrama nie skorzystała z usług typowego dekoratora wnętrz, zazwyczaj niezbędnego, gdy budowany jest nowy hotel/ośrodek dla międzynarodowej klienteli. Ale i tak przyznałabym Vaidyagrama’ie 7 gwiazdek (bo to chyba najwyższa ilość przyznawana super wykwintnym hotelom). Uważam, że to żadna sztuka dostać gwiazdki za luksusowy standard. Za pieniądze można kupić wszystko: największe kryształowe żyrandole, egzotyczne dania, perskie dywany lub egzotyczną klepkę, a obsługę hotelową ubrać w garnitury Armaniego. Można zatrudnić najlepszego dekoratora wnętrz i zachwycać każdym centymetrem ściany, podłogi czy sufitu i dogadzać zmysłom w każdy możliwy sposób.