Z niczym się nie wyrabiam – nie daj się frustracji

123rf.com

Ty ciągle w biegu, a lista spraw do załatwienia wcale się nie skraca… A może problemem wcale nie jest zła organizacja, tylko to, że za dużo na siebie bierzesz? W trzeciej odsłonie Terapii Jednego Spotkania psycholożka Ewa Klepacka-Gryz pomaga uwolnić się od obciążających przekonań.

Edyta zadzwoniła do mnie późnym popołudniem. – Od miesiąca zbieram się z telefonem do pani, ale… ciągle z niczym się nie wyrabiam. Siedzę w pracy do późna, potem biegnę do siłowni albo na basen, w drodze powrotnej robię zakupy, a gdy dotrę do domu, zwykle już na nic nie mam siły – usłyszałam w słuchawce. – Jesteś tym pewnie bardzo zmęczona – stwierdziłam. – To rehabilitant zalecił mi, bym poszła do terapeuty, bo stres rozwalił mi kręgosłup. Pierwsze słyszę, że psychoterapia leczy bóle szyi. – Rozumiem, że masz kłopoty z kręgosłupem? – próbuję wbić się w jej monolog. – Kiedy mam znaleźć czas na terapię? Mój grafik pęka w szwach, a zaległości piętrzą się z godziny na godzinę.

Czułam, że Edyta nie była w stanie mnie wysłuchać. Jej napięcie ujawniło się w formie agresji, zalewała mnie frustracjami. Słyszałam jej cierpienie, ale musiałam zadbać o swoje granice, co także, gdyby zdecydowała się na sesję, byłoby dobrym sposobem pokazania jej, jak nie dać sobie wejść na głowę całemu światu. – Posłuchaj, skoro masz mało czasu, mogę zaproponować ci sesję przez Skype. SMS-em wyślę ci dostępne terminy, a teraz muszę już skończyć, bo jest późno i kładę się spać.

Edyta wybrała jeden termin, który tuż przed sesją odwołała. Kiedy odezwała się do mnie w kolejnym wyznaczonym dniu, po 10 minutach musiałyśmy przerwać, bo zadzwonił jej szef. Za trzecim razem w końcu udało nam się odbyć sesję.

Krok 1. Pokazuję Edycie skutki niestawiania granic

– Jestem zła, że muszę zapłacić za tamtą dziesięciominutową sesję – powiedziała Edyta na dzień dobry. – Jesteś na mnie zła? – Nie skorzystałam z tej sesji. – Uważam inaczej. Ta sesja pokazała coś ważnego w twoim funkcjonowaniu. Jak myślisz, co? – Że nie umiem odmawiać szefowi? – zgadywała. – Że nie szanujesz swojego prywatnego czasu. – Jasne, mogłam nie odebrać, ale miałabym noc z głowy. – Dlaczego? – Przez cały czas zastanawiałabym się, po co do mnie dzwonił. – Czy odebranie telefonu uspokoiło cię? – Nie. Okazało się, że szef dołożył mi kolejne zadanie na przedwczoraj. – I? – dopytywałam. – On wie, że to prawie niewykonalne, ale wie też, że ja dam radę. – Jakim kosztem? – Dziś wszyscy tak pracują. Jeśli chcesz do czegoś dojść, musisz natyrać się jak wół. – Czy jesteś dumna z tego, że robisz coś, co jak sama twierdzisz, jest niewykonalne? – Muszę się utrzymać, mam kredyt i pomagam rodzicom. Lubię swoją pracę, bez pracy bym oszalała. Gdyby tylko moja doba była z gumy. – Ja też lubię swoją pracę, ale muszę stawiać pacjentom i światu granice. Czy wiesz, o czym mówię? – Gdybym ja nie wykonała do końca swojej pracy, nikt by mi za nią nie zapłacił – odparła Edyta z lekkim przekąsem. – Wykonałam swoją pracę: wyznaczyłam ci termin, miałam dla ciebie godzinę, ty nie zdecydowałaś się z tego w pełni skorzystać. Uprzedziłam cię, jak innych pacjentów, że wszystkie umówione sesje są płatne. Nie można ich odwołać.