1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Nauka pokory, cierpliwości, wytrwałości i wdzięczności, czyli rozwój przez Aikido

Aikido zapewnia nam bezpieczną przestrzeń, w której możemy sprawdzić swoje możliwości. Ludzie ze sobą ćwiczą, ale też uczą się ze sobą żyć. (Fot. iStock)
Aikido zapewnia nam bezpieczną przestrzeń, w której możemy sprawdzić swoje możliwości. Ludzie ze sobą ćwiczą, ale też uczą się ze sobą żyć. (Fot. iStock)
Co w czasach rywalizacji i presji osiągnięcia sukcesu daje trenowanie sztuk walki, gdzie celem praktyki jest… tylko praktyka? Aikido – poza pokorą, cierpliwością, wytrwałością – uczy wdzięczności do tych wszystkich innych ludzi, którzy użyczyli nam swoich ramion, byśmy znaleźli się tu, gdzie jesteśmy – mówi Przemysław Błaszczak, nauczyciel z 2. stopniem Dan, związany z Instytutem Grotowskiego.

Walka kojarzy mi się raczej z gwałtownością niż z estetyką, dlaczego zatem mówimy w ogóle o sztukach walki?
O ile sporty walki (jak boks czy judo olimpijskie) są pewnym sposobem na ścieżkę kariery sportowej, spijaniem miodu sukcesów w postaci medali, to źródłem sztuk walki – do których zaliczamy m.in. karate czy aikido – jest etos bezkompromisowej walki, która nie skończy się medalem, a przeżyciem. Miały one szykować wojownika do ostatecznej konfrontacji: wojny czy obrony swojego szoguna, pana lub wybranki serca – a przeżywali ci, którzy mieli najskuteczniejsze techniki. Na szczęście dziś nie musimy na każdym kroku walczyć na śmierć i życie, przez to element współzawodnictwa gdzieś się schował, a one same stały się instrumentem pracy nad sobą: swoim charakterem, sprawnością fizyczną, osiąganiem pewnych celów. Są rodzajem konfrontacji z wewnętrznym światem. Dają okazję do tego, aby w tej rozpędzonej i przebodźcowanej rzeczywistośc skierować uwagę w stronę własnego wnętrza: na swoją motywację, skuteczność w działaniu czy wytrwałość.

Czym aikido, które trenujesz, wyróżnia się na tle innych sztuk walki?
Aikido charakteryzuje się kompletnym brakiem współzawodnictwa. Nie szykujemy się tutaj do żadnych zawodów, istotą praktyki jest sama praktyka. Ćwiczę i w tym ćwiczeniu znajduję cel: lepsze umiejętności techniczne, chęć rozwijania się, wyższy stopień. Moja wygrana sprowadza się do tego, że regularnie przychodzę na matę i pracuję, rozpoznając własne możliwości. Gdzie jestem w stosunku do samego siebie? Jak mam ustawione cele? Czy w głowie przypadkiem nie jestem gdzieś indziej niż fizycznie? Co z tego, że jestem prezesem wielkiej korporacji, skoro na macie nie umiem zrobić fikołka? W aikido to, co podpowiada nam ego, szybko zostaje zweryfikowane przez rodzaj fizycznego komunikatu płynącego z ciała.

Czy jakieś szczególne predyspozycje fizyczne są potrzebne, żeby odnaleźć się jako aikidoka?
Wszystkie fizyczne predyspozycje budowane są w trakcie treningu. Na początek wystarczy więc jedynie radość z tej formy ruchu oraz potrzeba konfrontacji z samym sobą. Po prostu trzeba wejść na matę i zacząć uczyć się tego języka: kroków, ruchów, kodeksu, patrzenia i słuchania. Reszta zaczyna dziać się w głowie.

Staram się zarażać osoby, które wchodzą na matę, ciekawością samego siebie. W aikido manifestuje się ona umiejętnością wpisania się w ten język, spotkaniem z drugim człowiekiem, pracą w sytuacji budzącej pewne poczucie zagrożenia. Dojo to bezpieczna przestrzeń do robienia niebezpiecznych rzeczy i sprawdzenia, czy jestem gotów mierzyć się z tym ekscytującym niebezpieczeństwem.

Czy to, że współcześnie agresja – biologiczny komponent, który przystosowuje nas do walki – nie znajduje żadnego realnego ujścia, sprawia że jesteśmy bardziej napiętym i sfrustrowanym społeczeństwem?
My ujście tej agresji widzimy, ale na internetowych forach! Najsmutniejszym skutkiem życia w cyfrowych czasach jest to, że opuściliśmy swoje ciała. One są zrujnowane często już u bardzo młodych ludzi. A nie zobaczymy piękna nawet najwspanialszej świątyni, jeśli będzie cała zaśmiecona. Dopiero gdy włożymy kawał pracy, by ją wysprzątać, dostrzeżemy potencjał tego miejsca. Niestety, kultura cyfrowa pozwoliła przymknąć oko na nasze ciała, zaśmiecić te świątynie. A ruch jest dla nich bardzo dobrą miotłą. Chodzi o to, żeby znaleźć sobie formę ekspresji, która pozwoli cieszyć się z tego, jak jesteśmy stworzeni. I taką rolę mogą pełnić sztuki walki.

Co tobie dało aikido?
Bez niego nie byłbym tym, kim teraz jestem. To cała seria wyborów, priorytetów – tych malutkich decyzji podejmowanych z dnia na dzień, że jednak wstanę o 5:30 rano, żeby iść na trening, i tych wielkich, jak podróż do Japonii czy otwarcie własnego dojo. Nasza przeszłość składa się zarówno z tych ogromnych kamieni, jak i drobnego piasku. Ostatecznie jesteśmy przecież złożeni z tego, co w naszym życiu robimy, a nie z tego, co o sobie myślimy.

Aikido uczy pokory, cierpliwości, wytrwałości?
Oraz wdzięczności – do swojego dojo, nauczycieli, twórców aikido... W pewnym momencie uświadamiasz sobie, że stoisz na ramionach innych ludzi, i jeśli oni nie robiliby określonych rzeczy w swoim życiu, to ty nie byłbyś tym kim jesteś. Że uczestniczysz w pewnej tradycji. Ktoś, pokolenie po pokoleniu, tworzył coś i wysyłał list w butelce, a teraz ten list dociera do ciebie.

Można powiedzieć, że trenowanie sztuk walki może być remedium na rozpad wspólnotowości, który obserwujemy? Na macie jesteśmy zależni od innych ludzi.
Dojo zdecydowanie spełnia funkcję plemienną. Tutaj ludzie nie tylko ze sobą ćwiczą, ale ponadto uczą się ze sobą żyć, wzajemnie się wspierać. To mikrokosmos, w ramach którego w bezpiecznej przestrzeni sprawdzamy własne możliwości. Przez kilka lat działalności własnego dojo obserwuję, że utworzyła się w nim społeczność, która ma własny rytm. Skupia ludzi, którzy wzajemnie na siebie oddziałują.

Poza tym aikido oferuje zewnętrzną formę dyscypliny; ma pewną etykę, protokół obowiązujący w trakcie treningu. Przywiązanie do tradycji japońskiej jest w nim skarbem, bo inaczej zostaje już tylko sposób wykręcania rąk. Ale „być w dojo” znaczy „być na drodze”. Tutaj praktykujemy pewien rodzaj przytomności, mindfulness.

Bo podczas ćwiczeń musimy być skupieni na „tu i teraz”?
Aikido niesie w sobie obietnicę dotknięcia medytacyjnego aspektu samorozpoznania, znalezienia wewnętrznej ciszy. Zanshin, czyli rodzaj obejmującej uwagi i uważności sprawia, że możemy przetrwać i w dojo, i na polu walki, i w życiu codziennym. Chodzi o zauważanie rzeczy, które się wokół nas dzieją, łączenie kropek. Czyli reagowanie na to, co się realnie wydarza, a nie na to, co dzieje się w naszej głowie. Wydaje się, że jest pewien rodzaj dysonansu pomiędzy zdarzeniami w świecie a tym, jak je interpretujemy, i jaką odpowiedź im dajemy. Czasami jakiś drobiazg wzbudza w nas silną reakcję, a pomijamy milczeniem coś, co powinno być nieakceptowalne. Zanshin na to nie pozwala, każe widzieć i reagować. Kiedy spada nam na głowę miecz, to musimy się odsunąć.

I tę umiejętność uważności możemy zabrać ze sobą do domu?
Mój nauczyciel mówił o małym i dużym aikido. Małe dzieje się na macie, kiedy uczysz się, jak unieruchomić komuś łokieć albo samemu sprawnie upaść; a duże zaczyna się, kiedy wychodzisz z dojo. Jeżeli umiesz utrzymać ten rodzaj uważności wobec ludzi, których spotykasz w życiu, potrafisz podejmować decyzje nie poddając się iluzjom, czyli gonitwie myśli produkującej stale obrazy niekoniecznie odpowiadające rzeczywistości – to jest dużym skarbem.

Czy można odnaleźć jakiś związek aikido z procesem psychoterapeutycznym?
Są osoby, które uzupełniają proces terapeutyczny treningiem sztuk walki. Podczas terapii wykonali już pracę w głowie, a teraz chcą „przepalić” to w ciele. W praktyce aikido można zmierzyć się z myślami, które już włożyliśmy w odpowiednie szufladki. Weźmy osobę, która doświadczyła przemocy i za każdym razem, gdy ktoś podnosi w jej towarzystwie rękę albo głos, kuli się w niej małe dziecko. Dzięki terapii potrafi to już zaobserwować i nazwać. Ale w dalszym ciągu, gdy ktoś podnosi rękę – działa jej wewnętrzny odruch. W tym przypadku znalezienie się w środowisku, gdzie ktoś będzie ponosił tę rękę 100 razy w ciągu godziny, może pomóc przepracować jej mechanizmy, które zostały w niej zaprogramowane przez życie. Taki rodzaj uzupełnienia terapii działa bez wątpienia na wielu ludzi. Myślę też, że znajdą się osoby, które mają na tyle rozwiniętą umiejętność rozmowy z samym sobą, że potrafią samodzielnie zafundować sobie rodzaj terapii przez sztuki walki – zrozumieć, co tutaj właściwie przerabiają.

Co jeszcze twoim zdaniem może nam dać praktyka aikido?
Dzisiejsze czasy przypominają bezdroże. Pamiętam moment, kiedy mój syn miał dwa lata i pierwszy raz pojechałem z nim do hipermarketu. Zaobserwowałem wtedy, jak zmienia mu się twarz. W pierwszej chwili się przestraszyłem, ponieważ lekko się zapowietrzył. Wstrzymał oddech, rozejrzał się dookoła i z lekkim przerażeniem, ale też z fascynacją, powiedział: „Tatuś, tu jest wszystko!”.

Myślę, że żyjemy dziś w jednym wielkim hipermarkecie. Niebezpieczeństwo w dostępie do „tego wszystkiego” jest takie, że nieustannie musimy wybierać, w którą alejkę chcemy teraz wejść. A sztuki walki oferują bardzo klarowną ścieżkę, na której zamiast spełniać czyjeś zaprogramowane w nas oczekiwania – możemy coraz bardziej rozpoznawać siebie. Sprawdzać, konfrontować i budować naszą osobowość.

Przemysław Błaszczak, uprawia japońską sztukę walki aikido, aktualnie w stopniu 2. dan. Prowadzi regularne treningi w założonym przez siebie dojo Na Grobli Aikikai. Aktor, reżyser, pedagog, od 1995 roku związany z Instytutem Grotowskiego.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze