W męskim gronie: co dają męskie spotkania?

fot.123rf

Dwa lata temu Michał Pyziak, coach i trener, wyjechał na cztery dni na polanę nad rzeką. Chciał spędzić czas sam ze sobą. Wtedy właśnie wpadł na pomysł, by zainicjować męskie spotkania. Szczere, z poziomu serca. Bez masek.
Na pierwsze spotkanie przybyło dwunastu uczestników. – Przekonałem się, że faceci chcą i mogą rozmawiać szczerze. Dawać sobie wzajemnie wsparcie – wspomina Michał Pyziak. Od tego czasu w Łodzi co miesiąc na kilka godzin spotyka się otwarty krąg mężczyzn.

Te rozmowy sprowokowały stworzenie warsztatów „Czułość i moc”. Michał organizuje je razem z przyjacielem Andrzejem Rubajem, który prowadzi tantryczne zajęcia w ośrodku Wytwórnia Ciszy. Są skierowane do mężczyzn, którzy chcą zjednoczyć w sobie te dwie strony osobowości. Wrażliwą i waleczną. Troskliwego ojca i męża ze stąpającym twardo po ziemi człowiekiem sukcesu. Obydwie niezbędne do dobrego funkcjonowania w świecie. A często tak trudne do pogodzenia, bo teoretycznie wykluczające się.

– Wielu mężczyzn ma problemy z okazywaniem wrażliwości czy uczuć – mówi Michał Pyziak. – Wobec innych i wobec siebie. Nie chce pozwolić sobie na chwile słabości.

Z kolei inni mają ograniczony dostęp do wewnętrznej siły. Obawiają się jej albo nie wierzą, że ją posiadają. Nie potrafią stawiać granic innym. Brakuje im męskiej stanowczości. Odwagi. Dlatego często podkulają ogon, zgadzają się na upokorzenia.

Według koncepcji Stevena Gilligana, amerykańskiego psychoterapeuty, mężczyzna potrzebuje trzech archetypowych energii, by egzystować. Wspomnianych stanowczości i odwagi oraz trzeciej: lekkości, humoru, figlarności. Według Gilligana te trzy energie powinny być w równowadze. Wirować jak jedno w tańcu.

Wewnętrzny wojownik

Uczestnicy warsztatów to mężczyźni w średnim wieku, od 35 do 50 lat. Z różnych środowisk, ale głównie mieszkańcy dużych miast, którzy już doświadczyli trudności życia, wpadali w jego zakręty. – Kto jest kim, jaki ma zawód, wykształcenie – to nie ma znaczenia. Istotne jest co innego: ci faceci chcą zrobić coś dla siebie – zaznacza Andrzej Rubaj.

Dość często mówią, że brakuje im wspierającej relacji z innymi mężczyznami. Bo wielu współczesnych facetów już nie ma przyjaciół. Tylko kumpli. Od piwa i banalnych rozmów.

Pierwszy etap warsztatów trwa weekend. Uczestnicy zbierają się w piątkowe popołudnie w lesie pod Uniejowem, na ten krótki czas odcinają od cywilizacji, rodzin, partnerek. Komórki wyłączone, zero Internetu, zero kobiet. Tylko oni i dzika przyroda. Wiele zajęć odbywa się na zewnątrz, i to bez względu na pogodę. Także zimą. Mężczyznom, którzy większość czasu pracują w biurach, takie przebywanie na łonie przyrody daje kontakt z pierwotną energią. Podczas ćwiczeń prowadzący warsztaty przygrywają na bębnach i innych instrumentach. Taka żywa muzyka tworzy osobliwy klimat warsztatów. Każdy dzień zaczyna się od medytacji dynamicznych Osho. Uczestnicy wirują w transowym uniesieniu, z opaskami na oczach. To droga do tego, by lepiej poczuli swoje ciało, skontaktowali się z emocjami, które potem mogą wyrazić z poziomu serca. – A to trudno nam przychodzi – zaznacza Michał Pyziak.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »