1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Ojciec i syn. Kiedy nadchodzi czas na oczyszczającą rozmowę o przeszłości?

Ojciec i syn. Kiedy nadchodzi czas na oczyszczającą rozmowę o przeszłości?

Ojcowie często nie mówią otwarcie o pragnieniu miłości i akceptacji. Szukają kontaktu, odwołując się do synowskiego obowiązku troszczenia się o starego ojca, do poczucia winy. A synowi trudno rozpoznać te sygnały jako wyraz chęci zbliżenia się. (Fot. iStock)
Ojcowie często nie mówią otwarcie o pragnieniu miłości i akceptacji. Szukają kontaktu, odwołując się do synowskiego obowiązku troszczenia się o starego ojca, do poczucia winy. A synowi trudno rozpoznać te sygnały jako wyraz chęci zbliżenia się. (Fot. iStock)
Porządkujące, oczyszczające rozmowy o przeszłości z ojcem to najlepsze, co syn może zrobić dla siebie. To także szansa dla ojca. I dla całego systemu rodzinnego. W ten sposób mężczyźni przełamują pokoleniową falę niezrozumienia, chłodu i obcości między ojcami i synami – mówi Benedykt Peczko w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.

Przyjaciel opowiadał mi o przełomowym momencie w jego dorosłej relacji z ojcem. Otóż oglądał z synkiem „Czterech pancernych i psa”, ten odcinek, gdy Janek odnajduje ojca i idą tak do siebie wzdłuż brzegu morza. I wtedy właśnie mój przyjaciel wybuchnął płaczem, zaczął szlochać, co nie zdarzyło się nigdy w trakcie jego dorosłego życia. Gdy ochłonął, uświadomił sobie, jak bardzo tęskni za ojcem. Pamiętał dwie sceny z tatą z dzieciństwa, a potem już go nie było, mama niechętnie go wspominała. Niedawno odnalazł ojca.
Pogratulować. Ten mężczyzna zrobił coś bardzo ważnego dla siebie, swojego syna i przyszłych pokoleń mężczyzn. Zwracając się do ojca, zaakceptował przeszłość. Zaakceptował niedoskonałość ojca, a poprzez to także własną niedoskonałość. Nie wstydził się emocji. Nazwał je i pozwolił, aby nim pokierowały.

Czasem ojciec czeka na rozmowę z synem całe życie. Czeka, aż syn powie: „Tato, może nie wszystko było super, ale starałeś się, byłeś dobrym ojcem, dziękuję ci”. Robert Bly, autor „Żelaznego Jana”, twierdzi, że większość mężczyzn umiera w poczuciu, że nie sprawdzili się jako ludzie i jako ojcowie. Dorosły syn ma moc, by uspokoić sumienie ojca.
Ojcowie czekają na to, ale raczej nieświadomie. Szukają sposobności, aby odbudować kontakt z dorosłym synem. Robią to niezgrabnie, na przykład prosząc, aby syn załatwił im coś w urzędzie. Ojciec nie mówi otwarcie o pragnieniu miłości i akceptacji. Szuka kontaktu, odwołując się do synowskiego obowiązku troszczenia się o starego ojca, do poczucia winy: „Nie przyjeżdżasz, nie dzwonisz…”. Synowi trudno rozpoznać te sygnały jako wyraz chęci zbliżenia się. Dlatego zbywa ojca: „Wiesz, jaki jestem zajęty”. A gdyby tak spytał: „Stęskniłeś się za mną, tato? Chciałbyś się spotkać, porozmawiać? Spotkajmy się”. To mógłby być dobry początek rozmowy.

Z kolei gdy synowie chcą się zbliżyć – bo np. obejrzeli poruszający film – ojciec jest przerażony! To jest autentyczna historia: Syn dzwoni do ojca i mówi: „Tato, ostatnio myślałem, co dla mnie zrobiłeś, i chcę ci podziękować. Kocham cię…”. A ojciec na to: „Dobrze się czujesz?”.
Albo: „Mów od razu, czego potrzebujesz!”, albo: „Bądź mężczyzną! Widzę, że się rozklejasz”. Ojcowie, którzy przez całe życie odcinali się od swoich uczuć, nie są w stanie przyjąć uczuć syna.

Jak miałaby wyglądać rozmowa między ojcem a synem po latach milczenia, zdawkowych powitań i pożegnań, chłodu i obojętności?
Trzeba uporządkować i oczyścić przeszłość. Syn nazywa i wyraża uczucia, jakie żywi do ojca. Mówi, jak zapamiętał dzieciństwo, jak się czuł jako dziecko, co przeżywał i czego doświadczał, i jak to wpłynęło na jego dorosłe decyzje i wybory.

Wielu ojców stosowało i stosuje wobec synów przemoc psychiczną, emocjonalną, a nierzadko fizyczną. Jak o tym mówić bez gniewu, wściekłości czy lęku?
Mówić o tym, jak trudno mówić: „Jeszcze dziś czuję paraliżujący lęk, gdy przypominam sobie, jak musiałem przed tobą uciekać, drżałem już w momencie, gdy słyszałem twój pijany bełkot za drzwiami po nocy. Bardzo cierpiałem i chcę, żebyś o tym wiedział. Ciągle jestem wściekły, gdy pomyślę, co działo się w domu. Potrzebuję ci o tym powiedzieć i jestem pewny, że ty potrzebujesz usłyszeć. Nie oskarżam cię, nie oczekuję, żebyś mnie przepraszał, tylko żebyś wysłuchał”.

Ojcowie w takich sytuacjach zaprzeczają, bronią się, atakują, oskarżają syna o niewdzięczność.
Jednak stało się – syn powiedział, a ojciec usłyszał. Ten przekaz nie ginie. Ojciec nie jest na tyle silny i dojrzały, żeby spokojnie przyjąć słowa syna, ale na głębszym poziomie czuje ulgę, gdy to, co ukryte, zostaje nazwane. Synowi łatwiej wtedy zaakceptować ojca takim, jaki był i jaki jest. I relacja między nimi pomału się zmienia – jest prawdziwsza, bardziej bezpośrednia.

Raczej nie ma co liczyć na to, że ojciec się otworzy, przyzna do błędów, powie: „Tak mi przykro, synu, że cię opuściłem, że byłem przyczyną twojego cierpienia”. Taka reakcja wymagałaby sporej samoświadomości, a przede wszystkim akceptacji swojej niedoskonałości. Ojcowie często wpadają w pułapkę doskonałości. Nie wiedzą, że przyznanie się do błędu wobec syna i najbliższych jest wyrazem siły. To jest cecha wojownika.

Ojcowie nie mogą się pogodzić z tak jawną niesprawiedliwością, przecież się starali, żeby syn miał wszystko, wyszedł na ludzi.
Syn może wtedy powiedzieć: Doceniam to, jestem wdzięczny, ale zabrakło mi tego i tego. Dobrze, żeby przed rozmową z ojcem poznał jego historię, dzieciństwo, młodość; dowiedział się, jakim presjom i ograniczeniom podlegał. Gdy syn poznaje szerszy – rodzinny, społeczny, polityczny – kontekst życia ojca, zaczyna postrzegać go nie tylko jako sprawcę cierpienia, ale także jako ofiarę, a to wiele zmienia.

Gdy zagłębiamy się w historię życia naszych ojców, uświadamiamy sobie, że oni także – jak każdy – na swój sposób dążyli do szczęścia. Mogli robić to w opaczny sposób, który niósł cierpienie, ale my także fundujemy sobie i innym rozmaite odmiany cierpienia. W czym jesteśmy lepsi?

Gdzie miałaby się odbyć rozmowa z ojcem?
Rozmów może być kilka. Można wracać do różnych wątków z przeszłości. Gdzie? Na pewno w cichym, spokojnym miejscu. Można zaprosić ojca do siebie, na długi spacer, na ryby. To może być też rozmowa przy okazji wspólnego malowania mieszkania, prac w ogrodzie. Gdy jest więcej czasu, można zabrać ojca na kilka dni do miejsc jego dzieciństwa. Już samo bycie razem jest budujące i integrujące.

Czytałam o mężczyźnie, który zabrał ojca do lasu i powiedział: „Nie wrócimy, dopóki się nie rozmówimy!”. Inny zamknął na klucz drzwi szpitalnego pokoju, w którym ojciec leżał, i oznajmił: „Teraz cię mam!”.
Mężczyźni bywają zdumieni tym, że gdy odważą się wyrazić gniew i wściekłość wobec ojca, to pod tymi uczuciami odnajdują smutek i żal; a gdy wypłynie smutek, zostaje już tylko miłość. Spontanicznie zaczyna napływać mnóstwo ciepłych uczuć, wspomnienia dobrych chwil z ojcem: gdy uczył jeździć na rowerze, otulał kurtką, czytał do snu.

Jeden z mężczyzn, wiedząc, że będziemy rozmawiać na ten temat, zapytał, co zrobić, gdy ojca nie ma i nigdy nie było w życiu syna.
Napisać list. Jeśli zasiadamy do pisania z pustką w głowie, to właśnie tak zacząć: „Czuję pustkę. Nie wiem, o czym pisać…”. Potem podążać za tym, co się pojawia, co odczuwamy. Pozwolić popłynąć opowieści. Gdy list jest gotowy, odczytać go na głos, wyobrażając sobie ojca, który to słyszy. Takich listów można napisać na przestrzeni miesięcy czy lat kilka. Można je spalić, zakopać, wrzucić do rzeki. Podobnie postępujemy w przypadku, gdy ojciec nie żyje. Wyobrażamy sobie, że siedzi naprzeciwko i słucha. Możemy mówić też do zdjęcia.

To wydaje się proste. Jednak bezpośrednia rozmowa z zamkniętym emocjonalnie ojcem, gniewnym i nieszczęśliwym, to jak zderzenie z lodową ścianą. Dlaczego mężczyzna miałby podjąć to wyzwanie?
Ponieważ to najlepsze, co może dla siebie zrobić. Jeśli za tym nie pójdzie, będzie nosić w sobie ciężar, a to pochłania mnóstwo energii i komplikuje życie. Szczera rozmowa z ojcem to także szansa dla ojca na przyjęcie odciętych części siebie; niewykluczone, że z niej skorzysta.

Co dzieje się w życiu mężczyzny, który nie skonfrontował się z ojcem?
Przenosi relację z ojcem na relacje z innymi mężczyznami. W kontakcie z mężczyznami starszymi czuje lęk i napięcie. Widać to na przykład w pracy. Bardzo często młodzi menedżerowie zachowują się bezwzględnie wobec starszych mężczyzn, dokonują cięć kadrowych. Mówi się wtedy, że starsi mają nawyki, których nie sposób wykorzenić, że korporacji potrzebna jest świeża krew. Miałem takiego klienta: na szczęście zanim zwolnił dobrego fachowca, zorientował się, że widzi w nim ojca, wobec którego nie wyraził lęku, złości i rozpaczy, i że chęć zwolnienia go jest podświadomą zemstą na ojcu.

Czy mężczyzna może być dobrym liderem, szefem czy przywódcą, gdy w środku jest zrozpaczonym, smutnym chłopcem? Gdy nie podjęliśmy próby konfrontacji z autorytetem ojca, to tak, jakby chłopiec w nas ciągle nie mógł dorosnąć. Czy może być szefem ktoś, kto nie dorósł? Mężczyzna ma poczucie, że jest słaby, nie poradził sobie, nie wyraził swoich uczuć i potrzeb, uległ. Ale nie pokazuje tego, stara się być silny, chodzi na siłownię, żegluje, jeździ na nartach, gra w tenisa. Zachowanie tych pozorów wymaga potwornego wysiłku. Niemożliwe, aby taki mężczyzna mógł czerpać z pracy radość i satysfakcję. Z pewnością czerpie różne gratyfikacje, finansowe, prestiżowe, towarzyskie. Może dążyć do kariery – menedżerskiej, naukowej czy artystycznej – jednak trudno mu poczuć się spełnionym człowiekiem. Rola lidera wymaga umiejętności emocjonalnych. Cele, strategie, techniki kreatywności są ważne, jednak najważniejsze jest to, co dzieje się między ludźmi. Lider, który nie radzi sobie z emocjami, pogarsza sytuację w firmie.

Mężczyzna, który nie skonfrontował się z własnym ojcem, boi się być ojcem. Niejednokrotnie spotykałem młodych mężczyzn, którzy nie mogli się zdeklarować w tym względzie, co w końcu doprowadzało do rozpadu ich związków z kobietami. To były dramatyczne sytuacje, ponieważ kochali te kobiety. Jednak tak sabotowali temat małżeństwa i rodzicielstwa, że kobiety w końcu były zmuszone podjąć decyzję o rozstaniu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Zapętleni w żalu - dlaczego relacje ojca z synem często są tak trudne?

Brak zrozumienia, skumulowana złość, ból i smutek - tak wygląda relacja wielu ojców z synami. (fot. iStock)
Brak zrozumienia, skumulowana złość, ból i smutek - tak wygląda relacja wielu ojców z synami. (fot. iStock)
Syn przyznaje, że nie może zatrzymać wybuchów wściekłości na ojca. Dochodzi do aktów przemocy, także fizycznej. I w takim stanie obaj – ojciec i syn – zapisują się na wspólną sesję do psychoterapeuty. Pogratulować – mówi Benedykt Peczko.

Relacja między ojcem a synem to najczęściej sprawa wielce drażliwa i skomplikowana. Badania pokazują, że zaledwie kilka procent mężczyzn ma serdeczną relację ze swoim ojcem. Pozostali czują do ojców obezwładniający żal, a nierzadko wściekłość i wrogość. Właśnie opowiadasz mi o ojcach i dorosłych synach, którzy z tą złością i bezradnością przychodzą razem na psychoterapię. Nastąpił jakiś wyraźny przełom w zbiorowej świadomości, skoro ojcowie i synowie mimo tylu urazów i zadrażnień decydują się na zmianę, ale – co najważniejsze – wierzą, że zmiana jest możliwa. Jak wyglądają sesje psychoterapeutyczne dla nich? Z czym konkretnie przychodzą?
Ojciec z ręką na temblaku, zwichniętą w czasie szarpaniny z synem, mówi: „Jestem coraz starszy, chcę chłopakowi pomóc, ale mi nie wychodzi. Może pan zaradzi?”. Ojciec przedstawia sytuację: syn ma problemy ze sobą, wybucha, ma pretensje, obraża go. „Sytuacja jest już tak dramatyczna – mówi ojciec – że boję się, iż następnym razem on mnie dźgnie nożem albo udusi! Co robić?”. W trakcie sesji syn przywołuje różne skandaliczne zachowania ojca i znów padają wyzwiska: ojciec jest rasistą, seksistą, ksenofobem. To, oczywiście, bierna agresja, nierozładowana złość, która teraz dochodzi do głosu.

Zemsta.
Tak. Ojciec dowiaduje się od syna, że nie ma prawa zgłaszać jakichkolwiek oczekiwań po tym, co mu zrobił.

A co mu zrobił?
„Zostawiłeś mnie, kiedy cię najbardziej potrzebowałem. Nie było cię przy mnie, a gdy już byłeś, zmuszałeś mnie do posłuszeństwa. Zmarnowałeś mi życie!” To są bardzo burzliwe spotkania. Panowie wymachują rękami, przekrzykują się. Zachowują się tak, jak w codziennym życiu, gdzie tracą panowanie nad sobą i nierzadko dochodzi nawet do przemocy fizycznej. Gratuluję im świadomości psychologicznej; zdają sobie sprawę z tego, że sami już nie dadzą rady, i sięgają po pomoc. To naprawdę wielka sprawa. To ich siła, zasób, nie słabość czy wstyd. To także siła ich relacji.

Jak już nieraz mówiliśmy, silni ludzie proszą o pomoc.
Trzeba to przypominać, wciąż sobie uświadamiać.

Co jest głównym wyzwalaczem biernej i czynnej agresji?
Syn czuje się rozpaczliwie bezradny. Nie wie, jak zatrzymać ojca, który go ocenia, porównuje do innych, do siebie. Ojciec mówi: „Co ty osiągnąłeś? Rozejrzyj się, tylu młodych ludzi odnosi sukcesy, mają pasje”. Syn czuje, że ojciec go nie rozumie, narzuca mu własne rozwiązania, więc niejako odbiera mu prawo do odrębności, indywidualności. A ojciec nadal swoje: „Przecież gdybym go rano nie obudził, to przespałby cały dzień! Co ja mam robić? Mam zamknąć oczy, wycofać się? »Tak, synku, poleż, nic nie rób, pośpij do drugiej po południu. Nie zaliczyłeś roku na studiach? Nie szkodzi, kocham cię i tak!«” Mam mu tak mówić? No, proszę pana!”. Ten monolog ojca jest wyrazem jego bezradności.

Obaj więc czują się bezradni.
Nie wiedzą, jak się porozumieć. Trudność polega na tym, że ojcowie próbują użyć jakiegoś sposobu komunikacji, a widząc, że ten sposób nie działa, następnym razem robią to samo, tylko mocniej, ale sama metoda perswazji się nie zmienia. To trochę tak jak próba przekręcenia klucza w zamku w sytuacji, gdy klucz nie pasuje do zamka. Ojcowie nie zdają sobie sprawy, że używają niewłaściwego klucza. To jest pułapka w komunikacji. Druga pułapka to usprawiedliwianie się. Gdy syn oskarża ojca, że zmarnował mu życie, ponieważ nie było go wtedy, gdy jako chłopiec najbardziej go potrzebował, ojciec tłumaczy się: „Musiałem pracować, zapewnić rodzinie materialne przetrwanie, co w tamtych czasach było bardzo trudne, trzeba było wszystko zdobywać, dorabiać, więc mnie nie było, bo chciałem, żebyś miał jak najlepsze warunki”. A syn na to: „W dupie mam te warunki! Nie było cię! Byłem sam w okrutnym świecie, na podwórku, w szkole. Matka ciągle czymś zajęta, a ciebie nie ma!”. Na to ojciec: „No tak, ja rozumiem, ale nie było mnie dlatego, że musiałem ciężko pracować, żeby starczyło na wszystko, na twoje książki, ubrania… Starałem się dla ciebie”. Syn: „Dla mnie? Ty w ogóle nie rozumiałeś moich potrzeb! Dla siebie to robiłeś! Potrzebowałem czegoś innego! Ciebie mi brakowało! Nie miałem kogo zapytać, poradzić się. Matka gotowała, sprzątała, prała, kołysała kolejne dziecko. A ciebie nie było! Ja potrzebowałem wtedy mężczyzny, wzorca! Nie miałem wzorca!”. W kółko to samo. I ojciec, i syn mówią ciągle to samo. Tylko obaj coraz mocniej: ojciec coraz mocniej się usprawiedliwia, a syn coraz mocniej atakuje.

Jak wychodzą z tej komunikacyjnej zapaści?
Pytam syna, co byłoby dla niego potwierdzeniem, że ojciec ma świadomość tego, co się wydarzyło, że go rozumie. Odpowiada: „No… zwykłe przepraszam!”. Na to ojciec: „Ale przecież ja już cię przeprosiłem”. Syn: „No, niby formalnie tak, ale ja tego nie poczułem!”. Syn tłumaczy, że nie chce już usprawiedliwień ojca, chce, aby ojciec przyznał, że go skrzywdził. Ojciec to przyznaje, ale zaraz potem znowu się tłumaczy. To się nazywa pętla komunikacyjna, w kółko wracamy do tych samych zdań, sformułowań, te z kolei wywołują te same emocje: bezradność, frustrację, złość.

Jak czujesz się, obserwując ten teatr męskiej miłości i nienawiści?
Jestem bardzo zmobilizowany. Potrzeba uwagi, żeby ogarnąć to, co dzieje się z każdym z nich i dodatkowo między nimi. Kiedy dochodzi do eskalacji przemocy, mam chwile zwątpienia, nie wiem, czy tu jeszcze coś da się zrobić. Ale te chwile szybko mijają, gdy przypominam sobie, że przecież są tutaj – zdecydowali się odsłaniać siebie, co przecież nie jest łatwe, tylko z jednego powodu – ponieważ zależy im na sobie nawzajem, kochają się. Gdy na chwilę wchodzę w stan zagubienia czy zniechęcenia, to wiem, że odczuwam dokładnie to, co oni, dzięki czemu lepiej ich rozumiem, poznaję, jak to jest przeżywać coś takiego. To mnie tym bardziej motywuje, żeby podpowiadać im nietypowe rozwiązania. Dużo zmienia już sam fakt, że ja nazywam ich uczucia, mówię o tym, co dzieje się między nimi, co widzę, dzięki czemu zyskują samoświadomość. Szczególnie dla ojców jest to ważne. Ojcowie zwykle mówią: „Proszę pana, całe życie przepracowałem. Kto miał czas zastanawiać się nad swoimi uczuciami? Kto o tym mówił? Mnie nie jest łatwo nazywać te rzeczy…”.

Ojciec się tłumaczy, czuje, że zawiódł. Dlaczego ta ojcowska skrucha nie wywołuje ciepłych uczuć syna?
Syn chroni siebie. Gdyby naprawdę chciał przebaczyć i dopuścić do siebie współczucie, wtedy musiałby dotrzeć do bardziej miękkich uczuć w sobie, poczuć miłość do ojca, tęsknotę za nim, smutek, rozpacz, przed którymi skutecznie się obronił, przykrywając miłość skorupą złości, agresji, pretensji, wyrzutów i oskarżeń. Paradoksalnie łatwiej jest przeżywać tego typu stany – bo to takie męskie, daje energię – niż dotknąć swojej męskiej depresji, związanej z nieobecnością ojca. Syn musiałby się otworzyć na coś nowego, czego dotąd nie znał, ale właśnie tego nowego najbardziej pragnie i potrzebuje. Ponieważ to jest nowe, nieznane, więc odruchowo broni się, sabotuje bliskość nawet wtedy, gdy ojciec wyciąga rękę pierwszy, przyznaje się do błędów, żałuje za nie. Chłopiec w nim – irracjonalnie, głęboko i organicznie – boi się otwarcia. Boi się, żeby znów nie być zostawionym. Oszukanym. Ukaranym. Nie chce odrzucenia. Przemocy. Bólu. Samotności. Teraz w bezpiecznych warunkach uczą się, w jaki sposób mogą otwierać serce. I że to otwarcie nie musi się wiązać z tym, co było kiedyś. Obaj podejmują ryzyko.

Jakie ryzyko podejmuje ojciec?
To najczęściej ojcowie umawiają spotkania, wykazują gotowość zmiany, starają się. Wielokrotnie zwracam im uwagę, ile w nich determinacji, motywacji. Podejmują ryzyko, bo ryzykiem jest w obecności innego mężczyzny, psychoterapeuty, odsłaniać się, pokazywać słabe strony, konfrontować się z atakami syna, uznać, że w tej ważnej roli nie sprostało się wyzwaniom.

Pytam ojca, jak mógłby sformułować swój komunikat do syna w taki sposób, jakiego do tej pory nigdy nie stosował. Żeby powiedział, zrobił coś innego, nowego, może szalonego, zwariowanego, coś, co teoretycznie absolutnie do niego nie pasuje. Trochę pomagam, podpowiadam, co by to mogło być. Jeden z ojców, który skarżył się, że syn mu przerywa, nie daje mu skończyć zdania, krzyczy, wpadł na pomysł, aby napisać do syna list. Inny doszedł do wniosku, że powie synowi o czymś, o czym mu jeszcze nigdy nie mówił, o swoich lękach, o tym, czego się obawiał, gdy był młody, i co teraz go dręczy. Inny zaczął mówić o poczuciu straty, jaką czuje, gdy nie może się porozumieć z synem. Zostaje przełamany schemat. Ojciec przestaje się usprawiedliwiać, mówi o sobie, może po raz pierwszy w relacji z synem. W końcu przyznaje: „Gdybym wiedział to, co wiem teraz, inaczej zorganizowałbym życie, pracę, zadbałbym o to, żebyśmy więcej czasu spędzali razem”. Teraz mogę już wręczyć obu panom spisane nowe zasady komunikacji.

Teoretycznie wszyscy znamy te zasady. Nie przerywamy sobie: gdy jedna osoba mówi, druga słucha. Mówimy o swoich reakcjach, które odnoszą się do konkretnych zachowań; unikamy uogólnień typu: „bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”. Mówimy o swoich uczuciach i potrzebach, wyrażamy prośby, nie żądania. Nie obrażamy siebie nawzajem. Nie krytykujemy. Nie atakujemy. Nie osądzamy.
W ten sposób stwarzamy bezpieczną przestrzeń do rozmowy. Uczymy się mówić o sprawach trudnych w sposób, który nie rani. Uczymy się, jak te zasady praktykować w codziennym życiu. Do tego ojciec i syn zobowiązują się wobec siebie i wobec mnie. Dobra wiadomość jest taka, że poprawa komunikacji następuje już po kilku tygodniach. Oczywiście na to, aby dokonała się głębsza wewnętrzna zmiana, potrzeba więcej czasu. Bywa i tak, że komunikacja się poprawia, a syn mówi: „Coś mnie w środku trzyma, coś nie zostało dokończone, coś przeszkadza, abym mógł być w bliskiej, zażyłej relacji z ojcem…”. Ojciec nieśmiało wtrąca: „Nie wiem, synu, czy doczekam…”. I to prawda. Staram się zwrócić na to uwagę synowi: w oczekiwaniu na to, aż coś się domknie, dopełni, każda kolejna chwila jest tracona, przemija. Nie wiadomo, ile jeszcze tych chwil będzie. To, co teraz, jest najważniejsze. Mamy tylko ten czas, który właśnie mamy. Od nas zależy, jak go wykorzystamy. Możemy, oczywiście, żałować, że nie wcześniej, że tak późno, ale to byłoby kolejne marnowanie czasu i energii. Syn mógłby powiedzieć: „Nie było cię, do tej pory za to płacę. Mam do ciebie żal, złość, a jednocześnie chciałbym cieszyć się chwilami z tobą. Nie bardzo mi to wychodzi, ale pragnę tego, bo mi na tobie zależy”. Takie serdeczne słowa mogą się stać początkiem prawdziwej bliskości i zażyłości z ojcem.

Benedykt Peczko
jest psychologiem, trenerem, psychoterapeutą, dyrektorem Polskiego Instytutu NLP. Niedawno ukazała się książka „Zrozumieć mężczyznę”, którą napisał z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.

  1. Kultura

Dzień Ojca - najciekawsze filmy o relacji z ojcem

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Sędzia" (fot. BEW)
23 czerwca obchodzimy Dzień Ojca - to nie tylko okazja do tego, aby świętować ten dzień z tatą, ale również do przyjrzenia się ciekawym postaciom- filmowym ojcom. Wbrew pozorom takich bohaterów w kinie jest równie wiele, co postaci matek, a ojcowie z ekranu to często niezwykle nakreślone postaci do naśladowania. Z okazji Dnia Ojca przedstawiamy wam sylwetki ojców - mentorów, autorytetów, ale także tych, którzy choć nie zawsze wywiązywali się ze swoich ról, obecni byli w sercach swoich dzieci.

"Billy Elliot", reż. S. Daldry

Bohaterem filmu jest tytułowy Billy Elliot - półsierota wychowywana przez ojca i brata. Zarówno ojciec, jak i starszy brat to górnicy, którzy wychowują Billy'ego twardą ręką i pragną, aby mały Billy został w przyszłości zawodowym bokserem. Ten jednak ma talent do czegoś zupełnie innego - kocha tańczyć i marzy o tym, aby zostać tancerzem Królewskiej Akademii Tańca. Pasja syna kojarzy się ojcu ze zniewieściałością i zupełnie nie rozumie jego wyborów. Film to niezwykle wzruszająca opowieść o uprzedzeniach, walce z losem i relacji syna z ojcem, który stopniowo przełamuje swoją niechęć do pasji dziecka.

"Tato", reż. M. Ślesicki

Niezwykle wzruszająca historia mężczyzny, którego żona cierpi na chorobę psychiczną, a której sąd przyznaje prawo do opieki nad kilkuletnią córką małżeństwa. Mężczyzna zostaje niesłusznie oskarżony przez żonę o znęcanie się nad nią i córką, która ostatecznie trafia pod opiekę despotycznej babci. Ojciec poświęci wszystko, aby odzyskać córkę, która diametralnie zmienia jego podejście do życia. Wspaniała rola Bogusława Lindy, która przeszła już do historii kina polskiego.

"W pogoni za szczęściem", reż. G. Muccino

Jedna z najlepszych ról Willa Smitha wcielającego się w postać mężczyzny, któremu nie było w życiu łatwo. Niemniej jednak, pomimo życiowych niepowodzeń, utopienia oszczędności i tułania się po świecie z synem u boku, stawia czoło temu, co przyniósł los. Ciepły, opowiedziany z wrażliwym dystansem film o szukaniu lepszego życia dla siebie i swojego ukochanego dziecka, dla którego główny bohater jest w stanie wszystko poświęcić. Co ciekawe, syna Willa Smitha gra jego prawdziwy syn - młody Jaden Smith.

"Evelyn", reż. B. Beresford

Wzruszająca do łez opowieść o niezwykłej miłości ojca do dzieci. "Evelyn" opowiada historię bezrobotnego malarza, który po śmierci żony samotnie wychowuje trójkę maluchów. Pomimo ogromnego wysiłku i prób polepszenia życia całej czwórki, Doyle staje przed niebezpieczeństwem utraty dzieci - irlandzki sąd nakazuje umieszczenie całej trójki w sierocińcu. Film opowiada o ponadprzeciętnej sile, z jaką główny bohater walczył o odzyskanie dzieci i utrzymanie rodziny - niezwykłą kreację stworzył tu Pierce Brosnan, którego rola wzrusza i inspiruje.

"Życie jest piękne", reż. R. Benigni

W wyniku hitlerowskich prześladowań, główny bohater - Guido wraz z synem i wujkiem zostają wywiezieni do obozu koncentracyjnego. Guido nie mogąc pogodzić się z tym, że jego syn pozna okrucieństwa życia w obozie, wmawia mu, że to tylko gra, w której biorą udział więźniowie i strażnicy, a wygraną jest czołg. Film Benigniego to zarówno jeden z najważniejszych filmów o Holocauście w historii światowej kinematografii, jak i niezwykły obraz ojcowskiej miłości i próba za wszelką cenę pozostawienia dziecku choć odrobiny tego, co należy się każdemu człowiekowi - dzieciństwa i beztroski.

"Mój piękny syn", reż. F. Van Groeningen

Historia nastolatka, który zmaga się z uzależnieniem od narkotyków, opowiedziana z perspektywy jego ojca. "Mój piękny syn" to nietypowa historia, która nie pokazuje niezrozumienia i potępienia ze strony ojca, a wręcz przeciwnie -  od pierwszych scen widzimy, że relacja łącząca głównego bohatera z synem jest silna, szczera i ciepła. W filmie idealnie pokazana jest miłość ojcowska do zagubionego i szukającego swojej drogi syna - bezwarunkowa i niezwykle silna. To jeden z najbardziej wzruszających filmów o relacjach z ojcem, który pokazuje, że dzieci trzeba kochać nie tylko, gdy są idealne i nie sprawiają żadnych problemów.

"Debiutanci", reż. M. Mills

Słodko-gorzka komedia o dorosłym Olivierze, który jest nieco rozczarowany i znudzony swoim życiem, ale z drugiej strony nie oczekuje od niego zbyt wiele. Kiedy już myśli, że nic w jego życiu się nie zmieni, jedna wiadomość zmienia nie tylko jego relacje z najważniejszym człowiekiem w jego życiu, ale także spojrzenie na relacje z ludźmi. To właśnie wówczas jego 75-letni ojciec postanawia wyznać mu prawdę, którą ukrywał przez całe życie - jest gejem i kocha innego mężczyznę. Ta niespodziewana informacja zmienia życie Oliviera, który poznaje ojca na nowo, a także pierwszy raz w życiu ma szansę na stworzenie prawdziwej i szczerej relacji z kobietą.

"Sędzia", reż. D. Dobkin

Trudne relacje ojca z synem to często pojawiająca się w filmach fabuła. Nierozwiązane sprawy sprzed lat, ciągnące się w nieskończoność konflikty, często uniemożliwiają stworzenie dojrzałej i poprawnej relacji przez całe życie. Podobnie dzieje się w przypadku głównego bohatera filmu "Sędzia" - adwokata Hanka, który odnosi ogromne sukcesy w branży. Gdy Hank powraca w rodzinne strony, dowiaduje się, że ojciec - lokalny sędzia, z którym nie utrzymywał kontaktu oskarżony jest o zabójstwo. Główna oś filmu opiera się na trudnej, ale silnej relacji Hanka z ojcem, którzy pomimo żalów z przeszłości starają się porozumieć. "Sędzia" to poruszająca historia o tym, że nawet jeśli pomiędzy dziećmi a rodzicami nie zawsze jest najlepiej - siła przebaczenia i naprawiania przeszłości jest nie do przecenienia, a miłość ojcowska potężna.

 

 

  1. Psychologia

Ojciec - wielki nieobecny. Jak odbudować relację? Radzi terapeuta Jacek Masłowski

Wybaczenie po latach jest możliwe, ale wymaga od obu stron dojrzałości. (Fot. iStock)
Wybaczenie po latach jest możliwe, ale wymaga od obu stron dojrzałości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Dzisiejsi 30-, 40-latkowie to w większości synowie, którym zabrakło uwagi, obecności i dobrego wzorca od ojca. Jak wypełnić ten deficyt? Jak zbudować po latach na nowo (albo po raz pierwszy) męsko-męską relację? Terapeuta Jacek Masłowski podaje przykłady z terapii i swojego życia.

Jakie problemy z ojcami mają mężczyźni w dorosłym życiu?
Oni często nie mają już problemów z ojcami, bo nie mają z nimi relacji. Można powiedzieć, że mają raczej nierozwiązany konflikt z ojcem uwewnętrznionym. Wygląda to tak, że relacja z takim ojcem jest trzonem, wokół którego mężczyzna buduje scenariusz swojego życia, najczęściej w nieświadomy sposób. Na świadomym poziomie deklaruje, że ojciec nie jest mu do niczego potrzebny. Od lat go nie widział i wreszcie ma spokój. Tyle że tak naprawdę jest inaczej. Skoro nie dostał tego, co chciał, stwierdził, że to nie jest już dla niego ważne. Przynajmniej w sferze świadomego rozstrzygania pewnych kwestii.

Mówisz, że większość mężczyzn, którzy przychodzą do ciebie na terapię, pochodzi z rodzin, w których ojciec był nieobecny.
Tak, to zdecydowanie najpowszechniejszy schemat: ojciec nieobecny emocjonalnie lub fizycznie w życiu syna. Chociaż zdarza się też nadmiernie obecny ojciec przemocowy. Kiedy rozmawialiśmy ostatnio o nadopiekuńczej matce, mówiłem, że ten problem występuje właśnie wtedy, gdy ojciec jest nieobecny. W moim gabinecie często słyszę: „Ojciec dla świętego spokoju wycofał się z mojego życia”.

Co to znaczy, że ojciec był nieobecny w życiu syna?
To znaczy, że nie zajmował przestrzeni w jego życiu. Nie stał przy swojej kobiecie, nie był jej partnerem, nie wchodził z nią w relację seksualną. Nie podejmował decyzji, nie kanalizował emocji. A w związku z tym nie pokazywał synowi, jak funkcjonuje dorosły mężczyzna. Nawet jeżeli codziennie był w domu, siedział na kanapie i bawił się w bierki z chłopcem, to gdy matka mówiła: „Źle ubrałeś Maciusia, nigdzie nie wyjdziecie”, odpowiadał: „Dobrze, kochanie”. Gdy syn miał problem, mówił: „Idź zapytaj matki”. Tak zachowuje się właśnie nieobecny ojciec.

Drugi rodzaj to wycofanie swoich emocji z relacji. Taki ojciec nie ma żadnego kontaktu z emocjami, bez względu na to, czy chodzi o relacje z córką, synem czy żoną.

Trzeci rodzaj, ten najgorszy, który powoduje całkowity deficyt męskości w rodzinie, to fizyczna nieobecność ojca. Związki na odległość są dla dorosłych, nie dla dzieci. Nie da się być formatywnym rodzicem, jeśli nie ma cię w domu. Dzieci tak naprawdę nie słuchają tego, co się do nich mówi, tylko nas naśladują. A jeśli cię nie ma, to nie mogą cię naśladować.

Terapeuta rodzinny Jesper Juul, w książce „Być mężem i ojcem” pisze, że tylko połowa mężczyzn tworzy więź ze swoimi synami...
To skandynawskie i dość optymistyczne dane. W odniesieniu do naszego kraju powiedziałbym raczej o 10 proc. ojców, którzy potrafili nawiązać więź z dzieckiem. Jednak musimy zaznaczyć, że mówimy o relacji dorosłych mężczyzn z ojcami, którzy dzisiaj są już dziadkami. Oczywiście moje doświadczenie zbudowane jest na grupie specyficznych mężczyzn, którzy przyszli na terapię. Bo wszystko zaczyna się zmieniać, gdy mężczyzna zauważa, że w jego dorosłym życiu powtarzają się te same problemy. W relacji z kobietami bądź ze światem. Na szczęście dzisiaj faceci coraz częściej sięgają po pomoc, chodzą na męskie warsztaty czy terapię. Najczęściej dopiero tam ich problem z ojcem zostaje dostrzeżony i nazwany. Wtedy może zacząć się proces uzdrawiania tej relacji.

Czyli mężczyzna zaczyna interesować się relacją z ojcem dopiero wtedy, gdy w jego życiu zaczyna się coś psuć?
Istnieje całe barwne spektrum problemów, które są konsekwencją kiepskiej relacji z ojcem. Na przykład taki mężczyzna może wchodzić w relację z kobietą, w wyniku której jest ubezwłasnowolniony, nie potrafi się postawić. Albo nie jest w stanie osiągnąć stabilizacji materialnej. Świadomie nie chce być taki jak on. W efekcie buduje pogardliwy obraz ojca, a także męskości.

Mówi wtedy, że ojciec nigdy nie był dla niego wzorem.
Ojciec był dla niego wzorem, tyle że stał się negatywnym punktem odniesienia. Bardzo wielu mężczyzn nosi w sobie olbrzymi, wyparty lęk przed kobietami, więc wchodzą w relacje, w których stają się opresyjni. Nie chcą też być tacy ulegli jak ojciec. Nie trafiają na terapię, bo mają problemy z ojcem – przychodzą, bo rozwiodła się z nimi żona, a kolejne partnerki mówiły: „Jesteś agresywny i przemocowy”.

Jakie błędy popełniali ojcowie, którzy dzisiaj już dziadkami?
W tamtych czasach ojcowie kompletnie nie mieli świadomości swojej roli. Dopiero dzisiaj możemy powiedzieć, że popełniali jakieś błędy. W jaki sposób wychowywali swoich synów? Otóż stosowali wszelkiego rodzaju deprecjonowanie – drwili, żartowali, wyśmiewali, poniżali: „Jesteś dupa wołowa”, „Co z ciebie wyrośnie, z niczym sobie nie poradzisz”. To formy przemocy psychicznej – dziś już umiemy to nazwać. Wtedy panowało jednak przekonanie, że to dobra forma wychowania. Dzięki temu chłopiec miał stać się silnym mężczyzną, a nie pierdołą. To zachowanie ojców mocno wpłynęło na obniżenie samooceny synów w ich dorosłym życiu. I teraz dochodzimy do najważniejszej rzeczy: poczucie wartości u syna bierze się z relacji z ojcem, a nie z matką.

To może być obciążające dla obu stron tej relacji. Syn oczekuje od ojca wzoru męskości. Ojciec od syna więcej wymaga.
To o wiele trudniejsza relacja niż ojciec – córka. Dlatego ojcowie, którzy nie potrafią podołać sytuacji, często się wycofują. Dostrzegają, że syn nie zachowuje się tak, jak by chcieli, więc porzucają tę relację. Jednak ojciec jest dla chłopca jak foremka. Kiedy pieczesz babkę, musisz włożyć ciasto do foremki, żeby nadać jej jakiś kształt.

Ostatnio mówiłeś, że syn musi wygrać z ojcem.
Kiedyś jeden z mężczyzn na warsztatach opowiedział o swojej relacji z obecnym i karmiącym ojcem. Realizował się w życiu zawodowym, był dyrektorem dużej firmy. W pewnym momencie wciągnął syna w ten świat. Mężczyzna opowiadał, jak przyszedł z ojcem do ważnego klienta. Zaproponowano mu kawę, a on na to: „Dziękuję, ale najpierw zapytajcie, czego chciałby się napić mój syn”. „Do tej pory, gdy sobie o tym przypomnę, to rosną mi skrzydła” – wyznał. To jest właśnie wygrywanie męskości. Jestem przekonany, że kluczem do męskości kulturowej jest przyjęcie chłopaka przez innych mężczyzn. A pierwszym, który powinien użyć tego klucza, jest ojciec. W pewnym momencie ma powiedzieć: „Synu, teraz jest twój czas, powoli mogę się wycofać”. Nie chodzi o to, że masz udowodnić ojcu, że do niczego już się nie nadaje. Po prostu prześcigasz go w różnych rzeczach, bo jesteś młodym mężczyzną, bardziej sprawnym fizycznie, bardziej atrakcyjnym. Z ojcem wygrywa się w momencie, gdy wchodzi się w dorosłość. Tymczasem wielu ojców nieustannie rywalizuje ze swoimi synami. Nie pozwala im poczuć się w pełni sprawczymi. Udowadnia im, że nie dali sobie rady, że coś jest z nimi nie tak.

Pracuję z facetami, którzy mają dzisiaj po 40  lat, a ich ojcowie – 70. To bardzo często mężczyźni, którzy nieustannie walczą w życiu o uznanie. O to, żeby czuć się ważnymi. Nie zdają sobie sprawy z tego, że nadal przeżywają życie z pozycji chłopca, który nie dostał uznania od swojego ojca. Nie otrzymał poczucia wartości.

Kiedy rozmawialiśmy o nadopiekuńczości matek wobec synów, powiedziałeś, że stoi za tym ich niewyrażona złość na mężczyzn. Jakie emocje stoją za relacją nieobecny ojciec i syn?
Problem w tym, że na powierzchni nie widać żadnych emocji. Tymczasem w takim mężczyźnie głęboko siedzą potężna złość, smutek, żal, a nawet nienawiść. Jego życie oparte jest na wzorcu: „Ja ci, tato, coś udowodnię”. A gdy poradzi sobie z negatywnymi emocjami, odzywa się olbrzymia tęsknota i miłość do ojca. Statystyki pokazują, że w Polsce mężczyźni często umierają na choroby serca.

A serce to szczególne miejsce, kojarzone właśnie z uczuciem miłości. Jak dogadać się z ojcem, który był nieobecny w naszym życiu?
Cała zabawa polega na tym, że wcale nie trzeba się z nim dogadywać. Chodzi o to, żeby dorosnąć, czyli dogadać się z ojcem uwewnętrznionym, tym, którego obraz nosimy w sobie. A nie z tym ojcem, który mieszka trzy ulice dalej. Co więcej, dogadanie się z ojcem w sobie jest kompletnie niezależne od zachowania prawdziwego ojca.

Budowanie na nowo relacji z ojcem dobrze zacząć od zmiany własnej perspektywy, odkrywania go jako człowieka, a nie jego roli. (Fot. iStock) Budowanie na nowo relacji z ojcem dobrze zacząć od zmiany własnej perspektywy, odkrywania go jako człowieka, a nie jego roli. (Fot. iStock)

To nawet ułatwia sprawę w sytuacji, gdy ojciec nie chce z nim rozmawiać albo już nie żyje.
Nieważne, czy ojciec jeszcze żyje, a nawet czy w ogóle go poznaliśmy. Oczywiście można też pogadać z ojcem jak dorosły z dorosłym. Ale nie jest to konieczne! Przede wszystkim trzeba swojemu ojcu wybaczyć. Wywalić emocje, które nosi się w sercu, te z pozycji małego chłopca, zapisać je, wypowiedzieć, w jakiś sposób wyrazić. I zaakceptować fakt, że ta relacja była taka, a nie inna.

Mówisz: wybaczyć ale co to oznacza? Czy proces wybaczenia ojcu udaje się tylko w terapii?
Jeśli ktoś poradzi sobie z tym na własną rękę, to serdecznie mu gratuluję. Bo to nie dzieje się w dwa dni. Na męskich warsztatach często staramy się zainicjować proces wybaczania ojcu. Nieważne, co kiedyś ktoś nam zrobił, ale to, co my teraz zrobimy. To podstawa wybaczenia. Nie chodzi o zapomnienie, wyparcie czy zaprzeczenie. Tylko zaakceptowanie tego, że tak po prostu było.

Nie wszystko udaje się wybaczyć.
Tyle że trzeba. Oczywiście nie musisz tego robić. Ale jeśli nie wybaczysz, to ta relacja cały czas będzie pracowała w tobie, na twoją niekorzyść. Uwierz mi, bardzo opłaca się wybaczyć ojcu. To, że ci się udało, można poznać po tym, że gdy wracasz do wspomnień z dzieciństwa, to już nie zalewają cię emocje złości, smutku czy niechęci. Silne uczucia siedzą w nas tak długo, jak długo nie ma w nas wybaczenia. Dlatego zachęcam: mężczyzno, przyjmij swojego ojca takim, jakim był. Zaakceptuj swoje dzieciństwo, właśnie takie, jakie miałeś. Jakiekolwiek było.

A jeśli syn zdecyduje się porozmawiać z ojcem twarzą w twarz?
Musi podejść do tego jak dorosły. Uwzględnić to, że ojciec może nie chcieć czy nie potrafić z nim porozmawiać tak, jak chciałby syn. Jeżeli wiesz, że ojciec nigdy nie powie ci dobrego słowa, to możesz to przyjąć albo go za to opierdolić – jak dorosły dorosłego. Albo już więcej się z nim nie spotkać. Wybór należy do ciebie.

Jednak jeśli syn chciałby na nowo zacząć ułożyć sobie relacje z ojcem, powinien wysłać mu zaproszenie. Nie osądzać na wstępie: „Tato, zjebałeś mi życie i teraz przez ciebie cierpię”. Ojciec nie da sobie z tym rady. Powie: „Co ty gadasz, starałem się, jak mogłem”, a potem zamknie się w sobie. Chodzi o zaproszenie w stylu: „Tato, chcę cię poznać, chcę wiedzieć, jakim jesteś człowiekiem i jaki byłeś, zanim się urodziłem”. Bo kiedy pytam mężczyzn o to, kim był ich ojciec, zanim stał się ojcem, to 99 proc. nic na ten temat nie wie. Zapominają, że ich ojciec również miał swojego ojca, dzieciństwo, marzenia, plany, sukcesy, porażki czy inne kobiety przed matką. Kiedy syn odkrywa, że jego ojciec jest mężczyzną, nie tylko ojcem, przestaje patrzeć na niego z poziomu chłopca, a zaczyna go widzieć oczami dorosłego.

Tylko od czego zacząć taką rozmowę?
Od siebie. Od zmiany własnej perspektywy, odkrywania ojca jako człowieka, a nie jego roli. Warto też pozbyć się oczekiwania, że ojciec się zmieni. Bo jak ma zrobić coś, czego nie potrafił zrobić wcześniej, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi? Oczywiście bieżące sytuacje i reakcje ojca mogą nas emocjonować, ale to będą adekwatne emocje dorosłego mężczyzny. A nie zranionego chłopca.

Czy można w ogóle nadrobić ten stracony czas? Stworzyć z ojcem dobrą relację w dorosłym życiu?
Mnie się udało. Mojego ojca, który mieszka w Australii, nie widziałem przez 22 lata. Teraz mamy bardzo dobrą relację. Szanujemy siebie nawzajem, interesujemy się sobą. To relacja dwóch dorosłych mężczyzn. Jednak ja wiem, że to jest mój ojciec, a on wie, że jestem jego synem.

Kiedy poznałeś, że twoja relacja z ojcem jest dobra?
Wtedy, kiedy zacząłem myśleć o mojej przeszłości i przestałem czuć silne emocje. Bo już je wyraziłem. Ich już we mnie nie ma. Pamiętam doświadczenie, które pokazało mi tę przemianę. Ojciec wyjechał, gdy miałem 11 lat. To była trudna relacja, a jednocześnie byłem do niego bardzo przywiązany. Kiedy spotkałem się z nim po latach, nie byłem jeszcze w terapii. Zobaczyłem, jak ojciec obdarza czułością inną osobę. Poczułem wtedy żal, bo jako chłopiec tego nie dostałem, a okazuje się, że on miał z czego dać. Parę lat później na podobną sytuację zareagowałem już inaczej. I to był sygnał, że mam to w sobie już zamknięte. Nie patrzyłem już na to z poziomu głodnego chłopca. Tylko sytego mężczyzny, który ma własne zasoby. Radzi sobie ze sobą i światem. Byłem w stanie zobaczyć w ojcu mężczyznę, który ciekawi, a czasem też złości.

 

  1. Psychologia

Ojciec i syn - nowe otwarcie

W kontaktach ojca z synem nic nie zastąpi wspólnie spędzanego czasu (fot. iStock)
W kontaktach ojca z synem nic nie zastąpi wspólnie spędzanego czasu (fot. iStock)

Ilu mężczyzn przyjaźni się ze swoimi ojcami? Jak podaje Steve Biddulph, autor książki „Męskość” – mniej niż 10 procent. Czym ojcowie sobie na to zasłużyli? I jak zasypać tę przepaść? Docieka Renata Arendt-Dziurdzikowska z pomocą psychoterapeuty Benedykta Peczko.

Oto opowieść 40-letniego mężczyzny: – Pamiętam, miałem sześć lat, gdy tata przedstawił mnie swoim kumplom. Wracaliśmy ze spływu kajakowego, a oni stali pod kościołem i rozmawiali. Podeszliśmy bliżej. „To właśnie jest mój syn, Tomek!” – powiedział z dumą tata. Jego głos lekko zadrżał, a w oku pojawiła się łza wzruszenia. Kumple kiwali głowami: „Aha, to właśnie jest Tomek, twój syn”. Trudno opisać tę chwilę – jej naturalną wielkość, czułość. Czułem się fantastycznie, moje stopy ledwo dotykały ziemi: kochałem tatę, jego kumpli i cały świat. To krótkie zdarzenie naznaczyło mnie na całe życie. Czerpię z niego do dziś. Mój tata mnie kocha, jest ze mnie dumny. Kocha mnie za… nic, bo wtedy nic się nie wydarzyło, nie „zasłużyłem” na tę dumę i miłość. Byłem spokojnym, raczej nieśmiałym sześciolatkiem bez szczególnych talentów czy dziecięcych „osiągnięć”. Do dziś, gdy coś mi się nie udaje albo mam kiepski czas, moja pamięć podsuwa mi tamto zdarzenie, czuję je w trzewiach, w kościach i uspokajam się. Wiem, że wszystko będzie dobrze, bo… tata mnie kocha. Tomasz twierdzi, że gdy opowiada tę historię innym mężczyznom, ci milkną, wzdychają, wzruszają się, nie dowierzają. I… zazdroszczą.

Ojciec wiecznie nieobecny

Kilka miesięcy temu w wydawnictwie Biały Wiatr ukazała się książka „Męski świat” – zapis moich rozmów z psychoterapeutą Benedyktem Peczko o wewnętrznym świecie mężczyzn. To kontynuacja naszej książki „Zrozumieć mężczyznę”. W obu dociekamy, w jaki sposób mężczyzna może najlepiej radzić sobie z wyzwaniami współczesnego życia. Rozmawiamy o rolach, które pełni, o partnerstwie, rodzicielstwie, o zdrowiu i chorobie, o dojrzewaniu, dorosłości, przemijaniu i śmierci. Na spotkaniach autorskich pytamy czytelników – mężczyzn i kobiety – co wzbudza szczególne ich zainteresowanie, co chwyta za serce, co niepokoi i zdumiewa. Okazuje się, że z całego spektrum zagadnień jedno przykuwa szczególną uwagę – właśnie relacja ojca z synem.

Mężczyźni mówią, że samo czytanie tych fragmentów książki, które traktują o byciu ojcem i o byciu synem, nasuwa trudności, ponieważ budzi niechciane uczucia – żalu, złości, niechęci. Kobiety dzielą się podobnymi spostrzeżeniami. Mówią, że gdy patrzą na swoich mężczyzn w relacji z ich ojcami, czują bezbrzeżny smutek; dwaj dorośli mężczyźni, którzy omijają się szerokim łukiem, zamknięci na siebie, nastroszeni, nieufni…

– Wielokrotnie w gabinecie psychoterapeuty słyszałem od mężczyzn: „Mój ojciec to obcy człowiek”, „Nie rozumiem go, niewiele mówi, pracuje, wraca zmęczony, idzie spać” – mówi Benedykt Peczko.

Brak ojców wydaje się znakiem współczesności: nie ma ich, bo albo odeszli, założyli nowe rodziny, wyjechali za granicę zarabiać pieniądze, albo są nieobecni emocjonalnie. Poraża skala tej nieobecności.

„Jak układają się twoje relacje z ojcem?” – przez wiele lat Steve Biddulph, autor książki „Męskość”, zadawał to pytanie mężczyznom, z którymi spotykał się w Stanach i w wielu krajach Europy. Odpowiedzi były wszędzie takie same. Trzydzieści procent mężczyzn przyznaje, że nie spotyka się ze swoimi ojcami, nic ich nie łączy. Tyle samo określa stosunki z ojcami jako zadrażnione lub trudne. Kolejne 30 procent relacjonuje, że rozmowy z ojcami nie wykraczają poza temat kosiarek, są nudne i suche. Ilu mężczyzn przyjaźni się ze swoimi ojcami? Mniej niż 10 procent. Cóż za potworna statystyka! – komentuje Biddulph.

Czym ojcowie sobie na to zasłużyli? – Presją, przemocą emocjonalną, a nierzadko fizyczną – mówi Benedykt Peczko. – Wygórowanymi ambicjami. Niewielu synów otrzymuje psychiczne i emocjonalne wsparcie od ojców, gdy najbardziej tego potrzebują, w dzieciństwie i w okresie dorastania. Ojcowie często mówią: „Takie warunki ci stworzyłem, a ty co? Ja w twoim wieku musiałem ciężko harować!”. Zawstydzają, grożą: „Mówiłem ci, zrób tak, ale ty nie robisz! Nie słuchasz ojca? To teraz będziesz musiał! Bo jeśli nie…”. Gdy syn nie dostanie się do dobrej szkoły, nie zda na studia, ojciec obarczy go winą. Będzie rozczarowany i zawiedziony porażką syna, i da temu wyraz: „Inni sobie radzą, rozejrzyj się, popatrz na Janka! A ty?”. Wielu ojców planuje synom życie. Syn ma być kimś! Musi być kimś. Synowie albo ulegają tej presji, biorą winę na siebie, poddają się, albo buntują się i walczą.

– Jeden z moich klientów pragnął być muzykiem – opowiada psychoterapeuta. – Ale ojciec powiedział: „Nie będziesz brzdąkał. Pójdziesz na prawo, zrobisz aplikację. Pomogę ci finansowo. Jeśli nie posłuchasz, radź sobie sam”. Ten mężczyzna zrobił tak, jak chciał ojciec, uległ. Teraz z niechęcią myśli o kontaktach z ojcem. Jeśli ojciec używa pozycji ojcowskiej do przeforsowania własnego zdania, to najkrótsza droga do zniszczenia relacji z synem.

W pułapce perfekcji

Często zdarza się tak, że w późniejszym wieku u ojców budzi się pragnienie bliskości, jednak synowie, na których wywierali presję, nie mają serca do spotkań, unikają kontaktu. Dorośli synowie noszą w sobie żal, smutek, złość, a nierzadko głęboko skrywaną wściekłość.

– Szacunek to podziw i miłość – przypomina psychoterapeuta. – Szacunku nie można wymusić. Można wymusić posłuch podszyty lękiem. Wielu mężczyzn ma perfekcyjne oczekiwania w stosunku do siebie i innych. Jeśli coś im się nie udaje, jest to dla nich tak trudne, że bezwiednie uciekają się do przemocy w stosunku do synów po to, by na nich wymusić doskonałość. Oczywiście intencje ojców są jak najlepsze, ale skutki ich działań fatalne.

Jakie są grzechy główne współczesnych ojców, przeszkadzające w porozumieniu?

Są przekonani, że powinni wymagać, motywować, podnosić poprzeczkę, poszerzać granice możliwości.

– Tak, zgadza się, ale powinni to robić jednak w oparciu o inspirację, a nie szantaż emocjonalny – mówi Benedykt Peczko. – Dobre wymagania nie mają nic wspólnego z presją i przemocą. Synowie próbują mówić o swoich trudnościach, problemach, sondują, na ile ojciec może być nimi zainteresowany. Jak reagują ojcowie? Najczęściej zniecierpliwieniem: „Weź się w garść. Musisz sobie poradzić. Bądź mężczyzną!”. Syn oczekuje czegoś innego. Przede wszystkim wysłuchania, wsparcia i zachęty. Pragnie usłyszeć: „Próbowałeś, nie udało się, ale rzadko komu udaje się od razu, uczymy się, próbując i popełniając błędy, to normalne. Próbuj dalej”. Wspierający, ale i wymagający ojciec nie mówi: „Odpuść sobie”. Mówi: „Próbuj dalej”. Syn dostaje przez to komunikat: „Wierzę w twój potencjał i możliwości”. Ojciec może podzielić się pomysłami, jak próbować. Idealnie byłoby, gdyby wspólnie z synem przeanalizowali, dlaczego nie wyszło, jaką lekcję wziąć z tego doświadczenia na przyszłość. Ojciec przyjmuje wtedy rolę przewodnika, nie bierze na barki wędrowca, ale pozwala mu odnaleźć własną drogę. Nie wystarczy powiedzieć: „Musisz sam sobie poradzić, to jest szkoła przetrwania, co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Brzmi mocno, ale to znaczy, że nie wiadomo, czy nie zabije. Gdy ojciec mówi: „Może sprawdź ten sposób, spróbuj tego” – to jest prawdziwa pomoc.

Nasuwa się jeszcze jedno porównanie – do trenera. Trener pokazuje, jak ćwiczyć, jak wykonać kolejny ruch, jak oddychać, dodaje otuchy, nie potępia, gdy zawodnik nie zdobędzie złotego medalu, bo wie, że pogrzebałby jego szanse na przyszłość.

Nie doceniają wagi obecności i uwagi. Tymczasem to jest właśnie najlepsze, co mogą dać swoim synom.

– Gdy syn mówi o swoich problemach, nie oczekuje od ojca gotowych rozwiązań, natychmiastowego zaradzenia, tylko wysłuchania i zrozumienia; przyjęcia – wyjaśnia psychoterapeuta. – To dla syna bardzo wiele, ogromne wsparcie, ponieważ nie dźwiga już swojego problemu sam. Powiedział, otworzył się, a ojciec nie umarł od tego, nie dostał zawału. Problem przestaje być ciężarem. Gdy ojciec dzieli się swoimi słabościami, opowiada o porażkach, tym samym odsłania swoją ogromną siłę. Odpowiada zaufaniem na zaufanie syna. Skoro możemy mówić sobie o tym, co nas boli, smuci czy rani, to znaczy, że czujemy się ze sobą bezpiecznie, spotykamy się poza rolami ojca i syna. Spotykamy się jak przyjaciele.

Wydaje im się, że rolą ojca jest być dobrym przykładem, a jeśli wyjawi swoje porażki, rozpacz i ból, to będzie złym przykładem.

– Ojcowie retuszują swój wizerunek, przywdziewają maskę idealnego ojca, czym wprowadzają synów w błąd, krzywdzą ich – mówi psychoterapeuta. – Syn myśli wtedy o ojcu jak o Bogu, Absolucie, a o sobie jak o kimś malutkim, kto nigdy ojcu nie dorówna. Tymczasem obaj, i ojciec, i syn, są równie wielcy, jak i mali. Różnica między nimi polega na różnicy ról, które pełnią, różnicy wieku i ilości doświadczeń. Ale nade wszystko są przecież ludźmi ze swoją indywidualnością i tajemnicą losu.

Indywidualność i tajemnica – tego właśnie nie doceniają i nie szanują w synach.

Ojciec nie może wiedzieć do końca, kim jest syn, w jakim kierunku się rozwinie. Tylko syn to wie, ponieważ tylko on „żyje swoje życie”. Ojciec może i powinien ukazywać potencjalne ryzyko, zwracać uwagę na zagrożenia, robić wszystko, co się da, żeby jak najlepiej przygotować syna do wyzwań. Ale wybór drogi należy do syna. Kiedy ojciec akceptuje ten wybór, daje synowi największy z możliwych prezent. Rozumie też, że nie ustrzeże syna przed decyzjami, które niosą ból i cierpienie, bo to nie jest możliwe.

Pragną ustrzec synów przed „porażką”, „błędem”, „niewłaściwą decyzją”. Pragną, by synowie byli mocni, odporni.

– Mam wrażenie, że działa w nas atawistyczny mechanizm: pogoń za ideałem. Kiedyś lepsza jaskinia, lepsze narzędzia zapewniały przetrwanie naszym przodkom, to miało sens – rozważa psychoterapeuta. – W dzisiejszych czasach ten mechanizm przybiera szaloną postać, i nie służy przetrwaniu. Mężczyźni ślepo gromadzą, konkurują i walczą. Próbują wdrożyć swoich synów do walki, przygotować na to, co ich czeka: „Życie jest ciężkie, musisz być niezłomny, mieć dobrą pozycję, stanowisko, układy”. Wierzą, że ich synowie kiedyś osiągną taki stan zasobów materialnych i pozycji społecznej, że będą wreszcie mogli zacząć cieszyć się życiem. To szalony zamysł: gdzieś kiedyś będziemy się cieszyć, kochać, pożyjemy, a teraz walczmy, harujmy, wymuszajmy zmiany.

Słabość jest siłą

– Ojciec nie musi być idealny czy doskonały, wystarczy, że się stara – przypomina Benedykt Peczko. – Krok po kroku dociera do swoich głębszych potrzeb i uczuć – i okazuje je, czyli pokazuje siebie jako człowieka, a nie prezentuje się tylko w roli ojca. Uczy się nowych umiejętności, na przykład lepszego komunikowania się z dziećmi, uważniejszego słuchania, wspierania ich i motywowania: ma choćby ciut więcej niż do tej pory cierpliwości. Ojciec może mieć mnóstwo ograniczeń, ale jeśli od czasu do czasu przekracza któreś z nich, nawet niewielkie, a syn to widzi, wówczas uczy się tego samego. Niejako „uwewnętrznia” ojca – opiekuńczego, kochającego i mądrego. I niedoskonałego.

Ojcowie i synowie w głębi serca tęsknią za relacją głęboką i autentyczną, pełną akceptacji i życzliwości. – Tyle tylko że nie można nawiązać głębokiej, autentycznej relacji między rolami – mówi Benedykt Peczko. – Pomiędzy ludźmi tak. Dopóki ojciec nie nauczy się, jak być człowiekiem w kontakcie z synem, nie ma mowy, żeby syn był serdeczny czy otwarcie mówił o sobie.

Czy po latach jest możliwe nowe rozdanie? Na pewno warto próbować. Na początek powiedzieć: „Przepraszam, zawiodłem, nie byłem takim ojcem, jakim powinienem być, ale chcę to zmienić”.

– Tata jest moim przyjacielem. Stoi po mojej stronie – mówi Tomasz, bohater opowieści z początku. – Wiem, że obaj popełniamy błędy, mylimy się, błądzimy, przeżywamy porażki. Ale przecież obaj staramy się najlepiej, jak potrafimy.

  1. Psychologia

"Nie-swoi” ojcowie "nie-swoich" dzieci

Mężczyźni powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, kim chcą być dla „nie-swoich” dzieci. (Fot. iStock)
Mężczyźni powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, kim chcą być dla „nie-swoich” dzieci. (Fot. iStock)
Wiążą się z samotną matką, która wnosi do związku własne dziecko. Jednak po rozstaniu z partnerką mężczyzna musi się rozstać także z owym „nie-swoim” dzieckiem, które zdążył pokochać. „Nie-swój” ojciec miewa poczucie winy lub po prostu tęskni do relacji z dzieckiem, chce pielęgnować tę zażyłość. W jaki sposób mądrze poradzić sobie z taką sytuacją? 

Sytuacji, w których mężczyzna związał się emocjonalnie z dzieckiem swojej partnerki i pragnie utrzymywać z nim kontakt, nawet jeśli w dorosłym związku wszystko poszło nie tak, jest coraz więcej. Bo też zmienił się model rodziny. I coraz częściej, zamiast ślubować sobie miłość, wierność oraz obecność na dobre i na złe, składamy obietnice na: „Zobaczymy, jak będzie”.

Problem jednak w tym, że w takiej sytuacji prędzej czy później padamy ofiarami tymczasowości. Wszystko mogłoby wyglądać inaczej, gdyby dorośli wcześniej, myśląc o dobru dziecka, rozwiązali sprawę opieki nad nim formalnie.

– Uczucia i ból mężczyzn, „nie-swoich” ojców, są ważne, ale najważniejsze jest to, czego potrzebują i co czują same dzieci, wrażliwsze i bardziej podatne na zranienie niż dorośli – mówi Anna Cwojdzińska, psycholog, psychoterapeuta systemowy w poznańskiej poradni zdrowia psychicznego dla dzieci i młodzieży. – Szanując ból tych panów, zastanawiam się, czy realizowanie ich tęsknoty jest korzystne dla dziecka, czy o dobro dziecka najbardziej im chodzi.

Właśnie z uwagi na dobro dziecka mężczyzna, który nadal chce się nim opiekować, powinien sobie odpowiedzieć na pytania, czy może się w tej kwestii dogadać z byłą partnerką oraz dlaczego kontynuacja tego kontaktu jest dla niego ważna. Do czego ma on doprowadzić.

Serce na dłoni to za mało

Robert, „nie-swój” ojciec Mateusza, dziewięciolatka, pół roku po rozstaniu z Beatą, jego matką, mówi, że czuje się odpowiedzialny za chłopaka, który ewidentnie się do niego przywiązał. Nie może go ot tak porzucić, bo przez trzy lata, gdy próbowali zostać rodziną, razem zaplanowali całkiem spory kawałek przyszłości, np. wspólne chodzenie po górach, podróże. W pewnym momencie chłopak zaczął ubierać się jak Robert, czytać bajki, o których razem rozmawiali. Poza tym Mateusz daje mu impuls do działania – pozwolił odkryć w sobie uczucia „tacierzyńskie”, bo Robert nigdy nie miał własnych dzieci. Po rozstaniu z Beatą chciałby teraz te relacje oprzeć na przyjaźni dorosłego z dzieckiem i uważa, że to możliwe. Jednak Beata twierdzi, że Robert nie powinien mącić Mateuszowi w głowie. W końcu prędzej czy później oni, dorośli, zwiążą się z kimś innym. Jest przekonana, że zerwanie tej relacji to najwłaściwsze rozwiązanie.

Mariusz, „nie-swój” ojciec dziesięcioletniej Majki, coraz rzadziej widuje się z jej matką Iwoną. Mają za sobą półtora roku związku, ale Mariusz spodziewa się, że ich relacja nie przetrwa. Boi się tego, bo przywiązał się do Majki, a ona do niego. Nie chce stracić tej bezwarunkowej miłości, niewystawionej na namiętności dorosłych.

Maciej, „nie-swój” ojciec Mikołaja, siedmiolatka, którego mama Ania zginęła w wypadku, mówi, że przez dwa i pół roku udało im się stworzyć prawdziwą rodzinę. Z tej perspektywy błędem było niesformalizowanie związku (nieprzysposobienie dziecka), ale o śmierci nikt przecież nie myślał. On po prostu chce wychowywać Mikołaja i uważa, że dziadkowie, ludzie starej daty, nie zapewnią mu odpowiedniego rozwoju. Największym problemem Macieja jest to, że po śmierci Anny sąd rodzinny przyznał opiekę nad dzieckiem właśnie dziadkom (biologiczny ojciec już na samym początku zerwał z nim relacje), a ci nie chcą, żeby te kontakty były realizowane. Uważają, że uczucia Macieja są nieautentyczne, bo przecież nie jest prawdziwym ojcem Mikołaja.

– Chylę czoła przed tymi mężczyznami, kochającymi „nie-swoje” dzieci. Ale obawiam się, że to wszystko jest takie trochę „na teraz”. Z sercem na dłoni. „Bo ja chciałbym się spotykać”. Niestety, z dzieckiem nie można się tylko spotykać – mówi Anna Cwojdzińska. – Wielu z tych ojców niech odpowie sobie na pytanie, kim chciałoby być dla dziecka: mentorem, przyjacielem, starszym kolegą? Tylko czy jest możliwe stworzenie koleżeńskiej więzi między 40- a dziesięciolatkiem? – pyta retorycznie psycholog. – To relacja między dorosłym a dzieckiem, z gruntu asymetryczna. Dobrze, jeśli dziecko ma mentora – kogoś, kto je wspiera, pomaga mu rozwijać osobowość i pasję. Mentorem jednak może być też ktoś inny z rodziny dziecka (dziadek, wujek) lub nauczyciel, trener. Trener np. mówi: „Świetnie grasz w piłkę, będziesz dobrym zawodnikiem”. I taki kontekst spotkań jest o wiele jaśniejszy.

Randka z dzieckiem w tle

U „nie-swoich” ojców dzieci wyzwoliły uczucia, o które wcześniej by się nie podejrzewali, wyciągnęły z nich coś pięknego, choć trwało to dość długo. „Nie-swoi” oswajali się z myślą, że wiążąc się z atrakcyjną dla siebie partnerką, wchodzą w bliskie relacje także z jej dzieckiem. Uczyli się nowej roli.

– Tata biologiczny jest dany. W przypadku kolejnego mężczyzny zawsze mamy do czynienia ze swoistym „castingiem”. I od tego, czy dziecko zaakceptuje partnera, czy nie, często zależy jakość związku pomiędzy dorosłymi – wyjaśnia Anna Cwojdzińska. – Początek takich relacji dla młodszego dziecka bywa bardzo przyjemny. Bo przychodzi fajny pan, z którym można pograć na komputerze albo pójść do kina. Pan chce zrobić wrażenie na mamie, więc dba o to, by także dziecko spędziło miło czas. Później wszystko zależy od tego, w jaką ten pan wejdzie rolę. I też w jaką rolę pozwoli mu wejść matka dziecka.

Mariusz przyznaje, że Majka początkowo była „przystawką” do związku i utrudnieniem w realizacji namiętności. Ale kiedy już zaskoczyło, to na całego. Między nim a dziewczynką szybko zawiązała się nić porozumienia. Ta zażyłość nie była idealna, często słyszał: „Nie jesteś moim ojcem”. Odpowiadał wtedy: „I dobrze, bo nie muszę cię kochać. Ale mogę i bardzo mi na tobie zależy”. Zwykle kończyło się wspólnym śmiechem. Szybko też zaczął odprowadzać dziewczynkę do szkoły i odbierać ją stamtąd. Po roku poczuł, że stają się rodziną.

Robert na początku związku widział, że Beata ma opory przed jego kontaktami z Mateuszem. Blokowała bliższą relację z dzieckiem, nie chciała, żeby syn się przyzwyczajał do jej kolejnego partnera, bywała przewrażliwiona, a nawet miał wrażenie, że chroniła chłopca przed nim, odsyłając syna do biologicznego ojca zawsze wtedy, gdy miała się z Robertem spotkać. To prowadziło do napięć, bo często złościła się, że jej były jest złym opiekunem. Z czasem się to zmieniło. Robert zaczął zostawać na noc, na weekend, razem z Mateuszem odrabiali lekcje, opowiadali sobie na dobranoc zmyślone historyjki lub wyszukiwali komiczne filmiki w Internecie i śmiali się z nich do rozpuku. Zaczęli wyjeżdżać we trójkę na wycieczki za miasto. Później za granicę. W końcu zaczął Mateusza uwzględniać we wszystkich swoich planach. Beata nie miała nic przeciwko temu. Tylko… coraz częściej zwracała Robertowi uwagę, że w określonych sytuacjach zachował się niewłaściwie. Z jednej strony chciała, żeby był wzorem dla małego, z drugiej – przy dziecku krytykowała, że robi coś źle. Jak wtedy, gdy Robert postanowił Mateusza nauczyć jeździć na rowerze. Mały trochę się bał, Robert namawiał go, żeby się przełamał. Dziecko upadło. Niegroźnie, ale natychmiast wkroczyła mama i miłe popołudnie skończyło się awanturą. Przez jakiś czas Mateusz znów częściej bywał u biologicznego ojca. Podczas spotkań z Beatą Robert zaczął się dopominać o obecność chłopca, co dodatkowo rozdrażniało jego partnerkę. Któregoś dnia jechali do wspólnych znajomych. W trakcie jazdy Beata zatrzymała samochód i kazała Robertowi wysiadać. Przy Mateuszu, który się rozpłakał. Poszło o drobiazg: chłopiec marudził, a Robert zwrócił mu uwagę. Może zbyt ostro. Samochód zahamował w szczerym polu. Tam też skończył się ich związek.

Co dalej po rozstaniu?

Gdy rok miodowy Mariusza i Iwony przeszedł w miesiące lodowe, usłyszał: „Cóż, nie układa się nam”. Niedawno wyprowadził się od niej, ale chciałby widywać Majkę. To, że namiętności między dorosłymi wygasają, nie musi automatycznie oznaczać zerwania więzi z dziećmi. Nawet „nie-swoimi”. Partnerka unika tematu, jednak Mariusz ma nadzieję, że gdy emocje opadną, Iwona pozwoli mu na kontakty z dzieckiem. Wierzy, że się dogadają. Przecież oboje chcą dobrze dla Majki.

– To nie takie proste – mówi Anna Cwojdzińska. – Dla dziecka dobre jest to, co sprawia, że ono czuje się bezpieczne i kochane. I jeśli np. dochodzi do sytuacji, w której trzeba się spotykać z byłym partnerem mamy w tajemnicy przed nią, to czy ta sytuacja dobrze wpłynie na poczucie bezpieczeństwa dziecka? Moim zdaniem niekoniecznie.

A jednak do tych spotkań dochodzi. Niedawno Robert spotkał Mateusza na osiedlowym placu zabaw. Świetnie już jeździł na rowerze. Padli sobie w ramiona i – jak za dawnych czasów – zaczęli się wygłupiać. Do zabawy dołączyły inne dzieci. Kolega Mateusza zapytał: „Kiedy znowu przyjdziesz z tatą?”. Mateusz odpowiedział, że to nie jest jego tata. „Jesteśmy kumplami”, szybko dodał Robert. I serce mu pękło. Nie dlatego, że zabolało go słowo „kumpel”. Zawsze powtarzał Mateuszowi, że nie zastąpi mu taty, ale że będą najlepszymi przyjaciółmi. Zabolało go to, że nie wie, kiedy będzie to możliwe.

Anna Cwojdzińska: – O charakterze relacji po rozstaniu decyduje to, jakie one były przed nim. Najlepiej, gdyby były konsekwencją ustaleń pomiędzy dorosłymi. Ważne, by w pierwszej kolejności to właśnie dorośli wiedzieli, czego oczekują od siebie nawzajem, a także czego oczekują od dzieci. I żeby zastanowili się, czy spełnienie tych oczekiwań jest możliwe. Dzieci potrzebują poczucia bezpieczeństwa i wiary, że są kochane. Warto się zastanowić, czy decyzje dorosłych wzmacniają to poczucie w nich, czy też je podkopują. Najpierw więc to dorośli powinni wspólnie zdecydować, czy ich zdaniem taki kontakt to dobry pomysł, w jakiej formie powinien się odbywać i czy są w stanie zadbać o odpowiedni klimat emocjonalny ewentualnych spotkań. Dopiero potem można o tym porozmawiać z dzieckiem – również wspólnie. Nie należy się jednak spodziewać spokojnej, zrównoważonej reakcji dziecka na informacje o rozstaniu ludzi, którzy są mu bliscy. Często też taka rozmowa to w istocie seria kilku spotkań, kilku rozmów, w czasie których mogą pojawiać się nowe wątki, pytania, wątpliwości i refleksje. Warto nie myśleć o tym jak o jednorazowym wydarzeniu, ale jak o pewnym procesie i dać także dziecku czas na przemyślenie i możliwość powrotu do tematu, gdy będzie tego potrzebowało. Jeśli jednak dorośli w czasie rozmowy między sobą stwierdzą, że nie są w stanie zgodzić się co do tego, czy dalszy kontakt jest dobrym pomysłem, to… nie za bardzo jest chyba o czym rozmawiać.