1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Trudno reagować na krytykę ‒ nawet tę konstruktywną. Ale opłaca się tego nauczyć!

Trudno reagować na krytykę ‒ nawet tę konstruktywną. Ale opłaca się tego nauczyć!

Wolimy pochwały, to jasne, ale konstruktywną krytykę warto umieć potraktować jak prezent, a nie atak. Czasem bardziej niż zaciekle bronić wizerunku i swojej racji opłaca się ją przyjąć i wykorzystać - dla siebie (Fot. Luka/Getty Images)
Wolimy pochwały, to jasne, ale konstruktywną krytykę warto umieć potraktować jak prezent, a nie atak. Czasem bardziej niż zaciekle bronić wizerunku i swojej racji opłaca się ją przyjąć i wykorzystać - dla siebie (Fot. Luka/Getty Images)
W pierwszym odruchu zwykle zaprzeczamy, przechodzimy do defensywy albo wręcz do ataku, ewentualnie czujemy się dotknięci, więc się obrażamy. A gdyby tak, zamiast reagować automatycznie w obliczu krytyki, spróbować ją przyjąć? O ile uwagi są zasadne, dobrze rozważyć tę opcję, bo można na niej całkiem sporo zyskać

Niemal zawsze jest nieprzyjemna, bo oczywiście wolimy być chwaleni. Dobrze jednak pamiętać, że nie pochlebstwo, a właśnie krytyka ‒ jak pisał Tomasz Mann w „Czarodziejskiej górze” ‒ rodzi postęp i uświadomienie. I wcale nie chodzi o patetyczne manifesty, a o... czysty egoizm, ten zdrowy. Gdyby nie skupiać się tylko na trudnych emocjach (wciąż jednak je uznając), które zwykle towarzyszą nam, gdy ktoś ma krytyczne uwagi do naszej pracy czy zachowania, a skoncentrować się na potencjalnych zyskach, mogłoby się okazać, że z tych krytycznych uwag możemy zrobić użytek dla siebie. Wtedy przyjmowanie ich z otwartością nie miałoby nic wspólnego z kapitulacją czy niepilnowaniem własnych granic ‒ byłoby raczej wyrazem troski o siebie, dbania o własny rozwój, a to tylko przykładowe korzyści.

Długa lista zalet

Choć zabrzmi to jak truizm, wyciąganie wniosków z krytyki pozwala się rozwijać. To nic innego jak narzędzie, które można wykorzystać, by w przyszłości zrobić coś lepiej. Jeśli pisarz, przywiązany do stworzonego przez siebie dzieła, byłby kompletnie zamknięty na wszelkie krytyczne uwagi redaktora, w wielu przypadkach finalny kształt powieści byłby po prostu gorszy niż w sytuacji, gdyby autor jednak wziął pod uwagę proponowane poprawki. Krytyka ma to do siebie, że otwiera nas na nową perspektywę, pokazuje pewne aspekty, których być może nie wzięliśmy pod uwagę, nieco zmienia optykę, pomaga spojrzeć na swoje działania trochę z boku, z dystansem. Nawet jeśli nie zdecydujemy się przyjąć jej w całości, a wykorzystać choćby fragmentarycznie, i tak jest szansa, że zrobimy krok do przodu.

Przyjmując krytykę, uczymy się aktywnie słuchać. Nie tłumaczyć się, nie zaprzeczać, nie oponować ‒ a właśnie słuchać z uwagą. Stephen R. Covey, autor bestsellerowych książek na temat przywództwa i rozwoju osobistego, napisał: „największym problemem w komunikacji jest to, że słuchamy po to, żeby odpowiedzieć, nie po to, żeby zrozumieć”. Jeśli nauczysz się słuchać po to, by naprawdę zrozumieć drugą stronę, a nie po to, by natychmiast zareagować, dasz sobie samej szansę na to, by dowiedzieć się czegoś istotnego. Oczywiście trudno oprzeć się pokusie planowania bezlitosnej riposty, gdy ktoś zwraca ci uwagę na popełnione błędy, ale jeśli to się uda i będziesz umiała zamiast tego po prostu rozważać, co druga osoba ma do powiedzenia, możesz wygrać więcej. Wszyscy czasem wpadamy w pewne myślowe koleiny, myślimy schematami, chodzimy utartymi ścieżkami, bo tak jest łatwiej. Krytyka może być jak kij włożony w mrowisko, może sprzyjać nowym, zaskakującym odkryciom, na które nie wpadłabyś, gdyby nie cudza uwaga.

Interpretowanie cudzych opinii to też świetna okazja do trenowania racjonalnego myślenia. Słuchasz i (w miarę możliwości) na chłodno oceniasz, czy to, co słyszysz, jest zasadne, przydatne, warte wykorzystania. To nauka pragmatyki: co mogę z tego wziąć, by w przyszłości projekt czy raport zrobić lepiej, mniej się przy nim napracować, odchudzić go ze zbędnych danych, a dołożyć wartościowe. Otwartość na krytykę to w takiej sytuacji budowanie swojego kapitału na przyszłość, a nie pokorne przyjmowanie „połajanek”. Jeśli uda ci się wyjść poza instynktowne skojarzenie, zgodnie z którym pochwała jest dobra, a krytyka zła, masz szansę złapać zupełnie nowy horyzont.

Nadmierne przywiązanie do własnej racji to zamykanie własnego umysłu, który działa stanowczo lepiej, gdy jest otwarty. Poza tym albo masz rację, albo masz relację, a właśnie umiejętność przyjmowania krytyki ma ogromy wpływ na to, jak tworzymy więzi z innymi. Jeśli zamiast zaciekłej walki o własną rację otwierasz się na inny punkt widzenia, a wtedy, gdy jest to możliwe, wybierasz kompromis zamiast konfliktu, budujesz mosty z ludźmi, a nie je palisz. Pewnie, że każda sytuacja jest inna, a i kompromis może być zgniły, ale co do zasady wiele niepotrzebnych konfliktów pożerających naszą energię bierze się stąd, że uszczelniamy i impregnujemy się na cudze uwagi dla zasady, z uporem godnym lepszej sprawy. Jest i taka korzyść, że twoja reakcja na uwagi pokazuje innym, jak mają cię traktować. Jeśli ktoś, nawet mając dobre intencje, krytykując twoje działania, ociera się o pasywną agresję lub nawet atakuje cię wprost, to doskonała okazja, by pokazać, jak działają twoje granice i czy umiesz ich strzec. Prosty komunikat typu: „dziękuję ci za twoje uwagi, ale proszę, byś w przyszłości przekazywała mi je w cztery oczy, a nie przy całym zespole” to bardzo cenna informacja zwrotna dla autorki krytyki. Pokazujesz, że nie jesteś tą, której „nic nie można powiedzieć”, ale jednocześnie bardzo wyraźnie podkreślasz, jakie zasady komunikacji są dla ciebie nienegocjowalne.

Czytaj także: 7 zdań, które są jak proste ścieżki do kompromisu

Jest wreszcie i taka korzyść, że twoja reakcja na krytykę całkiem sporo o tobie mówi i możesz to wykorzystać, by lepiej poznać siebie. Bo właściwie dlaczego akurat ta konkretna uwaga koleżanki dotknęła cię do żywego? Być może pod twoją emocjonalną reakcją jest coś więcej ‒ nierozwiązany wewnętrzny konflikt, kompleksy, jakiś deficyt, którym warto się zająć, jakaś niezaspokojona potrzeba? Obserwowanie siebie w reakcji na krytykę to doskonała okazja do pogłębionej autorefleksji z cyklu: co mi to robi i dlaczego tak to przeżywam? Gdy usłyszysz, że w raporcie brakuje ważnych informacji, i to cię zezłości, może ta złość jest tak naprawdę skierowana na samą siebie, bo wiesz, że powinny się tam znaleźć, ale zwyczajnie to zaniedbałaś, bo odkładałaś ten raport na ostatnią chwilę, a właśnie skłonności do prokrastynacji bardzo u siebie nie lubisz, bo utrudnia ci pracę i życie? Stephen King w jednej ze swoich powieści napisał: „Jeśli irytują was krytycy, to możecie być prawie pewni, że mają rację”. I coś w tym jest... Czasem warto zajrzeć pod podszewkę, zamiast wściekać się, że ktoś w ogóle śmiał twoje decyzje czy działania skrytykować.

Jest tu i druga strona medalu. Przyjmowanie informacji zwrotnych od innych przypomina, że wady są w porządku, a niedoskonałość jest częścią bycia człowiekiem. Jeśli jesteś perfekcjonistką, pewnie trudno ci to zaakceptować, ale właśnie otwartość na krytykę pomaga tę oczywistość oswoić i dać sobie prawo do bycia nieidealną. I to chyba jeden z najbardziej uwalniających skutków przyjęcia takiej postawy.

Zrób to w 6 krokach

Nawet ta długaśna lista zalet nie sprawi, że nagle przyjmowanie choćby najbardziej konstruktywnej krytyki będzie dla ciebie jak bułka z masłem. To bywa bardzo trudne z wielu powodów. Po pierwsze krytyka wywołuje zwykle wątpliwości co do własnych kompetencji, a to zawsze oznacza dyskomfort. Szczególnie trudno ją przyjmować osobie, która w dzieciństwie wciąż była punktowana przez rodziców lub opiekunów, dostrzegano każdy, nawet najmniejszy jej błąd i właśnie na nim, a nie na tym, co zrobiła dobrze, koncentrowano uwagę. Nawet cenna informacja zwrotna przywołuje wówczas dawne uczucia i potęguje poczucie odrzucenia.

Czytaj także: 6 cech charakteru, które wskazują, że byliśmy ofiarami nadmiernej krytyki w dzieciństwie

Krytyka często wiąże się uczuciem wstydu, zwłaszcza jeśli odbieramy ją personalnie, a wówczas automatycznie przyjmujemy postawę defensywną, a nie obiektywnie oceniamy zasadność uwag. W ich przyjmowaniu nie pomaga także perfekcjonizm i wysokie wymagania względem siebie. Jeśli za wysoko stawiasz sobie poprzeczkę i we własnym mniemaniu nigdy niczego nie robisz wystarczająco dobrze, nawet najdrobniejszy błąd, na który ktoś zwróci uwagę, urasta do rangi całkowitej porażki. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że można zrobić sporo, by ‒ krok po kroku ‒ z krytyką się oswoić i zacząć stopniowo reagować na nią inaczej ‒ tak, by korzyści przeważały nad stratami. Tych 6 kroków może ci znacznie ułatwić zadanie.

Zwróć uwagę na to, kto cię krytykuje

Nasze babcie mawiały „mądrego dobrze posłuchać”. Możemy oczywiście uśmiechać się do tego porzekadła, ale prawda jest taka, że jeśli chodzi o krytykę, to, czy warto ją przyjmować, w ogromnym stopniu zależy od tego, z czyich ust wyszły krytyczne słowa. Wyobraź sobie, że planujesz zakup mieszkania. Decydujesz, że kupisz je w takiej i takiej okolicy, za taką i taką kwotę. Jeśli twój wybór skrytykuje znajomy, który nigdy w życiu mieszkania nie kupował, nie ma bladego pojęcia, jak wygląda rynek nieruchomości i równie zerowe pojęcie ma o jakichkolwiek inwestycjach, ta krytyka będzie miała takie samo znaczenie jak z ust kogoś, kto od lat siedzi w nieruchomościach i zjadł zęby na doradzaniu ludziom, jaki wybór w tym temacie będzie najkorzystniejszy? Oczywiście, że nie. Źródło krytyki ma ogromne znaczenie. Zanim więc rozważysz jakąkolwiek reakcję ‒ pochylenie się nad treścią krytyki, przyjęcie jej lub odrzucenie ‒ dobrze się zastanów, czy aby na pewno liczysz się ze zdaniem osoby, która ją do ciebie adresuje. Czy jest dla ciebie autorytetem? Czy stoi za nią życiowe/zawodowe doświadczenie, które w twoim mniemaniu uprawnia ją do zabierania głosu? Pomyśl, czy naprawdę warto w ogóle pochylać się nad sytuacją, w której efekty twojej pracy krytykuje ktoś, kto w tym obszarze reprezentuje sobą niewiele, a więc i niewiele w ramach tej krytyki ma ci do zaoferowania. Pamiętaj, że krytyka, zwłaszcza nadmierna, bywa oznaką zazdrości i niepewności. Więcej niż o twoim działaniu mówi o nadawcy.

Upewnij się, że krytyka jest słuszna

To żelazna zasada: pochylaj się wyłącznie nad uzasadnioną krytyką. Jeśli nie jesteś pewna, czy tak jest, zrób proste ćwiczenie mentalne: zadaj sobie pytanie, czy ktokolwiek, kogo uważasz za rozsądnego, kogo cenisz, mógłby uznać, że krytyczne słowa, które usłyszałaś, warto wziąć pod uwagę? Jeśli tak, może warto schować dumę do kieszeni i posłuchać. Jedyny rodzaj krytyki, której warto poświęcać uwagę, składa się z trzech elementów: ma charakter konstruktywny, co oznacza, że jego celem jest budowanie ciebie, a nie umniejszanie. Rezonuje z tym, co myślisz lub chociaż przeczuwasz ‒ a to znaczy, że dopuszczasz do siebie myśl, że w czyichś słowach zawiera się choć ziarenko prawdy. Dotyczy konkretów: twoich działań, zachowania, efektów twojej pracy, a nie ciebie jako człowieka, i zawiera przekonujące argumenty. „Ten tekst jest do niczego, nie wiem, jak mogłaś coś takiego napisać” to klasyczny przykład beznadziejnej krytyki, która nie dość, że jest agresywna, to jeszcze nie tyczy konkretu i atakuje ciebie, a nie odnosi się do twojego działania i jego efektu. Zupełnie inaczej zabrzmiałoby: „w tym tekście brakuje uporządkowanej struktury, akapity są za długie, a tytuł nie do końca oddaje treść i to warto poprawić” brzmi zupełnie inaczej, prawda?

Dobrze pamiętać, że przyjmowanie krytyki bywa równie trudne co jej formułowanie. Zastanów się, czy nie miałaś w życiu takiej sytuacji, w której wiedziałaś, że musisz zwrócić uwagę na popełnione błędy osobie, którą cenisz i lubisz. Być może pół nocy zastanawiałaś się, jakich użyć słów, by przekazać merytoryczne uwagi, ale jednocześnie jej nie urazić, nie sprawić jej przykrości, nie nadwyrężyć waszej relacji? Takie odwrócenie ról bywa bardzo pomocne w docenieniu wysiłków, jakie autor krytyki poczynił, by właśnie tego uniknąć w rozmowie z tobą. Jeśli widzisz, że tak było, choć oczywiście ma prawo być ci po ludzku przykro, dobrze to zauważyć i uszanować.

Nie traktuj krytyki personalnie

O ile personalna nie jest. Ta rzetelna nie dotyczy ciebie jako osoby, a twoich działań, czegoś, co robisz, mówisz. W wyniku takiej krytyki możesz zmienić swoje postępowanie, ale nie siebie jako człowieka. Tylko taką warto się przejmować. Czasem jednak każdą krytykę odbieramy jako dowód na to, że generalnie jesteśmy do niczego ‒ po całości. Łatwo utknąć w takim poczuciu, a wtedy nie tylko ucierpi twoja samoocena, ale też z być może konstruktywnych uwag już nie skorzystasz ‒ bo po co cokolwiek zmieniać, poprawiać, ulepszać, skoro i tak jesteś beznadziejna? „Każdą czynność można wykonywać lepiej lub gorzej. Nawet coś, co doskonale umiemy. Jadąc rowerem, możesz przewrócić się na jakimś wyboju. Czy to oznacza, że nie umiesz jeździć na rowerze? No nie! Świadczy tylko o tym, że tym razem poszło ci trochę gorzej i trzeba bardziej uważać. Dobrze mieć racjonalny stosunek do samego siebie. Odpuścić sobie perfekcjonizm, czyli nadmierną kontrolę i oczekiwanie, że nie zdarzy ci się żaden fałszywy krok. Ludzie, którzy usiłują wszystko zawsze robić idealnie, w efekcie często rezygnują ze swoich przedsięwzięć, ponieważ możliwość niepowodzenia jest dla nich nie do zniesienia”- mówi psycholożka Ewa Woydyłło w książce „Szczęścia można się nauczyć”.

Krytyka może sprawić, że poczujesz się przygnębiona, ale chodzi o to, by pozwolić temu uczuciu przepłynąć przez ciebie i minąć, a nie utknąć w nim na dłużej, bo tylko tak możesz zrobić krok naprzód. Jeśli każdą krytykę będziesz odbierać osobiście, szybko możesz dojść do wniosku, że cały świat źle ci życzy i nikt nie jest ci życzliwy. A takie przekonanie nigdy nie jest prawdziwe! Poza tym bardzo często nie dostrzegamy momentu, w którym przestajemy bronić obiektu krytyki ‒ na przykład projektu czy raportu ‒ a zaczynamy bronić swojego wizerunku. Wtedy warto pochylić się nad tym, co takiego sprawia, że wizerunek kogoś nieomylnego jest dla ciebie tak ważny? Czy nie kryje się pod nim lęk? Co oznacza dla ciebie przyznanie się do błędu? Czy odbierasz to jako pokorne przyznanie się, że jesteś do niczego i właśnie dlatego stawiasz tak silny opór krytyce, nawet jeśli czujesz, że jest uzasadniona?

Weź głęboki oddech i... polub swoje błędy

Błędów nie popełnia ten, kto nic nie robi. Piekielnie trudno jednak czasem dać sobie do nich prawo. Gdy konstruktywne uwagi przychodzą z zewnątrz, skup się na nich, a nie na głosie wewnętrznego krytyka, który tylko czeka, aż go posłuchasz, gdy szepcze: no widzisz, jednak znowu coś spaprałaś, jak zawsze, już lepiej się więcej nie wychylaj! Choć wewnętrzny głos rozsądku czasami bywa przydatny, bo nas chroni przed zagrożeniami, to jednak nie to samo, co samobiczowanie siebie. Nie potrzebujesz tracić energii na reprymendy pod swoim własnym adresem i autosabotaż, lepiej przeznaczyć ją na konkretne działania ‒ to dużo lepsza inwestycja.

Czytaj także: Wewnętrzny krytyk – czy da się go zwalczyć?

Zdobądź konkrety

Jeśli ktoś już zdecydował się zwrócić ci uwagę i skrytykował to, co zrobiłaś, a ty chcesz tę krytykę przyjąć ‒ bądź pazerna! Poproś o szczegóły, o detale ‒ co konkretnie warto poprawić, zmienić, na czym się skupić? Im bardziej szczegółowy komentarz otrzymasz, tym łatwiej będzie ci wykorzystać go w praktyce. Nie daj się zwieść ogólnikowemu: trzeba to poprawić. Dopytaj, jak. Wyciśnij autora krytyki jak cytrynę ‒ skoro już zdecydował się zwrócić ci uwagę, zdobądź jak najwięcej narzędzi, które ułatwią ci działanie. Chodzi o to, byś nie została w sytuacji, w której wiesz, że musisz coś skorygować, a nie masz pojęcia, jak się za to zabrać. Poproś o radę, o wytyczne ‒ i za nie podziękuj. Jeśli sama potraktujesz krytyczne słowa jako prezent, a nie sprowadzenie cię do parteru, poczujesz się wygrana ‒ przecież zyskałaś cenne wskazówki. Jeśli je wykorzystasz i w efekcie będziesz zadowolona, paradoksalnie możesz krytykę polubić, bo zobaczysz czarno na białym, że może i bywa bolesna, ale za to ‒ jak się opłaca z niej czerpać!

Naucz się krytykować

Odwróć kota ogonem: zastanów się, czy ty sama potrafisz innym zwracać uwagę na popełnione błędy w konstruktywny sposób. Jeśli nauczysz się robić to życzliwie, merytorycznie, z troską, a nie agresją, przygotujesz się również na przyjmowanie krytyki, bo łatwiej będzie ci założyć, że jej autor może mieć dobre intencje.

Wykorzystane źródła: https://tinybuddha.com/blog/how-to-deal-with-criticism-well-25-reasons-to-embrace-it/; https://www.trackinghappiness.com/how-to-take-criticism-well/; https://rejectionsurvivalguide.com/2017/02/23/how-to-take-criticism-and-turn-it-into-growth-in-5-steps; https://www.psychologytoday.com/us/blog/evolution-of-the-self/200901/why-criticism-is-so-hard-to-take-part-1; „Szczęścia można się nauczyć”, Ewa Woydyłło, Agnieszka Radomska, wyd. Zwierciadło 2025

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE