Choć zazwyczaj chodzą z głową w chmurach, to czasem potrzebują odgonić obłoki i utkwić wzrok w ekranie. Wytwórnie filmowe nie bez powodu zwykło się nazywać fabrykami snów. To właśnie w ich produkcjach odbijają się nasze tęsknoty, plany i pragnienia – wszystko to, co tylko jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Oto kilka filmów o marzycielach dla… marzycieli, którym przyda się akurat odrobina inspiracji i wiatru w żagle. Zachęcą cię do tego, by próbować, ryzykować i z odwagą sięgać po więcej, nawet jeśli cel wydaje się odległy czy wręcz nieosiągalny.
Są marzyciele, którym sprzyja talent. I tacy, którzy do dyspozycji mają wyłącznie nieprzejednany upór i nieskończone pokłady optymizmu. Ed Wood zdecydowanie należy do tych drugich. Tytułowy bohater (w tej roli Johnny Depp) zbiera wokół siebie grupkę entuzjastów kina, na czele z zapomnianym gwiazdorem horrorów Bélą Lugosim (nagrodzony Oscarem Martin Landau), i mimo licznych porażek z niegasnącym przekonaniem kręci kolejne niskobudżetowe produkcje. Biografia Wooda nie kończy się happy endem – jego filmy zyskują opinię kiczowatych i nieudolnie zrealizowanych, a on sam otrzymuje łatkę najgorszego reżysera wszech czasów. Pod koniec życia zmuszony jest porzucić marzenia i szukać innych sposobów na przetrwanie. W tej historii najważniejsze nie jest jednak to, jaką spuściznę po sobie zostawił, ale ile radości przyniosła mu na przestrzeni lat jego pasja. Stojący za kamerą Tim Burton zdaje się mieć dla nas jasne przesłanie: nie każda droga musi prowadzić na szczyt, by miała sens.
Prawiąc o marzeniach, filmowcy uwielbiają zabierać nas za kulisy branży rozrywkowej, ale równie dobrze w tym celu sprawdza się... sport. To właśnie na salach treningowych, boiskach i bieżniach najdobitniej widać pot i łzy wylewane w pościgu za czymś, co z pozoru sprawia wrażenie niemożliwego. Jednym z klasyków gatunku jest „Rudy” z Sean Astinem, wcielającym się tu w mało postawnego, lecz ambitnego kandydata na członka uniwersyteckiej drużyny futbolu. Choć nie sprzyjają mu ani warunki fizyczne, ani skromne pochodzenie, Daniel Ruettiger postanawia zakasać rękawy i ciężką pracą zbliżyć się do celu. To ciepła, ale niepozbawiona obrazów frustracji i udręk opowieść. Bez wątpienia poruszy czułe struny u tych, którzy kiedykolwiek byli wybierani na lekcjach WF-u jako ostatni z klasy albo czuli się niewystarczający w jakiejkolwiek innej dziedzinie życia. I choć nie zawsze wygramy z tymi, którzy zwyciężyli na genetycznej loterii lub mieli uprzywilejowany start, warto próbować – bo to marzenia sprawiają, że życie „staje się bardziej znośne”.
Czytaj także: Wyjątkowe filmy o ludziach, którzy z dnia na dzień zaczęli wszystko od nowa. Te 5 produkcji poruszy twoje serce i zainspiruje do działania
Walter Mitty (Ben Stiller) na co dzień zajmuje się wywoływaniem zdjęć w magazynie „Life”. Choć nie brzmi to jak najbardziej fascynujące zajęcie na świecie, bogate życie wewnętrzne bohatera wynagradza mu powtarzalność biurowych obowiązków. W swojej głowie jest bowiem niepokonanym herosem, każdego dnia wybywającym na niebezpieczne przygody, z których – ma się rozumieć – zawsze wychodzi zwycięsko. Wkrótce jego fantazje staną się jednak rzeczywistością, gdy w poszukiwaniu zaginionej fotografii wyruszy w podróż na dalekie krańce świata. Film podzielił krytyków i publiczność, ale jeśli tylko dasz się wciągnąć w wir wydarzeń, z pewnością będziesz bawić się dobrze. A po seansie zostaniesz z poczuciem, że w każdym z nas drzemie nieodkryty potencjał.
Ona przyjechała do Hollywood, aby zostać następną gwiazdą wielkiego ekranu. On snuje nieśmiałe plany o klubie jazzowym. Ich drogi się przecinają, a w skoncentrowaną na pogoni za spełnieniem zawodowych ambicji codzienność wkrada się romans. Mimo musicalowej oprawy i nasyconej kolorystyki Damien Chazelle nie oblewa marzeń swoich bohaterów grubą warstwą lukru. W „La La Land” pokazuje raczej, jak ścierają się one z rządzącą się własnymi prawami rzeczywistością. Choć wszyscy życzylibyśmy Mii i Sebastianowi (Emma Stone i Ryan Gosling) klasycznego „żyli długo i szczęśliwie”, epilog przynosi inną, bardziej złożoną odpowiedź. W jednych aspektach wszystko potoczyło się po ich myśli, w innych musieli zapłacić cenę za swoje sukcesy.
Czytaj także: Czujesz się zagubiony w życiu? Te wciągające filmy dadzą ci nadzieję, siłę i ugruntowanie
Wspólnemu dziełu Grety Gerwig i Noaha Baumbacha na pierwszy rzut oka daleko jest do motywacyjnej historii. Tytułowa Frances to rozstrzepana 27-latka, która nie potrafi odnaleźć się w trwałych relacjach, mimo upływającego czasu i braku znaczących postępów wciąż fantazjuje o karierze tancerki, obce jest jej pojęcie finansowej stabilności, a do tego – sama tkwiąc w zawieszeniu – nie umie zaakceptować, że bliscy jej ludzie zdążyli już pójść dalej. Koniec końców musi dorosnąć, ale reżyserka i jednocześnie odtwórczyni głównej roli nie wpycha jej w sztywne ramy „dojrzałości”. Zamiast tego pozwala krok po kroku odkrywać siebie i nadal – choć w mikroskali – realizować własne wyobrażenia o dobrym, satysfakcjonującym życiu. Niekiedy nie wszystko idzie zgodnie z planem, ale i tak okazuje się dostatecznie dobre.
„Billy Elliot” (2000)
Billy wychowuje się w górniczej rodzinie w północnej Anglii, gdzie jego przyszłość wydaje się z góry określona. Kiedy ignoruje zachęty surowego ojca i zamiast boksu zaczyna interesować się baletem, spotyka się z niezrozumieniem. Mimo to nie rezygnuje. Z pomocą nauczycielki odkrywa w sobie pasję i talent, które mogą odmienić jego życie. W efekcie „Billy Elliot” staje się poruszającą historią o odwadze bycia sobą wbrew oczekiwaniom otoczenia. Droga do spełnienia marzeń bywa przecież kręta, zwłaszcza jeśli musimy stawić czoła nie tylko własnym ograniczeniom, ale także uprzedzeniom innych ludzi. Koniec końców warto jednak się z nimi zmierzyć.