Co kryją fast foody?

123RF.com

Czego się nie robi dla poprawy wyglądu, smaku czy trwałości… Dodatki do jedzenia, serwowanego nam w restauracjach, mogą przyprawić o dreszcze. I pozbawić apetytu.

reklama


Gwóźdź w jogurcie? Karaluch w twarożku? Do takich odkryć przyzwyczaili nas już producenci żywności. Zawsze jednak słyszeliśmy usprawiedliwienia, że to tak się wyjątkowo zdarzyło. Wypadek przy pracy po prostu! Tymczasem teraz serwis Mother Nature Network donosi, co kryją fast foody. I nie jest to dzieło przypadku, a efekt przemyślanego planu.

Na przykład do produkcji ciastek i bułek, w które wkłada się hamburgery, używa się między innymi… sproszkowanych ludzkich włosów. Tak doprawione ciasto jest podobno bardziej elastyczne. Z kolei żeby mięso było apetycznie czerwone, do hamburgerów dodaje się specyficznego barwnika, uzyskiwanego z… wysuszonych, a następnie zmielonych owadów. Innym sposobem na poprawę urody hamburgera jest krzemionka – używana do produkcji ceramiki albo zaprawy murarskiej. A co powiecie o sałatce z celulozą? Albo o frytkach z dimetylopolisiloksanem (pochodna produkcji paliw)?

W dodatku okazuje się, że specjalnie czepiać się nie mamy prawa. Wszystkie te ekstradodatki zgodne są z normami przewidzianymi przez Amerykańską Agencję do spraw Leków i Żywności. Podobno nie szkodzą. Może i nie. Ale jeśli nie jesteś entuzjastą tych „nieszkodzących” przysmaków, omijaj dużym łukiem restauracje typu fast food.