Uczuleni na gluten

fot.123rf

Proszę mi powiedzieć czy to ciasto na pewno jest bezglutenowe? Jak przechowujecie mąkę? Czy w trakcie wypieku nie było ryzyka zanieczyszczenia? Ktoś stojący w tej samej sklepowej kolejce, przysłuchując się nie kończącym się takim i podobnym pytaniom, może stracić cierpliwość. Bardzo prawdopodobne, że pomyśli też, iż osoba usiłująca pozyskać istotne dla niej informacje traci rozum dla kolejnej, bezsensownej diety. Taki stereotyp zakorzenia się powoli w naszym społeczeństwie i niestety ma się coraz lepiej.
Szkoda, że nie wszyscy wiedzą, iż chorzy zmagający się z celiakią czy chociażby nietolerancją glutenu zmuszeni są myśleć w innych kategoriach niż ci, którzy bez konsekwencji w postaci uszczerbku na zdrowiu, na swoim talerzu mogą położyć niemal wszystko.

reklama

Moda na diety

Dziś można spotkać się ze stwierdzeniem, że dieta bezglutenowa, tak jak dziesiątki innych mających w przeszłości swoje przysłowiowe pięć minut, stała się modna. Nietolerancje pokarmowe doczekały się wielu mitów. Nie od dziś wiadomo, że białe pieczywo nie przysparza zdrowia. Mimo, że gluten w nim zawarty nie pomaga nikomu, niektórym białko to sprawiło znacznie więcej problemów niż można by sobie wyobrazić. Mowa o tych, którzy na własnym organizmie doświadczyli przykrych symptomów celiakii, począwszy od ostrych bólów, uciążliwych biegunek, wyjątkowo przykrych i nie poddających się żadnemu leczeniu zmian skórnych, poprzez problemy z płodnością, depresją, na porażeniu nerwu twarzowego czy padaczce kończąc. Po wielu wizytach u kolejnych specjalistów mają wreszcie w ręku kawałek papieru z diagnozą. Jedyne skuteczne lekarstwo – dieta bezglutenowa na całe życie.

Jeden okruszek jeszcze nikomu nie zaszkodził

Jak odnaleźć się w świecie gdzie większość produktów jest dla nich niedostępna? Podczas wizyty w ulubionej dotąd kawiarni muszą nierzadko poprzestać na filiżance herbaty. Zakupy w sklepie spożywczym często kończą się niemal pustym koszykiem. A rodzinny obiad u babci? Bywa, że zamienia się w prawdziwą katastrofę, bo ukochana ciocia podsuwa kolejną pszenną babeczkę, a sama gospodyni nie widzi nic złego w zaserwowaniu „bezglutenowej” wersji posiłku, usmażonego de facto w tym samym tłuszczu co panierowane, hojnie obsypane bułką tartą kotlety dla całej rodziny. Czy zatem tzw. bezglutenowcy zmuszeni są do końca życia głodować, marząc o produktach, o których na samą myśl dostają ślinotoku? Czy muszą unikać wszelkich towarzyskich spotkań uchodząc za osoby antyspołeczne? A może ulegając namowom „troskliwych” bliskich, twierdzących, że okruszek ciasta jeszcze nikomu nie zaszkodził, spędzać je w toalecie?