David Garrett przed koncertami w Polsce. Wywiad z muzykiem

mat.pras.

– Szczerze – wierzę w pracę i wierzę w perfekcję. Na swoją niezależność musiałem ciężko zapracować. Wcale nie było łatwo – mówi sławny skrzypek David Garrett w rozmowie z Aleksandrą Nowakowską przed koncertami w Polsce. Opowiada też o nowej płycie, o tym czy jest pracoholikiem i gdzie czuje się jak w domu.

reklama

David Garrett, uznawany na najbardziej utalentowanego i wszechstronnego skrzypka świata, zagra ze swoim zespołem trzy koncerty w Polsce. Jest rozpoznawalną supergwiazdą, ale przede wszystkim muzykiem, który występuje z czołówką światowych dyrygentów. Z przekorą przekracza granice – wyszedł poza hermetyczny świat muzyki klasycznej, upowszechniają muzykę crossoverową. Ten niemiecko-amerykański artysta z wirtuozerią gra utwory tak Mozarta, jak i grupy Metallica, pop, rock, muzykę klubową na Stradivariusie z 1716 roku. Jego występy (a występuje bardzo dużo), są zawsze perfekcyjnie przygotowanym show, a on sam czaruje charyzmą i image’em gwiazdy rocka. Naukę gry na skrzypcach zaczął w wieku czterech lat, a jako jedenastolatek wystąpił z Filharmonią Hamburską. Pierwsza płytę z muzyką klasyczną nagrał już trzy lata później. Do dzisiaj sprzedał miliony albumów na całym świecie. W październiku David Garrett po raz drugi wystąpi przed polskimi fanami. Przed powrotem do Polski muzyk udzielił wywiadu Portalowi Zwierciadlo.pl

W grudniu zeszłego roku zagrałeś swój pierwszy koncert w Polsce, w Łodzi. Pamiętam, że pogoda była okropna. Ale koncert był energetyczny, a polscy fani przyjęli cię bardzo ciepło. Też odniosłeś takie wrażenie?

Och, absolutnie, to była cudowna niespodzianka – takie wspaniałe powitanie w Polsce. Właściwie dla mnie nie ma znaczenia, czy na zewnątrz świeci słońce, czy pada deszcz, bo w końcu tworzymy własną atmosferę na sali koncertowej.

Już w styczniu zapowiedziałeś kolejne trzy koncerty w Polsce. Szybko zdecydowałeś się wrócić. Koncerty w Krakowie, w Warszawie i w Sopocie promują twoją poprzednią płytę „Explosive”, tymczasem od połowy września na rynku jest już nowy album „Rock Revolution”.

Będziemy koncertować z „Explosive” do połowy 2018 roku. Koncert w Łodzi był w zasadzie trochę na próbę. Nie miałem pojęcia, że ludzie zareagują tak pozytywnie i będą tak podekscytowani moją muzyką. Dlatego zdecydowaliśmy się wrócić naprawdę szybko i dać im okazję posłuchać tego repertuaru.

Obydwa albumy zawierają różne rodzaje muzyki: klasyczną, pop, rock, heavy metal, klubową. W większości znane hity. Jaka jest różnica między nimi? Jaka jest twoja ostatnia muzyczna fascynacja, którą chcesz się z nami podzielić?

Większość utworów, które składają się na płytę „Explosive”, sam napisałem, a „Rock Revolution” oparta jest na słynnych i bardzo popularnych piosenkach rockowych, które dostosowałem do skrzypiec. Zwłaszcza w zeszłym roku miałem dużo zabawy, próbując różnych kawałków ze świata rock’n’rolla. Szczególnie miło spędziłem czas, po raz pierwszy grając na skrzypcach elektrycznych. To wszystko sprawia, że „Rock Revolution” jest dla mnie tak wyjątkowym albumem.

Ciekawe, że powiedziałeś, że muzyka to muzyka – jest jedna, obojętnie czy poważna, czy pop. To mnie przekonuje. Ale słuchając i oglądając, jak grasz, odczuwam różne emocje, które muzyka wyzwala w tobie i w słuchaczach. Kiedy grasz na przykład „Cry me a river”, jest w tym dużo łagodności, nawet romantyzmu, ale już dźwięki grupy Metallica to złość, silne pobudzenie, moc energii. Muzyka jest jednak tak różnorodna, jak emocje, które wywołuje. Pokazuje, że mamy w sobie przeciwległe bieguny. Zgodzisz się?

Nie zgodziłbym się z tym stwierdzeniem, ponieważ każdy rodzaj muzyki ma te różne bieguny. Jeśli mówimy o muzyce klasycznej, zauważ że druga część Koncertu G-moll Mozarta jest bardzo delikatna. Następnie porównaj ją do koncertu „La sacre du printemps” Strawińskiego – ekstremalnie energetycznego, nieomal posępnego i bardzo szorstkiego. W każdym obszarze muzycznym są te kontrasty, nie tylko w różnych gatunkach.

Mówimy o tym samym – że w muzyce i w ludziach są kontrasty tak dobrze widoczne w twojej grze na skrzypcach. Opowiadając o niej, często podkreślasz, że nie tylko talent się liczy, ale również dyscyplina i praca. Liczba twoich koncertów, wydanych płyt, wywiadów, aktywność w mediach społecznościowych pokazują, że ciężko pracujesz. Jesteś pracowity czy jesteś pracoholikiem?

Myślę, że dzieli to bardzo, bardzo cienka linia. Powiedziałbym, że jestem jednak pracowity, nie jestem pracoholikiem. Pracoholizm to uzależnienie, jak alkoholizm, a ja nie jestem uzależniony od pracy, ja lubię swoją pracę.

Wyobrażam sobie, że twoje życie jest zaplanowane. Mnóstwo ćwiczenia muzyki, kontroli, perfekcjonizmu. A co myślisz o czymś przeciwnym – poddaniu się sile wyższej, przeznaczeniu, nieprzewidywalności, odpuszczaniu?

Szczerze wierzę w pracę i wierzę w perfekcję. Myślę, że dopiero wtedy, gdy wiesz, że możesz coś zrobić, umysł również może się zrelaksować, bo masz pewność, że to umiesz. I wtedy dopiero coś innego się wydarza. Nie można po prostu puścić wszystkiego, jeśli nie opanowałeś technicznych umiejętności. Więc, żeby wyjść na scenę, trzeba ciężko pracować, aby być idealnym.

Grasz do 200 koncertów rocznie, żyjesz w drodze. Jaka jest tego cena?

Naprawdę o tym nie myślę, bo zawsze jestem czymś zajęty.

Gdzie czujesz się jak w domu?

Czuję się jak w domu w miłym miejscu. Może to być przyjemny hotel, piękna okolica, ładna sala koncertowa. Naprawdę nie ma konkretnego miasta, które mógłbym nazwać swoim domem.

Powiedziałeś kiedyś, że związek wcale nie jest receptą na szczęśliwe życie. Nadal tak uważasz? Jest w ogóle na to jakieś panaceum?

Myślę, że przede wszystkim trzeba być szczęśliwym ze sobą. Staraj się lubić i kochać siebie, a wszystko inne pojawi się potem. Nadal nie sądzę, że związek sprawia, że wszystko nagle staje się dobre. To coś, co może być dodatkiem do życia.

Czy poczucie humoru jest dla ciebie ważne?

Absolutnie! Jeśli nie możesz się śmiać, zwłaszcza z własnych błędów, życie wydaje się gorzkie.

Kiedy patrzę, gdy w podartych dżinsach grasz Czajkowskiego z orkiestrą, myślę że masz w sobie dużo wolności i przekory. Prawdopodobnie będziesz chciał odpowiedzieć, że tak ci jest wygodne i że nie lubisz się przebierać, ale powiedz, ile znaczy dla ciebie niezależność.

Przede wszystkim musiałem ciężko pracować na tą niezależność, ponieważ przez pierwsze osiem lub dziewięć lat moich tras koncertowych muzyki klasycznej, każdy krytyk komentował moje ubrania. Nie było więc tak łatwo. Przez bardzo długi czas musiałem ustalać, że jest tak, jak ja chcę. To była długa walka. Dzisiaj naprawdę cieszy mnie wolność i to, że krytycy już tego nie wspominają, ponieważ najwyraźniej już słyszeli i przyzwyczaili się, że tak robię – co jest świetne!

Niedawno przeczytałam wywiad z psychologiem, który pracuje ze sławnymi ludźmi. Powiedział, że są oni nieustannie wystawieni na publiczny osąd, co powoduje że razem ze sławą dostają rodzaj stresu, który rani i osłabia. Są więc bardziej podatni na uzależnienia, agresję czy depresję. Oczywiście, nie każdego to dotyczy. Pytam cię o to, bo w jakimś wywiadzie mówiłeś o swoich lękach. Jakie są cienie sławy?

Każdy ma lęki, nie ma znaczenia, czy jest sławny czy nie. Emocje są normalne dla człowieka, niezależnie od tego, jaką ma pozycję i co robi. Więc naprawdę nie widzę żadnego związku między tymi dwoma elementami. Ale może mam po prostu szczęście. Może jest coś takiego, ale na szczęście nie dla mnie.

mat.pras.

Planujesz trasę „Rock Revolution”?

O tak, na pewno zrealizujemy trasę „Rock Revolution”! To, co lubię robić, to dodawać dużo nowego repertuaru do materiału z albumu. Więc będzie tak, jak zwykle się przygotowujemy – trasa musi być naprawdę, naprawdę dobra, zanim ruszymy. Prawdopodobnie zaczniemy w 2019 roku.


Dawid Garrett zagra: 25.10 w Krakowie (Tauron Arena), 26.10 w Warszawie (Torwar), 27.10 w Sopocie (Ergo Arena), więcej na www.david-garrett.com