(Bez)Wstyd. Najbardziej pożądający film roku

123rf.com

Pod okiem ambitnego brutalisty Steve’a MacQueena spotykają się świecące coraz mocniej gwiazdy: Michael Fassbender i Carey Mulligan. W dekoracjach wielkoformatowego Nowego Jorku mają odegrać dramat erotyczny rodem z antyku – niespełniony romans pomiędzy bratem a siostrą.
Brandon to trzydziestokilkuletni samotny mężczyzna, wiodący pełne sukcesów finansowych i zawodowych życie. Seksoholik. Już w pierwszej scenie pokazuje pełną napięcia twarz. Może obudził się z sennego koszmaru, ale jeśli tak, to sen ten ani odrobinę go nie zaskoczył.

reklama

Brandon wiedzie rutynowe życie, przepełnione za dnia pracą, która zdaje się nie wzbudzać w nim żadnych emocji. Jedyna ucieczka od nudy to szybka masturbacja w toalecie biurowca. Po pracy – w chirurgicznie czystym, pozbawionym osobistych przedmiotów mieszkaniu – włącza laptop, ogląda pornografię, korzysta z usług prostytutek online i w realu. Czasem wychodzi do ukrytych w podziemiach miasta klubów, gdzie spotyka wielu podobnych mu ludzi. Jedyne jego hobby poza seksem to jogging. Tak samo rytmiczny, szybki, bolesny, zagłuszony muzyką; tak samo samotny.

Porządek życia zakłóca Brandonowi nieproszony gość – siostra Sissy, która znów potrzebuje pomocy. Tę postać powierzono znanej widzom z głównych ról w filmach „Była sobie dziewczyna” i „Drive” Carrey Mulligan. Aktorka zaledwie dwudziestosiedmioletnia, a nominowana już do Oscara i Złotego Globu. Olśniewa naturalnością zarówno w złoconej wieczorowej sukni, jak i w wyciągniętym T-shircie. Jest w Mulligan jakaś niespożyta energia, która nie pozwala od niej oderwać wzroku niezależnie od roli.

Sissy to jedna z niewielu otaczających Brandona kobiet, które wzbudzają w nim emocje – głównie niezrozumiałe wybuchy gniewu, przeplatane nielicznymi momentami wstrzemięźliwej, ale zdawałoby się, „zdrowej” czułości. Sissy jest przeciwieństwem Brandona, jest spontaniczna, otwarta, głośna, impulsywna, emocjonalna. Gdy podczas koncertu w wysmakowanej restauracji śpiewa hipnotyzująco piosenkę „New York, New York”, Brandon jakby odnajduje prawdę o ich relacji. Kryje ją jednak z równym zażenowaniem co spływającą po policzku łzę. Od tego momentu jego gniew będzie już tylko eskalował, a frustracja seksualna narastała. W efekcie dojdzie do (jak się okazuje, nie pierwszej) tragedii.

MacQueen twierdzi, że początkowo planował nakręcić „Wstyd” w rodzimej Wielkiej Brytanii, ale temat filmu okazał się dla Europy zbyt kontrowersyjny. I dobrze. Trudno byłoby chyba znaleźć lepszą scenerię niż Nowy Jork. To cierpiące na bezsenność, duszne, ciasne, przepocone miasto jest trzecim obok Brandona i Sissy głównym bohaterem bohaterem filmu. Tak jak Brandon, Nowy Jork ma dwie twarze, z których ciekawszą, tę wstydliwą, pokazuje dopiero nocą. Ta naprzemienność dnia i nocy nie ma końca.

Film nie spodoba się ani tym, którzy oczekują od kina moralnych pouczeń, ani tym, którzy tęsknią za fabułą zakończoną jakimś rozwiązaniem.

„Wstydu” nie sposób opisać słowami. MacQueen zbudował bezwstydny, huczący od emocji obraz, który ponoć zachwycił, ale też zbulwersował publiczność zeszłorocznych międzynarodowych festiwali. A to dopiero jego drugi film! Przy debiutanckim „Głodzie” również współpracował z operatorem, Seanem Bobittem, a w głównej także obsadził Michaela Fassbendera. Rok 2013 ma przynieść kolejny owoc tej współpracy – film o amerykańskich niewolnikach.

Zwiastun:
http://www.youtube.com/watch?v=CM1NxHIZb4g

„Wstyd” okazał się być za mocny i za odważny dla Amerykańskiej Akademii Filmowej, która przyznaje Oscary. Brak jakiejkolwiek nominacji dla Steve’a McQueena był jedną z największych niespodzianek podczas ogłaszania tegorocznych nominacji do słynnej nagrody. Zaskoczenie było tak duże, że zaczęły pojawiać się teksty, w którym kwestionowano znaczenie Oscara, jako nagrody przyznawanej artystycznemu kinu. Przypominano największe oscarowe pomyłki w historii (jak np. zwycięstwo w kategorii najlepszy film „Zakochanego Szekspira” a nie „Szeregowca Ryana”, czy „Braveheart” zamiast „Zostawić Las Vegas”), a przede wszystkim pytano dlaczego „Wstyd”, a szczególnie Fassbender, został w nominacjach pominięty?