Kathryn Bigelow: filozofka przemocy

Flickr.com

Adrenalina i krew – oto żywioły Kathryn Bigelow. Amerykańska reżyserka od ponad trzech dekad konsekwentnie rzeźbi w najbardziej „męskich” gatunkach filmowych, nadając im autorski sznyt.
Urodzona w 1951 roku, najpierw próbowała sił w malarstwie, aby z czasem zacząć studiować teorię filmu i krytykę na Columbia University, gdzie jedną z jej wykładowczyń była wpływowa eseistka Susan Sontag. Karierę reżyserską rozpoczęła 20-minutowym „The Set-Up” (1978), jej pełnometrażowy debiut stanowiło natomiast „ The Loveless” (1982) z pierwszą rolą Willema Dafoe. W latach 1989-1991 była żoną Jamesa Camerona, twórcy super-blockbusterów pokroju „Terminatora 2” (1991) i „Titanica” (1997), co miało na jej zawodowy rozwój zarówno dobry i zły wpływ. Dobry, bo ex-małżonek produkował później jej filmy; zły, bo nieustannie ją z nim porównywano. Trudno być gwiazdą, kiedy pozostaje się w cieniu kogoś, kto sam siebie okrzyknął „królem świata”.

Pobieżnie przeglądając filmografię Bigelow, można odnieść mylne wrażenie, że to tylko sprawna rzemieślniczka, dostarczająca rozrywki spragnionym mocnych wrażeń widzom. Znajdują się tam thrillery, horrory i akcjonery; ich bohaterowie to policjanci i złodzieje, wampiry i ubrani w skóry renegaci. Zaczynając jednak od jej najwcześniejszej twórczości i uważnie idąc dalej, odkryje się w tym wszystkim konsekwencję.

W „The Set-Up” Bigelow opatrzyła brutalną bójkę komentarzem pary intelektualistów, debatujących nad uwodzicielskim pięknem przemocy. Kolejne podpisane jej nazwiskiem tytuły zdają się być skonstruowane w podobny sposób. Na pierwszym planie dostajemy jazdę bez trzymanki, której szaleńczy rytm wyznaczają wybuchy i wystrzały, natomiast na drugim – opowieść o uzależnieniu od ekstremalnych doznań. W „Błękitnej stali” (1989) broń palna – będącą źródłem władzy i sprawczynią bólu – została skojarzona z seksem, a bohaterowie ( Patrick Swayze i Keanu Reeves) „Na fali” (1991) traktują życie jak niekończący się rollercoaster.

Bigelow potrafi zachować ciastko i je zjeść: pokazuje bezcelowość walki, tworząc przy tym wspaniałe widowiska. W „Blisko ciemności” dokonała mariażu western z horrorem, a ową hybrydę – chociaż opartą na dość kiepskim scenariuszu – wyreżyserowała w sposób cudownie chłodny i nastrojowy. W „Dziwnych dniach” (1995) jako jednej z nielicznych udało się jej uchwycić istotę literackiego cyberpunku: umiejscowioną w bliskiej przyszłości mieszankę mroku czarnych kryminałów i kiczowatego blichtru new romantic. W pewnym sensie sumę jej umiejętności stanowi „The Hurt Locker. W pułapce wojny” (2008). Historię sapera (Jeremy Renner), stacjonującego w okupywanym przez USA Iraku, oderwała od politycznych kontekstów. Poza pytaniami o ropę naftową, broń chemiczną i terroryzm pokazała, jak służba wojskowa zmienia człowieka w maszynę, dla której jedynym paliwem jest adrenalina.

„The Hurt Locker”, wyreżyserowany z morderczą precyzją następca „Full Metal Jacket” (1987) Stanleya Kubricka przyniósł Bigelow długo oczekiwany triumf. Doszło do niego podczas 82. oscarowej gali, gdzie razem z „The Hurt Locker” zawalczyła z Jamesem Cameronem i jego „Avatarem” (2009) o tytuł „najlepszego reżysera”. Werdykt okazał się zaskakująco sprawiedliwy: Bigelow zdetronizowała swojego byłego męża, zostając pierwszą kobietą, która zdobyła tytuł przyznawany dotąd mężczyznom.