Warszawski Festiwal Filmowy: „Otwarte serce” z Juliette Binoche

"Otwarte serce"
WFF

Juliette Binoche jest tego typu aktorką, że zdarza jej się zagrać w każdej jakości filmie: od bardzo kiepskich komedii romantycznych po bardzo dobre filmy obyczajowe. „Otwarte serce” należy do tej drugiej kategorii.
Ten rok śmiało można nazwać filmowym rokiem Juliette Binoche. Zagrała w polskim „Sponsoringu” Małgorzaty Szumowskiej, w schematycznej komedii romantycznej „Zakochana bez pamięci”,w urokliwych i mądrych „Zapiskach z Toskanii” oraz epizodyczną rolę w wielkim „Cosmopolis” Davida Cronenberga. Wydawałoby się, że tej pani w tym roku czas podziękować, a tu zaskoczenie.

Na „Otwarte serce” (w oryginale „A Monkey on My Shoulder”) poszłam ze względu na opis fabuły. Temat rozpadu związku, rozpadu relacji jest zawsze ciekawy i zazwyczaj udaje się go inaczej pokazać, bo relacje międzyludzkie mają tyle odcieni, że nawet powtórzenie podobnej historii przez dwóch różnych reżyserów daje często dwa zaskakująco różne ale równie ciekawe filmy.

WFF

Nie inaczej jest i w „Otwartym sercu”. Mamy tu parę utalentowanych chirurgów, którzy ramię w ramię pracują przy stole operacyjnym, tnąc, zszywając i łącząc (uwaga nadwrażliwi: co chwila pokazywane jest tu „wnętrze” człowieka, co robi omdlewające wrażenie) aorty, serca i inne narządy wewnętrzne. Chirurdzy są razem w pracy i razem w życiu i widać, że się szaleńczo kochają. Sytuacja zaczyna się zmieniać, kiedy pojawia się tytułowa „monkey”. Oryginalny tytuł filmu nawiązuje do amerykańskiego idiomu, który oznacza, że w naszym życiu pojawił się problem, z którym nie możemy się uporać. I w tym przypadku idiom ten idealnie streszcza fabułę filmu. „Monkey” to też ksywka głównej bohaterki, granej przez Juliette Binoche. Świat zaczyna się jej walić na głowę, gdy jej ukochany partner traci pracę z powodu (skrzętnie przez nią ukrywanego) alkoholizmu, a ona dowiaduje się, że jest w ciąży.

Mila/Juliette na naszych oczach przechodzi kolejne kręgi piekła: zaczyna dostrzegać, że mimo jej poświęcenia i ogromnej miłości, ukochanego przerasta sytuacja, a ona pozostawiona jest sama sobie wraz z rosnącym w jej brzuchu dzieckiem. Koniec jest symboliczny i zaskakujący jednocześnie, ale dosadnie przypomina: operacji na otwartym sercu nie da się przeprowadzać w nieskończoność, bo ono w końcu nie wytrzyma. Polecam ten film zwłaszcza tym, którzy tkwili lub tkwią w toksycznych związkach.

Więcej o filmach z Warszawskiego Festiwalu Filmowego przeczytasz TUTAJ