„Kordian” w Teatrze Narodowym brzmi współcześnie

Teatr Narodowy

Do wystawienia „Kordiana” Jan Englert przygotowywał się od 10 lat. Z tą myślą zatrudnił nawet w Teatrze Narodowym Marcina Hycnara, który dokładnie tyle lat czekał, aż zagra romantycznego bohatera.

W tej inscenizacji Kordianów jest zresztą aż trzech. Mówią tekstem Słowackiego i nie tylko, bo spektakl to swoisty kolaż dialogów, znaczeń, zmieniających się symboli. Wykorzystano w nim fragmenty „Fausta” Goethego (tłum. Adam Pomorski), angielski przekład „Kordiana” (tłum. Gerard T. Kapolka), fragmenty scenariusza spektaklu „Hamlet Stanisława Wyspiańskiego” Grzegorzewskiego, fragmenty wiersza „Testament mój” i dramatu „Samuel Zborowski” Słowackiego oraz „Wyzwolenia” Wyspiańskiego. Wszystkie teksty w opracowaniu Jana Englerta, który z dramatem Słowackiego jako reżyser mierzy się już po raz trzeci.

reklama

Kordian na naszych oczach starzeje się na scenie, zmienia swoje nastawienie do spraw honoru i ojczyzny. Obecnie dramat Słowackiego, jak słusznie zauważył w wywiadzie dla Gazety Wyborczej Jerzy Radziwiłowicz, który gra starego Kordiana, nie mówi o odwiecznym problemie rosyjskiego zagrożenia. Ta wersja romantycznej zagłady jest już daleka, dziś męczą nas inne zmory, podziały i narodowe histerie.

„Dramat polskich wyborów. Ginąć, umierać w imię szlachetnej idei czy żyć i psom szyć buty?”, pyta reżyser w programie spektaklu (obok jest zdjęcie Marcina Hycnara, który na barkach usiłuje unieść całą kulę ziemską) i o rozważaniach na ten temat postanowił zrobić spektakl. To ambitne przedsięwzięcie usprawiedliwia także okazja 250-lecia sceny narodowej. Gdzie indziej bowiem może zabrzmieć taki głos i kto inny niż jeden z wieszczów może taki jubileusz upamiętnić?

Bilety na „Kordiana” wyprzedały się „na pniu” a na widowni zasiadły całe rodziny a właściwie: klany teatralne. Wśród nich wielu aktorów, reżyserów z innych scen. Wszyscy bardzo ciekawi, jak dziś Słowacki odpowie na nasze lęki. Odpowiedział oczywiście doskonale. Monolog na Mont Blanc jest widowiskowy, sceny zbiorowe piękne, a rozmowa Kordiana z Szatanem i Archaniołem kameralna. Cała ogromna machina teatralna podporzadkowana została wizji romantycznego zrywu, histerii i braku porozumienia równocześnie. Aktorzy dobrze się w tym świecie czują. Znakomity jest Mariusz Bonaszewski jako Szatan, posągowa Danuta Stenka jako Archanioł i Grzegorz Małecki jako Książe Konstanty jak zawsze bardzo wyrazisty. Kordian Marcina Hycnara, który imponuje niezwykłą pracą z ciałem, sprawnością i tempem gry, jest słaby i rozedegrany. Gdy bohater przybiera postać Jerzego Radziwiłowicza, który jak nikt inny potrafi grać tak oszczędnie, staje się mądry, lecz zgorzkniały. Kiedy mówi słowami Słowackiego, tekst trafia prosto w serca.

Nie sposób wymienić wszystkich aktorów, bo zespół jest ogromny i wszyscy grają naprawdę dobrze. Są zgraną teatralną drużyną. Czuje się także ogrom pracy, jaką wszyscy twórcy włożyli w przygotownie inscenizacji. A zarazem radość z efektu. Na tej scenie „Kordian” musiał być właśnie taki: monumentalny, ale chwilami przaśny, tęskny i histeryczny. Czekam teraz ma Mickiewczowskie „Dziady”.

„Kordian”, Juliusz Słowacki, opracowanie tekstu i reżyseria: Jan Englert, premiera 19 listopada 2015, Teatr Narodowy, sala Bogusławskiego