Filip Springer: Patrzenie w Świebodzinie

Anegdot i dowcipów jest bez liku. Te najbardziej znane: że pobliskie Tesco jest najstarsze na świecie, bo powstało na kilka lat przed Chrystusem.
Że do niedawna stał obok Niego dźwig, bo zapomnieli mu wybudować sandałów.

Że odsłonięcie sandałów w przyszłym roku.

Że jak już mają Jezusa większego od tego w Rio, to teraz czas na karnawał lepszy niż w Rio.

Że proboszcz Sylwester to dostanie zawału, jak się dowie.

W Świebodzinie zatrzymuje się nawet Eurocity z Warszawy do Berlina, więc można sobie zrobić taki postój między stolicami. Z Poznania jest blisko, ze Szczecina blisko. No można się zgodzić z tym, że wszystkie drogi prowadzą do Świebo (autentyk z muru).

Najlepiej iść pieszo. Wyjdzie tego ze trzy kilometry. Czyli dłuższy spacer.

Jak się jest leniwym, to można wziąć taksówkę. Wyjdzie jakieś piętnaście złotych w jedną stronę. W taksówce wysypią się anegdoty, więc może nawet warto wydać. Wystarczy powiedzieć: do Jezusa i się jedzie, się słucha, się pomrukuje aprobująco. Wszystko to jest bardzo zabawne.

Taksiarz jakoś nie buduje w człowieku napięcia, a chyba powinien. On jest coraz bliżej.

W końcu zatrzymuje się przy polnej drodze prowadzącej do Jego stóp i pyta: Pod samo obuwie czy sobie pan podejdzie?

Idę. Pierwszy śnieg tej jesieni, więc trochę ślisko i trochę groteskowo. Białe sypie się do butów, szalik krępuje ruchy. Jakoś się głowy nie podnosi, bo się patrzy pod nogi. Jest środek tygodnia, więc teoretycznie powinno być pusto, ale pusto nie jest. Kilka aut stoi przy szosie, czarne punkciki wspinają się do Jego stóp. U góry nie ma nic i można się trochę pokręcić, i pożartować sobie w duchu, jaki ten naród ciemny, że musi być wielkie, żeby uwierzył. Można też zacząć żałować, że się taksiarzowi nie powiedziało, żeby jednak chwilę poczekał i za drugie piętnaście złotych odwiózł na dworzec.

Ale że pojechał, to się wraca pieszo i tę wyższość z pobłażaniem powoli przeżuwa. Schodzi człowiek i znów patrzy pod nogi, a nie za siebie. A to błąd. Potem jest osiedle domków jednorodzinnych i wyboista droga, między nimi więc znów pod te nogi. W końcu kawałek asfaltu, więc można się zatrzymać i obejrzeć za siebie. I uśmiech zamiera człowiekowi na gębie. Bo On tam jest i się patrzy. I można biegać po tym Świebodzinie i szukać miejsca, z którego Go nie widać i naprawdę trudno je znaleźć. Można też porwać samochód i jak na filmie uciekać z miasta, łamiąc wszystkie przepisy, a On tam – we wstecznym lusterku – ciągle będzie. I w głowie będzie nawet jak na chwilę zniknie z wizji. I jak się ktoś jeszcze zastanawia, dlaczego Go postawiono, to niech porwie ten samochód albo niech jedzie na to osiedle i sam tego doświadczy. I się dowie, że On tam stanął (i stanął akurat taki) właśnie dlatego.