Polak tańczy i śpiewa

Nie sądziłem, że ta chwila nastąpi. Nie na tym przecież polega pisanie felietonów. Tu trzeba znaleźć sobie akuratny cel i wystrzelić w niego wszystkie możliwe, kąśliwe i złośliwe strzały. Jak się nie ma specjalnie pomysłu, kogo uszczypnąć, najlepiej skupić się na budowie autostrad, stanie służby zdrowia, politykach ogółem i w szczególności, a najlepiej uderzyć w show-biznes, który jest tak głupi i pusty, że zawsze coś się trafnego znajdzie, i jeszcze będzie się mieć rację. A w samym centrum tej tarczy znajduje się telewizja, bo najlepiej strzelać w coś, co wszyscy znają. A więc nie będzie to standardowy felieton. Ale po kolei…
Z pewnością każdy z Państwa znalazł się nieraz w sytuacji, w której grono zebranych rodaków musi zaśpiewać piosenkę. Najczęściej jest to taka sytuacja, w której śpiewa się jedyną bodaj kompozycję, którą znają wszyscy Polacy, czyli „Sto lat”. Może także niektórzy z Was znaleźli się na popisach swoich pociech w szkole czy przedszkolu typu: jasełka, Barbórka, Dzień Młodego Sprzątacza Ziemi lub tym podobne. Być może te dzieci też śpiewały. A może zdarzyło Wam się wstąpić do kościoła w momencie, kiedy chór wiernych wydobywał z siebie pieśń, która gdyby nie tytuł jawiący się na ekranie z rzutnika: „Mój Pan żyje”, ze względu na poziom i entuzjazm wykonania, mogłaby z powodzeniem sprawdzić się na niejednym pogrzebie.

reklama

Z innej beczki. Przypominają sobie Państwo poloneza na swojej studniówce? Był piękny? Albo szkolne dyskoteki? A może wyjazd służbowy z firmą, który wieńczyła nocna potańcówka, przyniósł niezapomniane wspomnienia wdzięku, gracji i lekkości, z jaką poruszali się tancerze? Zakładając możliwość błędu statystycznego, odpowiedź prawdopodobnie brzmi „nie”. I gdyby znalazł się jakiś cham, który by odważył się wypowiedzieć twierdzenie, że Polacy są narodem głuchym i nieruchawym, to nawet Młodzież Wszechpolska miałaby kłopot w znalezieniu innego kontrargumentu niż łomot. Wymownym faktem w tym temacie niech będzie to, że na świadectwie maturalnym w moim renomowanym, krakowskim liceum jedynym przedmiotem z pustą rubryczką (gdyż nawet nauczyciela do takowego nie zatrudniano) była muzyka.

Aż tu nagle… Aż tu nagle telewizja, ta sama, która próbuje wciąż wpisać się w gusta swojego targetu, pewnego pięknego dnia postanawia zainwestować niemałe pieniądze w program do targetu ni chu-chu niepodobny! A target zachwycony, więc po pierwszym programie drugi, potem trzeci, czwarty i dziesiąty! Weekend, godzina 20.00, a my oglądamy na wszystkich stacjach rewelacyjnie tańczących i śpiewających Polaków! Piąty czy szósty rok z rzędu! I końca nie widać!

TzG, YcD, JakOŚpiew, MamT, MuBtMu, tVofPoland, BitwaNaG, XFac etc., itp., itd. I można się czepiać, że komercja, że umiaru nie ma, że celebryci mizdrzą się ponad miarę, ale fakt pozostaje faktem: nasz przygłuchy i nieruchawy naród patrzy z rozdziawioną gębą, że jednak się da! Można czysto śpiewać! Odkrycie na miarę Kopernika! Można poruszać się pięknie, z gracją, rozróżniając prawą nogę od lewej ręki! No to może się tak nauczymy, póki my żyjemy…?!

Myślę więc sobie, że stało się dobrze. Że skoro ma nas zalewać komercja (bo inaczej, niestety, chyba się nie da), to dobrze, że taka, w której ktoś przyjdzie i pokaże, że coś umie, no, bo przecież nie tak znowu dawno mieliśmy (w tym samym czasie antenowym) czas Big Brotherów, gdzie wystarczyła goła dupa…

I jedyne, do czego przyczepię się jako uszczypliwy mimo wszystko felietonista, to trochę żal tych wspaniałych ludzi, którym daje się pięć minut chwały po to, by strącić ich we wszechgalaktyczny niebyt. Show must go on. Ale z nowymi, nieodkrytymi, nieoszlifowanymi diamentami, którymi zachwycą się prawdziwe gwiazdy naszego programu, czyli nasi nieocenieni jurorzy!!!

I taki to właśnie nietypowy felieton, chwalący show-biznes. Podobał się Państwu? Najpierw zapytajmy fachowców: Iwona Pavlovič!