Amory po czterdziestce

Ilustr. Anna Nogalska

Niedojrzała miłość mówi: „kocham cię, ponieważ cię potrzebuję”. A dojrzała „potrzebuję cię, bo cię kocham”. I mimo że to właśnie ta druga ma szansę głęboko uszczęśliwić, jest rzadsza. By mogła się narodzić, wymaga bagażu życiowych doświadczeń, odwagi i siwego włosa. Przynajmniej jednego.

Ilustr. Anna Nogalska
Ilustr. Anna Nogalska

reklama

Można spotkać ich w miejskim parku. Zawsze zagadani na ławce. Trzymają się za ręce, uśmiechnięci, z błyskiem w oku. Beata ma 48 lat, dorosłe dzieci. Mąż? W 2000 roku wyszedł po papierosy i nie wrócił, więc ona nie musi już nikomu gotować. Rozwinęła skrzydła, intelektualnie, towarzysko. On – przeciętnej urody, elegancko ubrany. W małżeństwie wytrzymał trzy lata. Sparzył się. W związki wchodził na krótsze dystanse. Nieufnie. Wyjechał na placówkę, zarobił, postawił dom. Po pięćdziesiątce się zakochał. Nie w długonogiej studentce, ale w Beacie. Tych dwoje wie dobrze, jak smakuje dojrzała miłość. I szczęście. Ale nie wie tego 46-letnia Justyna. Ładna, zgrabna. Do parku przychodzi z wnukami. Odkąd sześć lat temu została babcią, świata poza nimi nie widzi. A nawet gdyby chciała zobaczyć, to „czy wdowie wypada?”. Wchodziła kiedyś na portale randkowe 40+ i oglądała kandydatów. Gdy w domu przy bitkach bąknęła, że może ułoży sobie życie, córce wypadł widelec z dłoni. Była zniesmaczona. Justyna dała spokój.

Nie brakuje współcześnie dojrzałych kobiet podobnych do Beaty – śmiało wchodzących w związki. Inne żyją jak Justyna. Nieliczne. Choć ćwierć wieku temu była ich większość. Obyczajowa zmiana?…

Więcej w Zwierciadle 03/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »