Lustro naszych czasów: Gimbaza

Ilustr. Jan Kallwejt

Zawieszeni między prowokacyjnymi zdjęciami w sieci a bajkami. Między piciem wódki w złotych tarasach a uderzaniem patykami w wodę. Stopieni w grupie – i wpisani w szkołę, która stawia na rywalizację. To świat plemienia gimnazjalistów.

Ilustr. Jan Kallwejt
Ilustr. Jan Kallwejt

reklama

Laura i Stasiek spędzają w Chałupach wakacje. Szwendają się po kempingu, pływają na kajcie, ona rysuje, on jeździ na rowerze BMX za 3500 złotych. Kumple z Makowca (pod Radomiem) w wakacje włóczą się po wsi. Trochę łobuzują: kradną owoce sąsiadom, zdemolowali drzwi od stodoły. Łowią ryby. Chłopaki z Łomianek (pod Warszawą) całymi dniami grają w tysiąca (w piłkę). Czasem jeżdżą rowerami nad Wisłę i przesiadują tam godzinami. Dziewczyny z Piotrkowa Trybunalskiego (Milena, Roksana, Martyna i Olka) dni spędzają w KFC lub McDonaldzie, z jedną colą kupioną na cztery. Wieczorem idą na deptak.

I inne ekipy. Z miasteczek i większych miast, ze wsi i ze stolicy, z bogatszych i biedniejszych dzielnic i regionów. Co ich łączy? Stan zawieszenia. Między światem dorosłych a światem dzieci. Między nudą, niespiesznym „dzianiem się” a potrzebą epickich przygód. Między byciem „tu i teraz” a budowaniem legendy własnych miejscówek. Między wtopieniem się w grupę a marzeniem o wybiciu się. Między byciem non stop online a używaniem Internetu analogowo, na potrzeby szkoły.

Więcej w Zwierciadle 02/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »