Jak przygotować dziecko do samodzielnego życia?

fot. iStock

Podobno to rodzice, nie dzieci, coraz częściej mają problem z odcięciem pępowiny. Jak przygotować się na wyfrunięcie młodych z gniazda? Na przykład skupiając się na przygotowaniu stosownego „posagu”. – Ale tak, by był dla nich podporą, a nie balastem – mówi psychoterapeutka Joanna Wróblewska.

Kiedy kończy się dzieciństwo?

W naszej kulturze przyjęło się myśleć, że wejście w dorosłość to albo moment, kiedy dziecko zdaje maturę i wychodzi z domu, albo gdy kończy studia i „rusza w świat”, ma pierwszą pracę, zarabia pierwsze pieniądze.

Dla dziecka jest to kluczowy moment dojrzewania – jeśli nie opuści domu, nie ma szans zmierzyć się z dorosłością i samodzielnym życiem. Dla rodziców bywa jednak trudny, ponieważ wiąże się z olbrzymią zmianą w całym systemie rodzinnym. Pozwolenie dziecku na odejście to wysoki próg do przejścia, zwłaszcza że dzisiejsi rodzice mają tendencję do chronienia dzieci przed całym światem, przed wszystkim złymi rzeczami, które mogą im się przytrafić. Bardzo ingerują w kontakty rówieśnicze, ale także w to, jak dziecko funkcjonuje w szkole. Chcą zadbać o to wszystko, z czym kiedyś młodzież radziła sobie świetnie sama.

Takie zachowania rodziców wynikają z chęci chronienia dzieci czy chodzi także o wyposażenie ich w jakiś kapitał?

Kapitał, w jaki wyposaża się dziecko, zależy od wartości wyznawanych w rodzinie i od tego, co rodzina postrzega jako ważne i przydatne. W niektórych domach najistotniejszy jest aspekt materialny, ważne jest, aby dziecko miało mieszkanie, samochód czy zabezpieczenie finansowe na start. W innych rodzinach z kolei nacisk położony jest na to, aby dobrze przygotować dziecko do wykonywania pracy, która będzie użyteczna dla innych. Jeszcze gdzie indziej najważniejsze będzie wykształcenie, stąd moim zdaniem zabieganie rodziców o wysokie oceny w szkole, dostęp do prestiżowego liceum postrzegany jest jako zapewnienie dobrego startu w dorosłość.

Czy taki kapitał może stać się balastem?

Czasem rodziny wyposażają dzieci w jakiś zawód, bo od pokoleń wszyscy w rodzinie są na przykład lekarzami czy adwokatami. I pojawia się presja, żeby syn czy córka także podążali tą drogą. Wtedy może to być balastem, bo nie każdy młody człowiek musi chcieć kontynuować rodzinną tradycję. Gdy dziecko nie wpisuje się w kanon, może to być trudne dla obu stron.

Ale kapitał będzie wartością, jeśli będą to zasoby, nie tylko materialne, z którymi dziecko będzie mogło zrobić to, co zechce?

Każdy „posag” jest cenny. Nawet ciężkie doświadczenia, z którymi w dorosłym życiu możemy się zmierzyć, będą nas rozwijać. Zatem trudne relacje, oczekiwania rodziców pozwalają nam dookreślać się jako dorosłym ludziom. „Posag” może być dwojaki. Można go postrzegać materialnie – jako mieszkanie, samochód, pieniądze, ale zawsze jest też ta część niematerialna, czyli to, jak nauczyliśmy się postępować w trudnych sytuacjach i wchodzić w relacje. To wszystko ma wpływ na to, jak poradzimy sobie w życiu.

W amerykańskich filmach widzimy, że rodzice w miarę możliwości dają dzieciom wykształcenie, ale potem młodzi opuszczają rodzinny dom. W Polsce odcinanie pępowiny trwa dużo dłużej.

Są właściwie dwa sposoby radzenia sobie z odchodzeniem dziecka. Jeden jest bardziej naturalny: gdy dziecko wyjeżdża do szkoły czy na studia. Drugi polega na przeciąganiu momentu wychodzenia z domu. Trwa to wtedy w nieskończoność – nawet gdy dziecko założy własną rodzinę i ma własne dzieci, rodzice są wciąż na podorędziu i często ingerują w jego życie, mówią: „Tego nie rób! Źle się zachowujesz!”. Im samym trudno jest przeciąć pępowinę.

To nadopiekuńczość czy przekonanie, że dzieci mają obowiązek „spłacić dług” wobec rodziców?

Wielu rodzicom wydaje się, że wychowują dzieci dla siebie, a tak naprawdę my wszyscy wychowujemy dzieci dla świata. To, jakich wyborów będą dokonywać, i jak będą zachowywać się jako dorośli, to ich suwerenna decyzja. Jeżeli stworzymy z nimi dobre relacje we wczesnej młodości i okresie dorastania, to same z siebie będą dzwonić do rodziców, by spędzić z nimi czas, dowiedzieć się, co słychać. Wychowywanie dzieci w duchu, że mają one jakiś obowiązek, sprowadza relacje na niewłaściwe tory – rodzice czegoś oczekują, a dzieci próbują uciekać od tych oczekiwań.

Jak wytłumaczyć dziecku, że „posag” ma nie być dla niego obciążeniem? Niektórzy rodzice starają się wyposażyć dzieci na starcie w pieniądze, mieszkanie, firmę…

Jeżeli przekazujemy dziecku jakieś wartości materialne, a czasami – co zdarza się już przecież także w Polsce – są to duże i dobrze prosperujące przedsiębiorstwa, to warto zadbać, by nie zostało przygniecione ciężarem, sprawdzić, czy faktycznie ono tego chce, oraz przygotować je do przejęcia tego majątku. A jeśli dajemy dziecku na przykład mieszkanie, to nie mówmy mu, jak ma je urządzić. Bo jeśli rodzic zawsze wie lepiej, to dziecko nie jest w stanie sprawdzić się jako dorosły człowiek, poznać konsekwencji swoich wyborów. Jeśli coś dajemy, to dajmy to naprawdę, na własność, pozwólmy dziecku tą własnością zarządzać. Okażmy mu zaufanie, przecież wiemy, jak je wychowaliśmy!

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »