Rodzicu bądź eko

Rodzicu bądź eko
123rf.com

Dla dobra dziecka i dla planety. Tak nawołują propagatorzy ekorodzicielstwa. Jeśli jednak przekona cię ten apel, będziesz musiała zmienić w swoim życiu naprawdę sporo.

Rodzicu bądź eko
123rf.com

reklama

Oto przeciętny rodzic: żywi dziecko papkami ze słoiczków. Pupę latorośli pakuje w pampersa. Ubranka pierze w proszku z wizerunkiem bobasa na opakowaniu. Wannę szoruje z oddaniem jakimś chemicznym preparatem, na spacery ma wózek, do spania układa w łóżeczko… Źle, źle i jeszcze raz źle. Nawet jeśli tych słów potępienia żadna ekomatka by nie wypowiedziała – bo wszystkie zastrzegają, że nie chodzi o przekonywanie na siłę do swojej koncepcji – to większość z nich wymienione czynności wykonuje zupełnie inaczej. – Ekorodzic to osoba, która świadomie decyduje się wychowywać dziecko w naturalnym nurcie. Ta postawa ma wiele przejawów – mówi Magda Tokarska, redaktor naczelna portalu Ekorodzice.pl. I wymienia: – Karmienie piersią, używanie pieluszek wielorazowych, noszenie w chuście, wspólne spanie, ekologiczne prowadzenie domu… Każdy może znaleźć coś dla siebie – przekonuje.

Rodzicem eko w mniejszym lub większym stopniu może więc zostać każdy. Jednak guru zostają tacy, którzy decydują się na wszystko.

Tornado natury

– Przed urodzeniem pierwszego dziecka interesowałam się ekologią głównie w kontekście ochrony środowiska – opowiada Reni Jusis, piosenkarka i chyba najbardziej znana w Polsce propagatorka ekorodzicielstwa. – Dopiero gdy mój syn miał pół roku, zdałam sobie sprawę, że w wielu kwestiach związanych z macierzyństwem intuicyjnie podążam ekologicznym tropem. Zaczęło się od zdrowego odżywiania w czasie ciąży. Potem doszło noszenie niemowlęcia w chuście, usypianie w hamaku. Pieluchy wielorazowe też przypadkowo podpatrzyłam u koleżanki Francuzki. A gdy syn zaczął raczkować, wyrzuciłam całą toksyczną chemię do czyszczenia domu i przypomniałam sobie o sodzie. Z czasem okazało się, że macierzyństwo daje wielkie pole do popisu wszystkim tym, którzy chcą żyć w zgodzie z naturą – dodaje.

Ekologią Reni Jusis zafascynowała się do tego stopnia, że wraz z dziennikarką TVN Magdą Targosz napisała książkę „Poradnik dla zielonych rodziców”. Można w niej znaleźć porady ekspertów kilkunastu dziedzin: od psychologów, poprzez dietetyków, pediatrów, kosmetolożki, aż po specjalistki od robienia zabawek z kartonowych pudeł i zużytych plastikowych butelek. Skąd ten urodzaj? Powód jest prosty: ekorodzicielstwo to cały styl życia. W poprzednich opisach metod wychowawczych – metodzie języka niemowląt czy rodzicielstwa bliskości – mieliśmy informacje o tym, jak postępować z dzieckiem. Jak usypiać, namawiać do współpracy, co robić, gdy płacze. Styl eko wychodzi daleko poza niemowlęcą kołyskę (zresztą – tfu, jaką kołyskę!). Wkracza do sypialni rodziców, promując spanie we wspólnym łożu rodzinnym. Robi porządek w lodówce, wymiatając stamtąd dary szatana w rodzaju parówek i wprowadzając zdrową żywność. Zagląda do pralki, gdzie miejsce proszku zajmie orzech czyszczący. Do wiadra z mopem, które zapełni się sodą lub octem. Przez dziecinny pokoik styl eko przejdzie niczym tornado: śladu nie zostawi po grających gadżetach upstrzonych kolorowymi światełkami, przyniesie za to kreatywne zabawki z recyklingu. W szafie pozostawi ubranka tylko z ekologicznej bawełny, a pieluszki zaordynuje wielorazowe. Jeśli w ogóle ma być mowa o pieluszkach.

Brzmi radykalnie? Propagatorzy ekorodzicielstwa twierdzą, że motorem ekotornada musi być wewnętrzna potrzeba. – Do ekologicznego stylu życia zazwyczaj skłaniają nas osobiste doświadczenia, niekoniecznie chęć pomocy planecie. Najczęściej są to, niestety, problemy zdrowotne – mówi Reni Jusis. – Rodzice dzieci z tak popularnymi w dzisiejszych czasach alergiami, nietolerancją pokarmową czy atopowym zapaleniem skóry prędzej czy później sami zaczynają się interesować ekologiczną żywnością i naturalnymi środkami do prania czy czyszczenia domu, bo szukają nie tylko doraźnej pomocy dla swych dzieci, cudownego lekarstwa, ale chcą znaleźć przyczynę problemów zdrowotnych i działać perspektywicznie. Lekarze alarmują, że nowe pokolenia dzieci nie są już tak zdrowe jak ich rodzice. Cierpią od urodzenia na wiele chorób cywilizacyjnych. W tej sytuacji naszym obowiązkiem jako rodziców jest wzmacnianie organizmów naszych dzieci, a tym samym ich odporności, a nie dodatkowe szpikowanie ich toksyczną chemią – przekonuje artystka.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »