„Wiem! jak działają dzieci” – nowe pismo dla rodziców

materiały prasowe

Wiosną tego roku ukazał się pierwszy numer rewolucyjnego pisma dla dzieci i rodziców: „Wiem! jak działają dzieci”.
Sami Państwo przyznacie, że to zdanie jest odważne, żeby zaraz nie powiedzieć, że kontrowersyjne lub nawet prowokacyjne. A jeszcze do tego dochodzi śmiała deklaracja naczelnej pisma, Zuzy Ziomeckiej, że będzie ono łączyło naukę ze sztuką. Jak to wszystko pogodzić w niewielkim pisemku, które ma ambitny cel stać się przewodnikiem po meandrach dziecięcej fizys i psyche?

Otóż da się. Przed nami co prawda dopiero początki, w ręku dzierżymy drugi numer, ale to, co na okładce wygląda zachęcająco, a to, co w środku, jest praktyczne, potrzebne oraz rzetelnie i ciekawie podane.

Jaką wiedzę zyskamy więc po lekturze „Wiem”? A chociażby o tym, jak zmysłami postrzega świat dziecko. Co widzi, jak widzi, co je interesuje, jak działa jego mowa, jak uczy się języka. Znajdziemy tu mnóstwo małych i większych porad dotyczących żywienia czy zabawek dla dzieci. Ale przede wszystkim znajdziemy teksty, które tłumaczą nam emocje dzieci oraz proponują, jak się z dzieckiem komunikować i jak odczytywać sygnały, jakie ono nam przekazuje. Zachwyca mnie to, że te teksty piszą panowie. Że nie jest to kolejny magazyn, gdzie mamy piszą dla mam, a tata sięga po to i nie rozumie. A najbardziej mnie cieszy to, że rodzice są potraktowani w tym magazynie jak posiadacze jakiegoś trudnego sprzętu, który wymaga instrukcji obsługi. Bo tak jest naprawdę – dziecko to w końcu skomplikowana maszyna, której żadnego mechanizmu nie wolno zlekceważyć! Na przykład piękna rozkładówka o tym, czy karmić dziecko kulkami czekoladowymi czy płatkami. Bierze to sobie taki tata do ręki i ma jasną instrukcję: to tak, a to nie. Albo jak wytłumaczyć dziecku działanie samochodu. Jest rysunek, są opisy, i tata ma łatwiej, już mu się tłumaczenie nie plącze.

Czuć, że to pismo powstaje pod okiem specjalistów od biologii, fizyki, że jest robione pod „męskim” okiem, ma techniczne tłumaczenia, przejrzyste strony, ciekawe i konkretnie napisane artykuły. A jednocześnie ma uczyć rodziców dzieci obojga płci, nie faworyzuje żadnej z nich, a wręcz pokazuje, że podstawowa edukacja, wiedza o świecie jest i dla chłopców, i dla dziewczynek.

Jedna uwaga: opracowanie graficzne. Choć okładki są pomysłowe i świetnie zaprojektowane (a sam napis przypomina drewniane miarki składane, którymi jeszcze w podstawówce bawiliśmy się na lekcjach techniki – brawo za pomysł dla Mama Studio!), a w środku znajdziemy smakowite rysunki, to całość „gryzie się” trochę z bezbarwnymi zdjęciami agencyjnymi. Ale pierwsze koty za płoty, dalej może być tylko lepiej.