Minta: Porażka, czyli o tym, jak cieszyć się zwycięstwem

Jestem nieuleczalną kinomaniaczką. Mam swoje ulubione filmy, ale kocham też pojedyńcze, czasami drobne sceny, pochodzące niekoniecznie z najdoskonalszych dzieł kina. W „Dobrym roku“ jest właśnie taki fragment. Mały chłopiec przegrywa sromotnie w tenisa, a wuj każe mu się głośno cieszyć z porażki! Skakać, krzyczeć głośno „hura“, twierdząc, że z sukcesu potrafi cieszyć się każdy głupiec! Bez sensu? A może tylko pozornie? Może to właśnie porażki dają uczą nas najwięcej?

reklama

W życiu stajemy przed najróżniejszymi wyzwaniami, sprawami do załatwienia, rzeczami do zrobienia. Są takie, w których wystarczy zabłysnąć iskrą geniuszu, ale większość wymaga ćwiczeń, zbierania doświadczeń, analizowania popełnionych błędów i na niewiele zdadzą się przestrogi i recepty starszych, bardziej doświadczonych. Musimy odkryć własne sposoby na radzenie sobie z życiem.

Ja zdawać egzaminy? Jak zachować się w czasie rekrutacji? A może w jaki sposób zachować niezależność wobec zaborczej teściowej? Dookoła miliony poradników, sieć zapełniona opowieściami z życia. Czytamy, niby już wiemy, a potem nie potrafimy zastosować tej wiedzy w konkretnej sytuacji i pojawiają się kolejne porażki. Płakać? Wściekać się? A może skakać z radości jak mój filmowy bohater? Właśnie, skaczmy i krzyczmy głośno… Cieszmy się porażką. Huuuraaa! Próbowałam, przegrałam, ale już wiem, co zrobiłam źle! Już wiem, że kolejnym razem; już wiem, jak się przygotować do ważnej rozmowy z szefem; wiem, gdzie są moje momenty krytyczne. Już wiem, jak pokazać granice namolnej teściowej. Raz, drugi, może jeszcze trzeci i porażki zakończą się sukcesem. Opanuję umiejętność, która pozwoli mi zwyciężyć. To całkiem jak z pieczeniem perfekcyjnej Pavlovej. Niby każdy wie: beza, bita śmietan i owoce, a ile ile tych bez trzeba upiec, żeby odkryć swoją własną, – dającą gwarancję sukcesu – metodę. I w końcu krzyczeć z radości!

 

Składniki
  • Białka z dużych jajek 8 sztuk
  • Cukier puder 500 gram
  • Mąka kukurydziana 1 łyżka
  • Ocet 1 łyżka
  • Śmietana kremówka 500 gram
  • Owoce: truskawki, maliny, jagody około 2 szklanki
Sposób przygotowania

Nagrzać piekarnik do 200 stopni (bez termoobiegu). Ubić na sztywno pianę z białek, dodając pod koniec, stopniowo, po jednej łyżce cukier, potem mąkę i ocet. Piana musi być bardzo sztywna. Na blaszce układamy pergamin, rysujemy na nim ok 20 cm koło i wykładamy ubita pianę. Formułujemy „kopczyk“. Wkładamy blaszkę z pianą do piekarnika i obniżamy temperaturę do 100 stopni. Pieczemy, a właściwie „suszymy“ bezę przez około 1,5 godziny. Studzimy bezę w piekarniku, przy otwartych drzwiczkach. Idealna beza powinna być wysoka, biała lekko popękana, „ciągnąca się“ w środku. Wystudzoną bezę kładziemy na paterze, lekko zgniatamy górę, wykładamy na nią ubita na sztywno bitą śmietanę i owoce.

Podsumowanie przepisu

Moje świętowanie porażki to było chyba pięć przypadków. Aż w końcu pewnego razu pojawiła się idealna. I wtedy nie krzyczałam, a kontemplowałam szczęście