Minta: wigilijny stół, czyli sztuka poznawania ludzi

Wigilia w moim rodzinnym domu była najbardziej konserwatywnym wydarzeniem w całym roku. Ten sam obrus, ten sam serwis i bezwzględnie te same potrawy – raz doszła jedna wersja karpia,kiedy pojawił się nowy biesiadnik!

reklama

Sianko pod obrusem i obowiązkowe, jak w wielu domach, dodatkowe nakrycie. Różne i z tych wigilii migają przed oczyma wspomnienia. Jednym z bardziej niesamowitych jest takie, kiedy już podczas jedzenia barszczu zadzwonił dzwonek do drzwi. Miałam wtedy z dwanaście lat. W otwartych drzwiach stanął kuzyn mojego taty. Okazało się, że był w wojsku, niespodziewanie dostał kilka godzin przepustki i przyjechał do jedynych krewnych, których miał we Wrocławiu. I nagle zrobiło się magicznie, bo żywy człowiek zajął to symboliczne miejsce przy stole. Przez całą kolację było dużo śmiechu, rozmawiania, porównywania obyczajów. Zwyczajnego poznawania się. Kiedy spotkaliśmy się po bardzo wielu latach, to pierwszą rzeczą, która sobie przypomnieliśmy była ta Wigilia, która wśród najbliższych tamtego młodego chłopaka przez lata urosła do legendy o najpiękniejszej Wigilii.

Nakrywamy te swoje wigilijne stoły, zastanawiamy się nad dekoracjami, menu. Ustalamy w jakim gronie spędzimy ten dzień. Niestety często dajemy się wciągnąć w jakąś szaloną spiralę przygotowań, biegamy, kupujemy, gotujemy (ponad miarę?) i na koniec dnia siadamy bez sił przy stole. Ba, czasami nie siadamy, bo mamy do „zaliczenia“ kilka Wigilii, u mamy, u teściowej, u babci … I przestajemy lubić to piękne Święto, bardzo ciepłe, rodzinne. A do czego nam jest potrzebna taka kolacja? Dlaczego tak wielu z nas jest w tym dniu sfrustrowanych, a nie radosnych? A może warto zastanowić przez chwilę, co możemy wygrać dla siebie? Co możemy dać najbliższym? Czy tylko chodzi o kupione na siłę prezenty i przejedzenie – no bo ile można zjeść w kolejnych domach porcji pierogów, śledzi, kutii? Warto być odważnym i nie zmuszać się do odwiedzenia w czasie jednego wieczoru wszystkich. Są możliwe różne rozwiązania, można robić wspólne Wigilie, kolejno każdego roku w innym z domów, można Wigilię spędzić w wąskim gronie, a odwiedzać się w kolejne świąteczne dni, można umówić się i w większym gronie gdzieś wyjechać. Rozejrzyjcie się też dobrze dookoła, może jest ktoś, kogo do tego stołu warto zaprosić. Samotny przyjaciel, przyszywana, ale uwielbiana ciocio-babcia?

Zachęcam was do innego spojrzenia na puste nakrycie. Oczywiście pozostanie ono zawsze symbolem tych, co zmarli, tych co gdzieś daleko i tych samotnych, nieznanych. Ale może też być symbolem tego, na co nie zwracamy uwagi na co dzień, na to, co ciągle jest dla nas tajemnicą w bliskich. Dzieciach, rodzicach, partnerach, przyjaciołach.

Mamy jeszcze czas, możemy coś zmienić! Nie szykujmy zatem „wielkiego żarcia“ a fantastyczny wieczór z ludźmi, którzy nam są bliscy, którym autentycznie chcemy poświęcić czas.

Przygotujmy wspólnie – tak, tak, koniecznie podzielmy się robieniem potraw!- coś na kształt menu degustacyjnego z eleganckich restauracji, czyli małe porcje różnych przysmaków wigilijnych. Więc nie talerz zupy grzybowej a mała miseczka, jeden kawałeczek pysznego śledzia czy pieczonej ryby, trzy pierożki i na koniec czarki wigilijnego deseru. Nie napracujemy się dziko, a potem nie objemy do nieprzytomności! I dzięki temu będziemy mieć i siłę i czas na wpuszczanie tych niespodziewanych gości, czyli tego, czego nie znamy, nie zauważamy u bliskich.

Delektujmy się delicjami i rozmawiajmy. O tym, co jest w życiu najważniejsze, co w naszym zachowaniu drażni bliskich. Co lubią, co ich śmieszy. A może jak im pomagać w smutkach? Sączmy ten wieczór, jak wigilijny kompot – powoli.

Ważne, żeby obudzić się w pierwszy dzień Świąt w doskonałym humorze, że wspomnieniami fantastycznej Wigilii, z ludźmi, którzy są dla nas ważni, bez robienia czegokolwiek na siłę, pod presją tego, że wypada.

A na deser wigilijny możecie podać pierożki z nadzieniem z suszonych śliwek!

Składniki
  • Mąka pszenna lub gryczana 0,5 kg
  • Jajko 1 szt
  • Ciepła woda ok. szklanki (dolewać stopniowo, zagniatając ciasto)
  • Sól szczypta
  • Śliwki suszone 0,5 kg
  • Migdały pół szklanki
  • Miód jedna łyżka
  • Cointreau pół szklanki
  • Woda pół szklanki
Sposób przygotowania
    1. Śliwki wrzucić do garneczka z wodą i lekko zagotować

    2. Usunąć pestki ze śliwek

    3. Migdały zbalnszowac, obrac ze skórki i posiekac na kawałki (jeden migał na ok 6-8 kawałków). Jeden zostawic w całości

    4. Do garneczka ze śliwkami dorzucić migdały, miód i dusic pod przyryciem, aż staną sie miękkie

    5. Dolać cointreau i dusić bez przykrycia, aż wchłoną cały płyn i będa przypominały konsystencją konfiturę.

    6. Odstawić farsz do wystygnięcia

    7. Przygotować ciasto: zagnieść szybko, żeby było elastyczne

    8. Uciąć kulkę ciasta, wielkości pomarańczy, resztę przykryć bawełnianą ściereczką

    9. Wstawić w garnku lekko posolona wodę z łyżką oliwy do gotowania pierogów

    10. Rozwałkować ciasto, cieniutko.

    11. Wycinać niezby duże krążki z ciasta

    12. Nakładać na każdy krążek porcje farszu (pierożki mają być mocno wypełnione farszem), układać na posypanym mąką stole

    13. Wrzucać pierożki do wrzącej wody, po wypłynięciu układać na półmisku, żeby się nie zlepiły

    14. Podawać pierożki gorące, polane odrobiną dobrego masła (można je podgrzać przed podaniem wrzucając do wrzącej wody, lub na moment wkładając do gorącego piekarnika)

    15. Dla żartu wkładam do farszu jeden migdał w całości, znalazcę, czeka szczęśliwy rok!

Podsumowanie przepisu

Zróbcie sobie piękną Wigilię, zaproście do tego pustego nakrycia swoich bliskich, żeby poznawać, to co jeszcze w nich nieznane. Niech to będzie wieczór, taki jaki lubicie najbardziej. Nic na siłę, połączenie tradycji czymś z waszym. Nawet jeżeli to będzie tylko zajadanie deseru na miękkich poduchach, zamiast przy stole. Tradycje, piękne obyczaje są żywe tylko wtedy, jeżeli wnosimy w nie coś z siebie. Inaczej stają się jedynie pustym skansenem pozbawionym dobrych emocji.