Apetyczna panna Dahl

To ta książka została opisana przez Jamiego Olivera słowami „Czysta rozkosz!”.
„Apetyczna panna Dahl”, Sophie Dahl, to wspaniała książka kucharska, zawierająca 100 prostych i niskokalorycznych przepisów na każdą porę roku. Książka jest także swoistym pamiętnikiem autorki, opowiadającym o miłości do jedzenia, a także ciągłym zmaganiu się z apetytem. Sophie wyrosła w rodzinie prawdziwych smakoszy, a gotować zaczęła, kiedy tylko umiała utrzymać łyżkę w ręce. „Apetyczna panna Dahl” przedstawia smakowite przepisy – od letnich duszonych warzyw o cytrynowym aromacie po przypieczone na chrupiąco placki oraz sałatki i zupy na wczesnojesienne ciepłe dni, dekadenckie desery i ciasta, które Sophie pamięta z kuchni swojej babci Gee-Gee – obfite, ale zrównoważone posiłki stworzone na cześć prostej przyjemności jedzenia.

reklama

Sophie Dahl karierę zaczynała jako modelka, która mimo że nosiła rozmiar 42 współpracowała z największymi kreatorami mody, a jej zdjęcie, promujące perfumy Opium przeszło do historii. Autorka jest wnuczką słynnego brytyjskiego bajkopisarza Roalda Dahl’a, autora m.in.: Charlie i fabryka czekolady. „Apetyczna panna Dahl” to także tytuł autorskiego programu Sophie, który w Polsce jest emitowany z dużym sukcesem przez kuchnia.tv. W 2007 roku wydała pierwszą powieść Playing with the Grown Ups, zaraz po bestsellerowej ilustrowanej noweli The Man with the Dancing Eyes. Sophie przez trzy lata pisała do Men’s Vogue, a teraz współpracuje między innymi z brytyjskim i amerykańskim wydaniem Vouge’a, dziennikami The Guardian i The Times oraz Telegraph Magazine i tygodnikiem Spectator. Po ośmioletnim pobycie w Nowym Jorku zamieszkała w Londynie.

 

Fragment wstępu do książki Sophie Dahl „Apetyczna panna Dahl”

Drugie słowo, jakie kiedykolwiek wypowiedziałam, brzmiało „kjufka” – przekręcona po dziecinnemu „krówka” powinna była dać moim rodzicom do myślenia, co przyniesie przyszłość. Kiedy byłam mała, jedzenie zajmowało moje poranne i przedsenne myśli; śniły mi się koszmary o strasznych ludziach ulepionych ze stołówkowego puree ziemniaczanego, odzianych w pasiaste rajstopy, ścigających mnie przez gęsty las.

Z radością przyjmowałam natomiast sen o chmurze z bitej śmietany, źródełku bijącym aksamitną czekoladą albo fontannie zakazanego sprite’a lub wiśniowej coli. Urządzałam moim lalkom najwystawniejsze podwieczorki w całym Londynie, ale zaproszenie należało się tylko mnie. Mój pierwszy (i ostatni) królik został nazwany Plackiem na cześć ulubionego śniadania. Placek był nieokrzesany i perwersyjny – dopadł swojego współlokatora: uległą, mrugającą ślepkami świnkę morską imieniem Syrop Klonowy. Szok przyprawił Syrop Klonowy o natychmiastową śmierć, a Placek został wysiedlony na wieś, by żyć na wygnaniu, w hańbie i opuszczeniu. Trochę to niesprawiedliwe, że jego niecny postępek wynagradzały mu wiejskie królice i świeża trawa, ale w końcu dosięgła go karmiczna żandarmeria: skończył marnie w szczękach kulawego lisa.

Z jedzeniem zawsze łączył mnie burzliwy związek; kochałam je ślepą miłością albo postrzegałam jako niezależne ode mnie źródło kłopotów. Dawniej w moim odczuciu jedzenie bywało albo wiernym druhem, albo grzechem, rzadko czymś pomiędzy. W dzisiejszym pokręconym, bezlitosnym świecie jeszcze częściej utożsamia się je z występkiem. (…)