Pierwszy z Dwóch Brzegów – relacja z Festiwalu Filmu i Sztuki w Kazimierzu Dolnym i Janowcu nad Wisłą

Fot. Magdalena Malińska

Zwykle oszczędzam Wam takich stwierdzeń, ale czas na tzw. mądrość życiową: nie można mieć wszystkiego. Za cenę doczekania do końca Nowych Horyzontów we Wrocławiu straciłam początek Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym i Janowcu nad Wisłą, w tym przeciekawe spotkanie z Wiesławem Myśliwskim w Męćmierzu. Ale już nadrabiamy.
Blisko miesiąc jazdy festiwalowej wymógł na mnie wyjątkowo męczący sposób postrzegania rzeczywistości, który na co dzień jest mi chyba dość obcy. Zdałam sobie z tego sprawę w autobusie z Krakowa do Lublina, gdy pod Sandomierzem stanęliśmy w połowie mostu na Wiśle, przeszytej na środku ściegiem wysepek – najwyższych punktów zalanego o tej porze roku wału. Potworny huk pękającej opony jadącego przed nami samochodu ciężarowego wyrwał mnie ze stanu zawieszenia. Jak po bardzo intensywnym śnie, chwilę zajęło mi zorientowanie się w szczegółach otoczenia: aha, czyli jestem w autobusie z Krakowa do Lublina.

Powtórkę z tej sytuacji miałam już w Kazimierzu – dojechałam tu busem z Lublina grubo po zmroku, przyjazny za dnia deptak nad Wisłą stracił jakiekolwiek punkty orientacyjne, więc cofnęłam się do rynku, by zapytać o pole namiotowe.

– Pole namiotowe? Festiwalowe? – pyta napotkany w spożywczaku młody człowiek z naręczem butelek lokalnego browaru (pamiętam czasy, gdy można je było kupić tylko w tej części Polski, pomyślałam z dumą i uprzedzeniem). Wyszliśmy ze sklepu, żeby lepiej widzieć układ ulic. – A więc tak, pole namiotowe. A dopiero teraz przyjechałaś, tak po ciemku? A byłaś tu kiedyś? A wiesz, gdzie jest port?

Przytłoczona ilością tych pytań zakrztusiłam się kogutem z chleba i nie byłam w stanie udzielić żadnej odpowiedzi, czym oczywiście naraziłam się na złośliwość.

– To zacznijmy może od tego: jesteśmy w Kazimierzu Dolnym. To wiesz?

Niby wiem, ale nie jestem taka pewna. Trudność w postrzeganiu rzeczywistości podczas jazdy po festiwalach polega na tym, że miejsca nakładają się na siebie, muszę myśleć wstecz i wprzód jednocześnie, naprawdę „gdzieś” byłam chyba tylko w autobusie, na moście na Wiśle pod Sandomierzem, gdy wybuchła opona samochodu jadącego przed nami. Pozwólcie więc, że zanim dojdziemy do Dwóch Brzegów, cofniemy się do Nowych Horyzontów.

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link