Krystyna Janda: Doszłam do przystani

Krystyna Janda
Fot. Łukasz Porębski/ Metaluna

Gra 300 razy w roku, a widzowie są wciąż jej głodni. Zarówno wspaniałych aktorskich kreacji, jak i jej widzenia świata , empatii, którymi dzieli się od lat na swoim blogu. Krystyna Janda wciela się w role wybitnych, a zarazem samotnych kobiet. Od 12 października w Teatrze Polonia pokazuje nam swoją Danutę Wałęsę.
Jak to jest być dobrem narodowym?

Ja – dobro narodowe? Kiedyś pan z kamienicy sąsiadującej z naszym teatrem wykrzyczał mi: „A kim pani właściwie jest?”. W emocjach odpowiedziałam: „Ja? Ja jestem w encyklopedii”, i do dziś śmiejemy się z tego w teatrze. Po prostu długo żyję – tak długo i tyle rzeczy robię, że wszyscy uznali, że istnieje coś takiego jak Krystyna Janda. Ale to raczej dotyczy starszych pokoleń.

Młoda widownia jest bardzo liczna na twoich spektaklach – oni traktują cię jak postać kultową.

Gdybym wpadła w połowie życia pod pociąg, to byłabym legendą… a ja żyję, co gorsza, bardzo aktywnie. Chociaż muszę ci się przyznać, jaki jest mój największy sukces. Poszłam na prześwietlenie kręgosłupa szyjnego i… ukradli to zdjęcie. Musiałam robić prześwietlenie jeszcze raz. Gdybyś widziała miny lekarzy, którzy tłumaczyli: „Pani Krystyno, nie wiemy, jak to pani powiedzieć. Przewinęła się grupa studentów i zdjęcie pani kręgosłupa szyjnego zniknęło”. Czy to nie jest największy sukces, jaki można sobie wyobrazić?

Napisałaś kiedyś w felietonie o Marlenie Dietrich, że jej właściwie wszyscy mogliby naskoczyć na ogon. Czy masz poczucie, że możesz robić już to, co chcesz?

Broń Boże! Dopiero teraz nie mogę nic robić. Ja nawet publicznie staram się nie palić. Zawsze zatrzyma się jakaś starsza pani w moim wieku i poprosi, żebym nie paliła, bo to szkodzi zdrowiu. To dotyczy wszystkiego – ludzie uważają, że mogą robić mi uwagi z troski o mnie, co się, niestety, nie przekłada na zdejmowanie ciężkiej walizki z półki. Zaobserwowałam, że gdy mam jakiś kłopot, niosę coś ciężkiego albo właśnie zdejmuję tę przysłowiową walizkę, to staje grono widzów i z rozrzewnieniem patrzą, że mam takie problemy. Nie mówię o tym z żalem, ale ze zdumieniem, bo czuję się wtedy jak rysunkowa postać, która ma życiowy problem. Jestem jak Pies Pluto, który nie zdążył na pociąg.

Dobro narodowe ma poczucie obowiązku wobec świata?

Wobec świata zupełnie nie. Wobec Polski i Polaków – tak.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »