Na czym polega teatr improwizowany

fot.123rf

Wyobraź sobie, że idziesz do teatru, nie znając tytułu sztuki ani jej treści.
Nie wiesz, jak się będą zachowywali aktorzy i czy nie zostaniesz zaproszona do wzięcia udziału w przedstawieniu. Na tym właśnie polega teatr improwizowany.

Mylą się ci, którzy uważają, że w improwizacji nie ma żadnych zasad. Zasady są. 10 podstawowych i jedna naczelna: wspólnie tworzymy przedstawienie. Aktorzy nie wiedzą, dokąd zmierzają, nie wiedzą tego też widzowie. Pewne jest, że cały czas będą zaskakiwani, ale też, że będzie zabawa!

reklama

Gramy razem

Przedstawienia mają długie i krótkie formy, na te krótkie składają się rozmaite skecze i gry. Kto nie zna ich zasad, dowiaduje się ze sceny, na czym polegają. Na przykład w grze „dyrygent z utrudnieniami” widownia najpierw podaje tytuł, do którego aktorzy dorabiają historię. Po chwili widzowie zgłaszają wyraz, którego nie wolno aktorom używać, potem spółgłoskę i w końcu samogłoskę. Aktorzy stają się tak ograniczeni, że dwoją się i troją przy każdej wypowiedzi, a widzowie kibicują im w tych zmaganiach. Widz nie ma czasu na ocenianie, jak sobie radzi aktor, bo uczestniczy w procesie tworzenia. Aktorzy spełniają jego marzenia – grają wybrane przez publiczność wątki, historie, gatunki filmowe. Widzowie mogą pisać na kartkach zdania, które potem są wykorzystywane w scence, wymyślać miejsce akcji czy tytuł piosenki. Taka zabawa daje też wiele aktorom.

– Przede wszystkim zaczynamy inaczej patrzeć na siebie. Zasady improwizacji uczą akceptacji i uznania, że wszystko, co powie partner, jest lepsze od tego, co ja powiem. To lekcja ludzkiej uprzejmości – mówi Kasia Michalska, założycielka teatralnej grupy Ab Ovo, pomysłodawczyni i dyrektor artystyczna Ogólnopolskiego Festiwalu Sportów Teatralnych 321 IMPRO. – W improwizacji nie ma złych pomysłów. Wszystko, co myślimy i mówimy, jest dobre. Trzeba zaakceptować błędy innych, a w pierwszej kolejności własne. Trzeba przestać siebie krytykować, obwiniać i źle traktować. Człowiek improwizujący przestaje się martwić swoimi słabościami, zaczyna je lubić. Bo im bardziej jest ułomny, tym bardziej jest ludzki i bliski widzom. Nie udaje kogoś lepszego.

Wszyscy wiemy, że nie wiemy

– Gdy pierwszy raz zobaczyłam improwizację, zapomniałam, że jestem aktorką – wspomina Kasia Michalska. – Stałam z rozdziawioną buzią i nie mogłam uwierzyć, że ci ludzie biorą te wszystkie pomysły z głowy. Wydawały mi się to najwspanialsze scenariusze na świecie. W tradycyjnym teatrze praca aktora jest odtwórcza, improwizacja – przeciwnie. Tu nie ma miejsca na udawanie.

Kasia założyła grupę teatralną Ab Ovo, czyli od początku, od korzeni – to jest baza, na której powstaje każdy teatr. – Przez uczestnictwo i kibicowanie widz odbiera uczucia aktora, i na odwrót. Wszyscy razem siedzimy w tej niewiadomej – podsumowuje Kasia. – W ten sposób oswajamy myśl, że tak naprawdę nie mamy wpływu na większość rzeczy. I snujemy niekończącą się opowieść, nieprzewidywalną, jak życie.

Improwizacja jako metoda teatralna rozwija się bardzo dynamicznie – gdy powstawało Ab Ovo, w Polsce było siedem takich grup, teraz jest ich ok 50. Powstały też trzy festiwale (w Konstancinie, Gdańsku i Krakowie). Organizowane są warsztaty. – Potrzebujemy improwizacji jak świeżego powietrza. Teatr tradycyjny nam się przejadł – mówi Kasia. – Ludziom podoba się, gdy aktor siedzi na widowni, jest jednym z nich, jest blisko.

Improwizacja zatrzymuje uczestników w „tu i teraz”, w akcie kreacji. Powracają zapomniane uczucia, dziecięca frajda i pragnienia. Chcemy być bliżej drugiego człowieka, wczuć się w jego historię. Dlatego oglądamy seriale, tylko mało kto wie, że te najsłynniejsze, z „Modą na sukces” włącznie, są kręcone właśnie na bazie zasad i gier improwizacji. Wyższość teatru improwizacji nad serialami jest jednak taka, że aktor jest obok ciebie.

Nauka przyjaźni

Kasia Michalska prowadzi też warsztaty improwizacji, na których dzieci i dorośli uczą się przede wszystkim… przyjaźni i wzajemnej akceptacji.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »