fbpx

Zdejmij gorset na scenie

fotochannels.com

Aktorstwo nie jest imitacją uczuć – prowadzi do uwolnienia się od stresu i pozbycia się napięć. Ćwiczenia teatralne wyzwalają emocje, uczą nie tego, jak grać, lecz jak istnieć, radzić sobie w życiu

Pomysł na warsztaty zrodził się podczas castingu do filmu. Reżyser Mariusz Gawryś, autor metody, wspomina: – Przyszło wielu absolwentów akademii teatralnych, którzy wydali mi się emocjonalnie niewiarygodni. Ładnie mówili, ładnie chodzili, ładnie cierpieli. Zacząłem szukać aktorów bez teatralnego nalotu.

Zaczęli się zgłaszać do niego aktorzy, śpiewacy, z czasem też ludzie innych zawodów, w których element konfrontacji z audytorium jest istotny. Przyszli także ci, którzy po prostu chcieli zrobić coś dla siebie.
– Moja metoda to kompilacja doświadczeń, jakie zgromadziłem w ciągu 30 lat pracy z ludźmi – wyjaśnia Mariusz. – Zawiera elementy wyniesione z warsztatów z Ryszardem Cieślakiem, z pracy w zespole Henryka Tomaszewskiego i metodą Violi Spolin oraz Lee Strasberga.

Z tej mieszanki powstała metodologia pracy aktora nad sobą, która prowadzi do samoświadomości, odczuwania emocji i pozbycia się ograniczeń. – Nigdy nie mówię, na czym polega ćwiczenie – dodaje Mariusz. – Osoba, która to wie, podświadomie czeka na efekt i tym samym go blokuje. Człowiek składa się z pamięci zmysłowej, motorycznej i emocjonalnej, które tworzą naszą matrycę. Nauczysz się tyle, na ile będziesz w stanie zrezygnować ze starych, bezpiecznych schematów zachowań. Tutaj zdejmujemy ten gorset.

Na początek działania z przestrzenią. Będą też typowe zadania aktorskie i specjalny trening, który uwalnia od stresu.

Mariusz: – Aktorstwo rozumiem nie jako imitowanie stanów emocjonalnych, ale „bycie na zadany temat”. Uczymy się odczuwania autentycznych emocji i wyrażania ich w sposób czytelny. Na czas warsztatów przestajemy się oceniać . Tylko wtedy obudzą się spontaniczne reakcje.

Nauczyłam się krzyczeć

– Od roku jestem w Szkole Filmowej w Łodzi na realizacji programów dziennikarskich – opowiada Danusia. – Od małego lubiłam scenę, tańczyłam, należałam do kółek teatralnych. Parę lat mieszkałam za granicą, wróciłam i zaczęłam poszukiwać swojego miejsca.

Wspomina pierwsze zajęcia u Mariusza: – Zaczęły się od ćwiczeń relaksacyjnych. Oddychaliśmy ramieniem, bokiem, łydką, rozluźnialiśmy język, powieki. Wykonywałam to i zastanawiałam się, o co chodzi. Potem wyrzucaliśmy z siebie drzemiące w nas emocje za pomocą głoski „a”. Zadziałało jak zrzucenie ciężkiego plecaka. Przez trzy godziny zajęć czułam, jak się uwalniam, zrzucam skafanderek grzecznej osoby. Nie było to łatwe, bo prokurator cały czas siedzi w głowie i powtarza: nie możesz, nie wypada.

– Przechodziliśmy „w głowach” etapy castingu – wspomina Danusia. – Mariusz pytał, co czujemy, i witaliśmy się z każdym uczuciem. A on powtarzał: Nie odpychaj tego, co czujesz, tylko przeżyj. Szybciej minie. Zaczęłam to stosować i efekty są. Kiedy jestem przed kamerą, czuję się opanowana i spokojna.

Danusia nie potrafiła krzyczeć, do chwili kiedy tematem gry stała się zdrada. Opowiada: – Partnerujący mi chłopak zapytał: „Zdradził cię ktoś?”. Tak, ale to było tak dawno… Scenka rozpoczęła się niewinnie: sprzątaliśmy mieszkanie, a w mojej głowie kołatała się myśl: ten bydlak mnie zdradził. Nagle spojrzałam w oczy Michała i coś we mnie eksplodowało. Zaczęłam krzyczeć, wrzeszczeć, ryczeć, przeklinać. To było katharsis. Pierwszy raz poczułam, że udało mi się przekroczyć pewną granicę.

Ważnym momentem w jej treningu okazało się ćwiczenie „wystąpienie publiczne”. – W wymyślonym języku gibberish miałam przekonać do swojej racji fikcyjną publikę. Przemawiałam do 50 osób, potem do 100, 500. W końcu Mariusz kazał mi wejść na stół i przekonywać 1000 osób. Krzyczałam do wszystkich, nie zastanawiając się, co robię. Naprawdę chciałam przekonać ten nieistniejący tłum, żeby poszedł za mną. Zajęcia uczą mnie, że to nie ja jestem istotna na scenie. Najważniejsza jest relacja z partnerem, z niej dopiero coś wynika. Odkrywamy przy tym pokłady różnych emocji w sobie. To niesamowicie ciekawe, czasem śmieszne, czasem smutne.

Danusia podsumowuje: – Mam teraz naturalną pewność siebie i szerzej otwarte oczy. Dostrzegam różne emocje, relacje, problemy. Jestem otwarta i spontaniczna. Nie byłam osobą wyjątkowo spokojną, ale teraz pozwalam sobie na jeszcze większe szaleństwa. Kiedyś zastanawiałabym się, czy wypada, teraz, gdy mój wewnętrzny głos mi mówi „zrób to” – robię to. Przemiana trwała rok.

Odnalazłem swoje miejsce na scenie

– Śpiewam w chórze Teatru Wielkiego Opery Narodowej – opowiada Wojtek. – Czułem, że brakuje mi techniki scenicznej. Gdy poszedłem na casting do Wytwórni Filmów, znalazłem ogłoszenie o warsztatach.
W życiu mamy różne ograniczenia, nakazy i zakazy. Musimy się zgadzać, uśmiechać, dziękować. Tu podstawą jest improwizacja. – Miałem obawy, czy jestem gotowy – kontynuuje. – Czy zdołam zrzucić różne maski. Nie wiedziałem, na ile jestem zamknięty sam przed sobą. W czasie warsztatów mogę pozwolić sobie na wszystko. Bo jeżeli chcę się rozwijać, muszę się otworzyć. Na przykład normalnie nie przeklinam, a w czasie ćwiczeń zrozumiałem, że to środek wyrazu. Na scenie dopuszczam emocje chwili, mam z nią kontakt i wyrażam ją.

Co tydzień ćwiczenia są inne, czego innego dotyczą.

Wojtek: – I przez tydzień to we mnie pracuje. W podświadomości, w umyśle, w sercu zachodzi przemiana. Obserwuję, jak z poszukującego człowieka staję się świadomym twórcą. Nie aktorem w znaczeniu odtwórczym, tylko autentycznym. To przekłada się na pracę i życie. – Ostatnio w jednej z oper stworzyłem postać pijaczka – stwierdza Wojtek. – Śpiewałem i czułem, że nim jestem. Że on żyje we mnie. Potem koledzy mówili: fajnie to zrobiłeś. I miałem satysfakcję, że nie udawałem tego, ale naprawdę to przeżyłem. Czuję się też bardziej otwarty w bliskich relacjach. Mam mniej masek i zahamowań, które sobie wcześniej narzucałem. Inaczej rozmawiam z dziećmi, inaczej z kolegami, z rodzicami. Jestem bardziej wyluzowany i relacje są zdrowsze.

 

To wszystko dzieje się stopniowo. – Zacząłem obserwować ludzi na ulicy, na przystanku, w metrze. Bo wtedy są autentyczni. Zacząłem też obserwować siebie samego. Widzę, jak i kiedy jakaś emocja się we mnie pojawia. Zbieram te informacje. Wszystkie potem przydają się na scenie i w życiu.

Te warsztaty to taka droga w głąb. Zrzucamy różne maski. Niektórzy płaczą, inni krzyczą. Jak wiosną na działce: przychodzi taki czas, gdy wszystko wie, że może zacząć wzrastać. Ile siły się wtedy uwalnia! Budzimy się. Życie zaczyna w nas krążyć

Wojtek: – Zawsze starałem się zrozumieć siebie i drugiego człowieka. Te warsztaty to taka droga w głąb. Ludzie uwalniają się z różnych emocji i napięć. Niektórzy płaczą, inni krzyczą. Lubię obserwować wiosnę na działce. Przychodzi taki czas, gdy wszystko wie, że może zacząć wzrastać. Ile tam jest siły, która się wtedy uwalnia. To samo dzieje się na warsztatach. Budzimy się. Życie zaczyna w nas krążyć.

Nic nie muszę, chcę

– Jestem aktorką i wokalistką – opowiada Monika. – Odeszłam z teatru, żeby śpiewać. Gdy po latach chciałam wrócić, okazało się to trudne. Usłyszałam o warsztatach. Chciałam się rozwijać i grać. Choć raz w tygodniu po trzy godziny.

Pierwsze ćwiczenia – lustro.

– Mariusz podobierał nas w pary. Jedna osoba robiła miny, druga je powtarzała. Taka radosna zabawa z dzieciństwa. Potem w wymyślonym języku gibberish opowiadaliśmy drugiej osobie o ważnych doświadczeniach z naszego życia. Ja przywołałam zdarzenie z dzieciństwa, które zawsze wydawało mi się śmieszne, a tu nagle opowiadając, zaczęłam płakać. Wydobyły się ze mnie ukryte żal i gorycz. Normalnie nie umiałam tego pokazać, a w gibberishu nie mogłam oszukać.

Potem scenki.
Monika: – Umawiamy się, kim dla siebie jesteśmy, gdzie się znajdujemy i co robimy. Uczymy się skupiać na działaniu i na partnerze, zapomnieć o sobie, uruchomić prawdziwe emocje. Musiałam odrzucić świadomość sceny, nie uciekać od relacji z partnerem, po prostu w niej być.

Potem działa to w sytuacjach codziennych, jako przyzwolenie na różne uczucia – Ostatnio poszłam na pocztę – wspomina – stanęłam w kolejce, ktoś podszedł i mówi: Ja tu stałem. Kiedyś bym go wpuściła, a teraz odpowiedziałam: Nie stał pan. Nagle odczułam łatwość wyrażenia złości. Gdy nadepnął mi na nogę, patrząc mu w oczy, powiedziałam, że jest niekulturalny. A gdy skłamał, że mnie nie zauważył, stwierdziłam: nie dość, że cham, to jeszcze kłamca. Zawsze starałam się być miła i ułożona. Teraz, jeśli ktoś wylewa na mnie złość, odpowiadam mu tym samym.

– Niedawno stojąc naprzeciwko grupy, utrzymując kontakt wzrokowy, mówiliśmy, co jest w nas dobre. To było bardzo trudne. A nie możesz zejść, dopóki Mariusz ci nie pozwoli. No i w wyniku ćwiczeń odstresowujących przestałam mieć paraliżującą tremę na scenie. Kiedyś wychodziłam i zamierałam. Pierwsza piosenka zawsze szła na straty. Teraz czuję napięcie, ale bez paraliżu.

Oprócz spotkań warsztatowych Mariusz prowadzi też Teatr Improwizacji „Anima”. – Chciałam być w teatrze i jestem w teatrze – podsumowuje Monika. – Przed spektaklem każdy widz dostaje karteczkę, na której pisze temat sztuki, którą chciałby dziś zobaczyć. Karteczki wracają do kapelusza i losujemy pierwszy temat. Potem publiczność wybiera aktorów, których chce w tej scenie zobaczyć, decyduje, kim są dla siebie partnerzy, gdzie są i po co. Aktorzy „meblują” scenę, czyli umownie uzgadniają, co się w tym miejscu teraz znajduje. Jesteśmy tu i teraz. Zaczynamy.

Ćwiczenia teatralne pomagają:

  • nawiązać kontakt z własnymi emocjami
  • nie uciekać od uczuć, przeżywać je
  • wejść w kontakt z uczuciami drugiej osoby
  • nie odcinać się, nie uciekać, nauczyć się relacji z otoczeniem
  • być tu i teraz, reagować spontanicznie
  • odrzucić krytycyzm, wartościowanie, samoocenę
  • nabrać zaufania do siebie, pewności, poczucia własnej wartości
  • poznać swoje ograniczenia i przekraczać je
  • poznać swoje możliwości, obliczyć, ile jesteśmy w stanie zrobić
  • przećwiczyć sceny, które imitują sytuacje z życia

Autor i metoda
Mariusz Gawryś, reżyser i scenarzysta. Jego film „Sztuka masażu” na festiwalu w Gdyni dostał pierwszą nagrodę w kategorii debiut, a na festiwalu w Koszalinie – pierwszą nagrodę w kategorii najlepszy scenariusz. Współtwórcami filmu i scenariusza byli w dużej mierze uczestnicy warsztatów teatralnych. Zajęcia według opisanej metody odbywają się raz w tygodniu, jedno spotkanie trwa trzy godziny. Cały program dwa lata.

Więcej informacji o warsztatach na stronie Anima Art

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze