Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Duże jaja!!!


Święto mięsa czas zacząć! Szynki, kiełbasy, białe kiełbasy, ogonówki, boczki, sadła i podgardla surowe, pieczone lub gotowane - a w szczególności wędzone. Mięsne jeże wszechobecne … Dlatego dziś pochylę się nad jajkiem.

Jajo uważam za najgenialniejszy i kompletny wytwór natury, jeśli chodzi o jego właściwości odżywcze dla organizmu. Jajo jako forma – nie oszukujmy się – przyszłego życia, ma wszystko, czego życiu potrzeba. Jest bezkonkurencyjne. Jajo jaju nierówne – okazuje się, że nawet dziecko to wie. Kilka tygodni temu prowadziłem zajęcia na Uniwersytecie Dzieci. Tytułem spotkania było pytanie „Co było pierwsze – jajko czy kura?”. Tak chciałem zagaić, by zachęcić młodych uczestników do dyskusji. W jednej z grup, zadając pytanie, wskazałem na siedzącego najbliżej chłopca. „Oczywiście, że kura – Bóg najpierw stworzył zwierzęta”- byłem tak zaskoczony, że przez sekundę nie wiedziałem co zrobić. Spryciarz, załatwił mnie. No, ale to nie w teologicznych rozmowach tkwiła moja misja. Najważniejsze dla mnie – w imię zasady „czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci”- było uwrażliwienie młodych ludzi na świadome wybieranie produktów, jaj ale nie tylko. Studenci musieli między innymi wskazać różnice między jajkiem z numerem „3” a tym z numerem „0”. Przedstawiłem też slajdy z hodowli klatkowych: wyliniałe kury jedna na drugiej. I jeszcze kilka prostych pytań do kompletu, które zadałbym z chęcią także każdemu dorosłemu. Czy te kury znajdują się w swoim naturalnym otoczeniu? Czy są szczęśliwe? Czy wyglądają zdrowo? Czy mogą w rezultacie dać zdrowe jajko? I czy takie jajko będzie służyło naszemu zdrowiu? Odpowiedzi zdawały się być oczywiste, jednak czy na co dzień kierujemy się właśnie tymi oczywistościami? Przyznam, że pokusiłem się o przemycenie czegoś więcej – wśród slajdów „nieszczęśliwych kur” zapętliłem zdjęcie pracujących w biurowych boksach ludzi. Taka nieśmiała próba przekazu podprogowego. Smażyliśmy też omlety. Dla większości była to pierwsza próba ognia- to jest gotowania. Omlety okazały się być godną konkurencją dla dań ulubionych, o które zapytałem po kolei każdego z uczestników, czyli blisko dwustu młodych ludzi. Wygrywała pizza i spaghetti. Mogło by się to wydać smutne i niepokojące, ale niekoniecznie, przecież nie jemy non stop i jedynie naszych dań ulubionych. „Jaką najdziwniejszą rzecz Pan jadł?” zaczęły w końcu padać pytania z sali. Pan czyli ja. Bałem się mówić o jajach „balut”, bo nie wytłumaczyłbym istoty tego dania i tu też nie zamierzam tego czynić. Dlatego podzieliłem się wrażeniem z jedzenia jaja stuletniego. Przysmak pochodzi z Chin. Pierwszy raz spróbowałem go, mając sześć lat, gdy rodzice zabrali mnie do warszawskiej restauracji Szanghaj, która to przeszła już do historii. Jajko było powalająco śmierdzące, a smak – smak jego zniewala mnie do dziś. Zniewala, bo to danie, do którego wracam zawsze, kiedy tylko mam ku temu okazję, i jeść mogę je bez opamiętania. Zresztą przymierzam się do opisania „wielkiego żarcia” w Chinach. Moja opowieść o czarnym jajku – bo znane jest ono także pod taką nazwą – rozbudziła tylko wyobraźnię i ciekawość studentów, którzy nie przestawali sypać pytaniami o jedzenie „ekskrementów” czy „ludzkiego mięsa”. Wracając jednak do sedna prowadzonego warsztatu czyli do codziennych wyborów dokonywanych przy sklepowej ladzie. W sprawie zakupu jaj, które są zawrotnie drożejącym produktem, chciałbym zaapelować do wszystkich, by nie oszczędzali. Nie można oszczędzać na niczym, co możemy kupić zdrowsze, lepsze, humanitarnie hodowane. Faktem druzgoczącym jest jednak, że w Polsce żywość EKO potrafi być droższa nawet o 300% względem produktu z tzw. supermarketowej półki, a np. w Niemczech, różnica ta wynosi jedyne 20 do 30%. Nie bawiąc się w ekonomiczną nomenklaturę: jesteśmy w stanie zmniejszyć cenę, zwiększając zapotrzebowanie. Poza tym wszystkim czuję silną potrzebę kupowania „plonów” od fizycznie obecnych ludzi, którzy je własnymi rękoma „uprawiają”. Mam wtedy poczucie dobrze wydanych pieniędzy, wkładu w rozwój naszego pięknego kraju i wizję tego czym może się stać dzięki temu w przyszłości. Nagle zdaję sobie sprawę, co się ze mną dzieje – z romantycznej, często wręcz mesjanistycznej postawy – okazuje się wyrastać człowiek pozytywizmu. Z hasłem pracy u podstaw na ustach – życzę wszystkim smacznych Świąt Wielkanocnych.  


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI