Uzależnieni od portali społecznościowych

fot.123rf

Jaki byłby świat bez Facebooka? Czy taki jak ten sprzed „ery Internetu”? Tego pewnie już się nie dowiemy. Jak jednak sprawić, by Facebook nie stał się naszym jedynym światem?
Z sentymentem wspominam czasy, kiedy teksty zapisywałam na dyskietce i osobiście zawoziłam do redakcji. Po drodze zaglądałam do ulubionej księgarni i uroczego małego sklepiku z markową odzieżą, w którym miła sprzedawczyni zawsze coś dla mnie odkładała. W redakcji był czas na dobrą kawę, ciekawe rozmowy, poznanie najnowszych ploteczek z tzw. wielkiego świata. W drodze do domu robiłam jeszcze zakupy spożywcze… Dziś to wszystko mogę zrobić, nie wychodząc z domu, jednym kliknięciem myszki. Nowe technologie pozwalają zaoszczędzić mnóstwo czasu, ale każdy kij ma dwa końce…

reklama

Nie ma cię na FB, nie istniejesz

To ulubione powiedzenie nastolatków, ale my, dorośli, również nie wyobrażamy sobie życia bez internetowej społeczności. Wyszukujemy dawnych i obecnych znajomych, poznajemy znajomych znajomych, łączymy się w grupy. Informujemy, co u nas nowego i dobrego: jeden post i wszyscy już wiedzą. Odpowiednia liczba znajomych w sieci to dziś podstawa udanego życia towarzyskiego. Ale ilu z nich jest prawdziwymi przyjaciółmi? Na to pytanie, w dość niecodzienny sposób, próbował znaleźć odpowiedź bohater filmu „Zalajkowany na śmierć”. Michel zostaje zwolniony z pracy za umieszczenie na FB zdjęcia samochodu z widoczną rejestracją, co jest niezgodne z prawem. Z FB dowiaduje się również o imprezie organizowanej przez swojego przyjaciela, na którą nie zostaje zaproszony. Rozgoryczony, bo przecież na swoim profilu ma 417 znajomych, zastanawia się, ile osób przejęłoby się, gdyby zniknął z sieci. Akcja nabiera tempa, jego znajomy, biorący udział w owym karkołomnym przedsięwzięciu, wrzuca post o jego śmierci, potem kolejne, coraz bardziej dramatyczne: „To była samobójcza śmierć. Bardzo cierpiał” i informacje o stypie, na którą przyszły tylko cztery osoby… O czym to świadczy?

Niczym gęsi

U pewnych gatunków zwierząt, np. u gęsi, zaobserwowano niesamowite zjawisko – imprinting. Małe gąsiątko, tuż po wykluciu z jaja, pierwszy poruszający się przedmiot, np. samochodzik zabawkę ciągnięty na sznurku, uznaje za matkę i próbuje nawiązać z nim więź. Czy nie jesteśmy jak te gęsi, przywiązując się do świata, który nie istnieje?

Marta, jedna z moich pacjentek, kolejnego partnera poznała dzięki portalowi społecznościowemu. – On „zalajkował” moją fotkę, ja napisałam komentarz pod jego selfie i tak się zaczęło – opowiada. Związek trwał dwa lata, głównie w sieci, bo mieszkali w innych miastach. Dyskusje na FB były częste i namiętne, spotkania twarzą w twarz już mniej satysfakcjonujące. Rozstanie nie było zbyt bolesne, ale Marta do dziś ma dylemat: – Czy powinnam usunąć go ze znajomych?

Iza dzięki Facebookowi wykryła zdradę. Zobaczyła zdjęcie męża z inną kobietą na profilu dziewczyny, którą tydzień temu dołączyła do grona znajomych. – Zapytałam ją, czy zgodzi się być moim świadkiem w sądzie. Dostałam 25 lajków – opowiada z dumą. Dwadzieścia pięć lajków to nie byle co. Pod informacją o śmierci kogoś znanego bywa po 200 albo i więcej. No i zażarte dyskusje, czy pod tak dramatycznymi informacjami etyczne jest umieszczanie lajków. Czy wirtualny świat w ogóle może być etyczny?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »