Iwona Kozak i ajurweda, część VII

Ajurweda
Fot. Iwona Kozak

To co jem w Vaidyagramie wymaga odrębnego odcinka nie tylko dlatego, że przez dwa tygodnie była to tylko woda ryżowa lub ryż ale przede wszystkim dlatego, że posiłki ajurwedyjskie, jakie tutaj jem są najlepsze, najsmaczniejsze, najzdrowsze na świecie. Tak mówią nie tylko moje kubeczki smakowe ale również mój żołądek.
Ajurweda mówi, że tak jak wszystko w tym wszechświecie, także nasz organizm i pokarm, zbudowane są z pięciu żywiołów: ziemi, ognia, powietrza, eteru i wody. Fundamentem naszego zdrowia jest więc to, co jemy, ponieważ pokarmem możemy balansować jakiekolwiek braki lub nadmiar żywiołów w naszym organizmie. Według ajurwedy powinniśmy więc dopasować naszą dietę do naszego organizmu.

Przeczytaj: dlaczego pokochałam ajurwedę część I, część II, część III, część IV, część V i część VI

Najczęściej jednak kierujemy się jedynie naszymi kubeczkami smakowymi albo nieodpartą chęcią “zrzucenia kilku kilogramów”. I najczęściej wychodzi tak, że żyjemy w jednym z tych dwóch skrajnych, niezdrowych światów: dieta o charakterze głodówki albo zaspakajanie potrzeb kubeczków smakowych.

Lekarze w Vaidyagrama’ie trochę śmieją się z nas, ludzi Zachodu. Mówią, że my jemy językiem, a powinno się jeść żołądkiem, czyli nie dla smaku lecz dla zdrowia.

Ale autentyczne potrawy ajurwedyjskie zadowalają też kubeczki smakowe. Problemem, dla niektórych osób może być jedynie to, że potrawy powtarzają się często, że dania zbudowane są zawsze tak samo. Ale tu dominuje prostota, między innymi dlatego, że ajurweda mówi, że to co jest proste w przygotowaniu, będzie proste do strawienia, czyli zdrowe.

Oto co jemy kierując się zasadami ajurweyjskimi i jak wygląda menu w Vaidyagrama’ie:

Na śniadania otrzymuję małą miseczkę ryżu i jeszcze mniejszą miseczkę fasolki mung lub warzyw. Czasami zdarza się, że nasza kochana kucharka Shanti zrobi nam na śniadanie “ciepłe bułeczki” idly zrobione z białego ryżu.

O godz. 13.00 na lunch otrzymuję tacę, która jest jak skarb. Na niej 5-6 potraw, a każda z nich naprawdę lekka i smaczniejsza od najbardziej wyrafinowanych dań kuchni francuskiej. Ale to doceniamy tak naprawdę dopiero po oczyszczeniu kubeczków smakowych i organizmu.

Na na tacy z lunchem zawsze jest:

  • miseczka wypełniona kaszą lub ryżem (to jest największa miseczka)
  • miseczka z przepyszną ciepłą maślanką z przyprawami
  • miseczka z fasolką mung
  • jedna miseczka z warzywami gorzkimi (są one naprawdę gorzkie), jak gorzki melon lub liście musztardy
  • jeszcze jedna miseczka z warzywami – to zazwyczaj delikatnie przyprawione warzywa, których często nie znam.

Kolacja jest o godz. 19.00 i otrzymujemy wtedy ryż albo placki naan z mąki pszennej (bez drożdży) z warzywami.