Depresja w związku

123rf.com

Zgodnie z niektórymi koncepcjami rozwoju człowieka, depresję można rozumieć, jako wczesną utratę ważnej miłości, która odzywa się w życiu dorosłego człowieka, jako głód emocjonalny. Nietrudno się domyślić, że wchodząc w bliską relację z partnerem/ partnerką, odżywają nasze „bolesne miejsca” i zaczynają bez naszej kontroli żyć swoim życiem. Jak często kierujemy wobec partnerów oczekiwania, które po głębszym zastanowieniu zaadresowane są do kogoś innego?
Kiedy budzi się depresja

Pojawienie się depresji u jednego z partnerów można traktować jako pewien etap w rozwoju relacji dwojga, czyli sygnału, że oto możliwe jest, aby pozwolić sobie na smutek, zależność, pogorszenie nastroju. Oznacza to jednocześnie pojawienie się nadziei, że partner nas wesprze, uniesie nasze emocje, pocieszy i zaopiekuje. Gdyby nie cały trud związany z pogorszeniem nastroju i rzeczywistym cierpieniem jednego z partnerów, można by pomyśleć, że zaufanie w związku wzmocniło się. Brzmi to nieco paradoksalnie, prawda? Skoro mamy do siebie wzajemnie coraz więcej zaufania, to jak to możliwe, że pojawia się depresja?

Depresja i co dalej?

Partner w depresji potrzebuje pomocy. Jest to niewątpliwe i wskazane. Często jednak trudne i niejednoznaczne. Zachowanie partnera cierpiącego z powodu depresji przypomina słowa piosenki: „zaopiekuj się mną nawet, gdy nie będę chciał”. Cóż więc robić? Partner pomagający angażuje swoje najlepsze siły, żeby usłyszeć: „kiedy pomagasz, ja twoją pomoc odrzucam, nie chcę jej, twoja pomoc nie jest mi potrzebna, nie takiej pomocy potrzebuję”, a jednocześnie: „pomóż mi, nie odchodź i bądź ze mną”. Z drugiej strony każda osoba, która ma doświadczenie depresji wie, że nie ma nic gorszego, niż usłyszeć od bliskiej osoby, by wziąć się w garść, zrobić coś ze sobą, uwierzyć, że życie ma sens itd. Słysząc coś takiego, osoba w depresji ma głębokie poczucie niezrozumienia, co pogłębia izolację emocjonalną od partnera i nakręca błędne koło cierpienia i samotności obu osób. Dlaczego więc tak trudno jest pomóc osobie bliskiej w depresji? Z jakiego powodu osobie cierpiącej tak trudno przyjąć tę pomoc? I w jaki sposób przerwać ten wyczerpujący taniec?

Korzenie depresji

Odpowiedzi na powyższe pytania należy szukać w historii życia danej osoby. Zwykle cierpienie dorosłego człowieka dotyczy uczuć, które zostały zranione w bardzo wczesnym okresie życia. Wówczas mogło się zdarzyć, że dziecko, które bardzo potrzebowało opieki, pokarmu emocjonalnego matki, z jakiegoś powodu nie otrzymało go w odpowiedniej formie i ilości. Nie chodzi tu wcale o złe, wyrodne matki, które nie chciały dać dzieciom dostatecznej opieki. Mogły zadziać się zwyczajne okoliczności życiowe, niemożliwe do skontrolowania czy przewidzenia (np. choroba), które spowodowały, że nawet wystarczająco dobre, karmiące i reagujące na potrzeby dziecka matki w przeżyciu dziecka nie dały mu wystarczającego ukojenia.

Błędne koło depresji

Co się dzieje dalej i dlaczego wpływa to na możliwość przyjmowania pomocy przez osoby dorosłe? Osoba, która nie doświadczyła wystarczającej opieki emocjonalnej, często nieświadomie tłumaczy to sobie następująco: „odczuwam brak, zostałem/ zostałam odrzucona, więc coś musi być ze mną nie tak”( w ten sposób rodzą się krytyczne myśli wobec samego siebie, które osoba w depresji pielęgnuje aż do bólu). Konkluzja dorosłego brzmi mniej więcej tak: „choć bardzo chcę związku, miłości, relacji, prawdopodobnie zostanę odrzucona/ odrzucony w swoich pragnieniach, bo na to nie zasługuję. Nie podejmuję więc próby zbliżenia się do innych, a kiedy wchodzę w związek, cały czas przewiduję, że powtórzy się najgorszy scenariusz”. Błędne koło się zamyka. Nie bez powodu w koncepcjach humanistyczno – egzystencjalnych depresję traktuje się jako „niemożność sięgnięcia po drugiego człowieka i bycia w relacji”.