Wewnętrzne dzieci w związku

123rf.com

Wróćmy do tego, jak to się dzieje, że wielokrotnie przeżywamy rozczarowanie partnerem, który w naszym odczuciu nie okazuje nam należnego szacunku, lekceważy, wyśmiewa, oskarża i nie słucha wyjaśnień.
Sam fakt, że coś w naszym życiu się powtarza, dowodzi tego, że dziecko chce nam powiedzieć coś, czego nigdy wcześniej nie mogło przekazać rodzicom, więc odnajduje to w swoim związku. A ponieważ dziecko nie potrafi zaproponować nowych zachowań, wini za swoje porażki los czy pecha, mówiąc: „Wiedziała(e)m, że tak będzie”.

Oto przykład:

Młody, niespełna czterdziestoletni mężczyzna, żonaty od 10 lat, skarży się na żonę, na jej agresywne zachowania, a ona ma już dosyć jego uwag, braku zaufania i braku szacunku. On uważa (jak większość mężczyzn), że to ona ma problem. Mówi o jej naiwności (to zawsze wygląda na lekką manipulację), że ona zbytnio ufa mężczyznom i może nie zauważyć, że ci mają niecne plany wobec niej!!! (Na marginesie dodam, że naiwni bywają częściej mężczyźni niż kobiety). Nasz bohater nie umie powiedzieć, że jest zazdrosny i że nie ma zaufania do żony, choć jednocześnie domyśla się, że nie ma powodów, aby ją podejrzewać, ale te uczucia są silniejsze od niego, a to, co jest silniejsze od wiedzy i logiki, jest zawsze ekspresją wewnętrznego dziecka.

Pomału prowadzę go do „spotkania” z chłopcem, którym kiedyś był. Przed oczyma ma straszne sceny agresji „poświęcającej się”, a jednocześnie wiecznie oszukującej męża matki, która do swoich kłamstw wciąga jako wspólników dzieci. Przypomina sobie sceny, gdy matka zdradza ojca, widzi siebie małego, wystraszonego, nierozumiejącego, co i jak ma robić, bo gdy coś robi nie tak, jak matka chce, ona grozi samobójstwem. To odkrycie powoduje u niego łzy, a przecież, jak mnie informuje, nigdy nie płacze! Tak, zapomniał, że miał takie dzieciństwo. Wiedział, że nie było udane – ale że aż tak?!

Sam zaczyna rozumieć, że w swoim małżeństwie gra rolę swojej matki, poświęcającej się, oszukiwanej i oszukującej. Zaczyna też rozumieć, że podświadomie dąży do tego, by ten – jedyny znany mu – scenariusz się powtórzył, aby żona nie wytrzymała oskarżeń i wreszcie potwierdziła, że mąż ma rację, i znalazła sobie kogoś milszego. Żona też realizuje swój scenariusz z dzieciństwa (po to się spotkali!), w którym zabrakło matki, bo wcześnie zmarła, a ojciec miał ogromne wymagania. Gdy była mała – i nieznośna – przy pierwszym problemie rodzinnym matka oddała ją babci. (To jest bardzo często spotykany dramat dziecka, nagłe przeniesienie daleko od rodziców). Zrozumiała lekcję i od tej pory była już bardzo grzeczna, najlepsza we wszystkim. Od dziecka zmuszana do podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji, teraz wiecznie wątpi, czy postępuje właściwie, i z żadną decyzją nie jest jej dobrze.

Łatwo więc jest zrozumieć, że ta dwójka „dzieci” nie da rady stworzyć udanego dorosłego związku, dopóki podświadomie zajmują się „oddawaniem” sobie nawzajem za doznane w dzieciństwie krzywdy. Ponieważ mylą adresata swoich pretensji i żalów, w wywołanych awanturach nie znajdują ulgi. Teraz – jeżeli zechcą popracować z wewnętrznym dzieckiem, muszą nauczyć je nowych zachowań, przypominać, że ten pan/pani to nie jest ani ich mama, ani tata! Muszą też dodać w rozmowie z dzieckiem, że nie pozwolą go nikomu skrzywdzić. Pomału nauczą się powstrzymywać od bezmyślnego, dziecięcego tłumaczenia się, gdy czują, że pretensje partnera nie mają racji bytu, natomiast przypomną wtedy partnerowi, że reaguje jak dziecko i odeślą go do zajęcia się maleństwem. Tylko wtedy mogą spróbować ze swojego wspólnego życia stworzyć coś nowego. Jeżeli, na przykład, kobieta wie, że była niedoceniana, niekochana, niepieszczona, to musi mieć świadomość, że jej wewnętrzne dziecko będzie wymagało od partnera, by stał się rodzicem, którego nie miała. Tego oczywiście należy unikać. Można natomiast być adwokatem dziecka i w jego imieniu wynegocjować wymarzone zachowania, na przykład przytulenie nas, pogłaskanie, poprosić o to. Ma to być proces świadomy, a nie wyczekiwanie (które zawsze jest reakcją dziecka), że partner się domyśli, bo nam się należy! (Przy okazji znowu przypomnę, że mężczyzna raczej się nie domyśli, trzeba mu powiedzieć o naszych potrzebach).

Dlatego też pierwszą zasadą powinno być szukanie partnera z kochającej się rodziny, bo dwie poharatane dusze mogą nie dać rady nic dobrego zbudować. Oczywiście bywają i tu wyjątki, szczególnie wtedy gdy ludzie już żyjący razem szukają sposobów, jak sobie pomóc, ale wtedy muszą to być dwie wielce świadome siebie osoby, które dużo nad sobą pracowały, wiedzą, kim są, czego chcą, potrafią rozmawiać o trudnych sprawach i nie myślą, że już wszystko wiedzą i że poradziły sobie ze swoimi problemami raz na zawsze – bo mają świadomość, że takich cudów nie ma. Z dzieciństwa nie można się wyleczyć, ale można się nauczyć dobrze z nim żyć.

Dlaczego problemy ujawniają się właśnie w relacjach miłosnych? Dlatego, że dziecko uczy się siebie i otaczającego świata przez uczucia, przez wchłanianie wszystkiego, co się wokół i wobec niego dzieje. A więc zawsze, kiedy zaangażuje się uczuciowo, obudzi odruchy z dzieciństwa. Poza tym życie z partnerem, powtarzam, dotyczy życia codziennego, a więc, chcąc nie chcąc, powracają przeżycia dobre i złe – z sytuacji w kuchni, zakupów, prania, sprzątania – i wtedy trzeba bardzo uważać, szczególnie jeżeli wspomnienia te są niedobre czy wręcz dramatyczne.

Fragment pochodzi z książki „Wewnętrzne dziecko w związku”, Aneta Łastik, Studio Emka, 2014, s.288