Zazdrość – rozgrywka z krytykiem wewnętrznym

Zazdrość - rozgrywka z krytykiem wewnętrznym
fot.123rf

To uczucie obudowane szeregiem różnorodnych emocji. Złością, irytacją, żalem. Bezradnością, poczuciem krzywdy i odrzucenia. Zazdrość wiązać się może wręcz z agresją. Jaką informację o nas niesie?
Zazdrość w relacji pojawia się wtedy, kiedy ktoś czuje się zagrożony. Może to być poczucie braku bezpieczeństwa w życiu w ogóle lub może wiązać się z brakiem dostatecznej pewności, że druga osoba jest zaangażowana w związek. Każde z nas w różnym stopniu potrzebuje takiego potwierdzenia. To się zmienia w trakcie trwania związku. Zazwyczaj na pierwszym etapie bycia razem, kiedy jesteśmy zakochani i zafascynowani sobą, dostajemy dużo uwagi. Jest nam dobrze, a nawet wspaniale, cudownie, euforycznie. Mamy poczucie, że partner zawsze staje po naszej stronie i to czyni nas nie tylko szczęśliwymi, ale też wewnętrznie zintegrowanymi. W jakimś momencie ten stan zaczyna się zmieniać. Uwaga, która była skierowana na relację, przesuwa się na inne obszary. I często nie dzieje się to równocześnie u obojga partnerów. Wówczas jedna strona może zacząć się zastanawiać – o co chodzi? Rano zawsze patrzył mi w oczy, obsypywał pocałunkami i robił kawę, a teraz wstaje, łapie za telefon komórkowy i sprawdza, czy nikt do niego nie dzwonił. We mnie zaczyna budzić się niepokój. Taki może być początek zazdrości w związku.

Gdy jesteśmy zazdrości to znak, że potrzebujemy zadbać o swoje poczucie wartości. Sygnał pokazujący, że bardzo potrzebujemy wewnętrznej siły i akceptacji w ogóle w życiu lub od partnera. Ważne jest pytanie kto o kogo i o co jest zazdrosny. Zazwyczaj tak czuje się zagrożone dziecko w nas. Ale uwaga – tu może kryć się postawa tyrana, wymagającego żeby ktoś postępował tak, jak ja chcę, po to żebym czuł się bezpiecznie. Warto się przyjrzeć, na co reagujemy. Bo partner zaczął patrzeć na kogoś z większym zainteresowaniem? Dłużej niż zwykle rozmawia przez telefon albo wieczorem dostaje sms-y? Zazdrość pokazuje, że model związku, który obowiązywał do tej pory, musi ulec zmianie. Pytanie – jakiej? To są zwykle pierwsze sygnały kryzysu. Nie warto ich lekceważyć, tylko odkrywać co się za nimi kryje. Może okazać się, że potrzebuję mieć tego mężczyznę bardzo blisko siebie, a on tak nie chce i w pewnym momencie zaczynam się tego bać. Albo że jestem kontrolująca, a ktoś zaczyna stawiać mi granice i z tego powodu pojawia się napięcie między nami. Dobrze, żeby najpierw rozeznać się w sobie – co ja o tym myślę, jak się z tym czuję. Zazdrość pojawia się u osoby, która ma silniejszego krytyka wewnętrznego. Ktoś taki szybciej reaguje na sytuacje zagrożeniowe.

Pierwszym etapem radzenia sobie z zazdrością jest rozgrywka z własnym krytykiem. Dlaczego uważam, że coś jest ze mną nie tak, jeśli partner nie przychodzi na każdą kolację do domu? Dlaczego nie wpadam na pomysł, że mogę sobie w tym czasie poczytać książkę albo dwa razy w tygodniu spędzać wieczór na kursie tanga argentyńskiego, tylko myślę, że nie umiem stworzyć doskonałej atmosfery ogniska domowego. I zaczynam rozmyślać – może powinnam zrobić na kolację kalmary, albo może on by wolał steki, albo zapalić świece, albo powinniśmy iść do restauracji. Stajemy na baczność, ponieważ słyszymy od krytyka – coś robisz źle, skoro nie jesteś w stanie przyciągnąć tego faceta do domu.

Trudno jest przyjąć, że w związku czasem potrzeba zwiększyć dystans. Co to oznacza?
Zazwyczaj w relacji każdy z nas konfrontuje się z konfliktem na ile chce być razem, a na ile osobno. Na początku związku zazwyczaj decydujemy się na „my”. Po jakimś czasie, kiedy w sferze tej nie ma już nowości lub też potrzebujemy bardziej skupić się na sobie, zaczynamy wybierać siebie. I wtedy myślę sobie na przykład, że jak pojadę na weekend sama w góry, świat się nie zawali. Skoro mam go przez miesiąc namawiać, a potem on i tak będzie na tym wyjeździe niezadowolony, lepiej będzie, jeśli sama coś przeżyję i wrócę z poczuciem nowych doświadczeń. To jest zgoda na to, żeby w danym związku sfera „ja” każdego z nas też była realizowana.

Jest jeszcze sfera „ja” bardziej wewnętrzna, związana z tym w jakim wymiarze dzielić się sobą z partnerem. Kobiety często są wylewne, otwarte. Oczekują codziennej bliskości, zakładającej że nie mamy przed sobą tajemnic, dzielimy się wszystkimi emocjami. To jest tęsknota za symbiotycznym związkiem. Takim, w którym będziemy jednością, będziemy tworzyć pełnię, a z dwóch osób będzie jedna. I będzie nam tak bezpiecznie. Tego typu uczucie pojawia się w różnych momentach – pierwszego pocałunku, seksu, wspólnej pasji. Ale na dłuższą metę jest to nie do utrzymania i nie do wytrzymania. Mężczyźni w naszej kulturze są inaczej kształtowani, niż kobiety. One pragną zjednoczenia w związku, a dla nich zwykle dramatem jest, że są wypytywani, naciskani, że oczekuje się od nich całkowitego otwarcia. I na tym tle często pojawia się zazdrość. Czujemy niepokój, bo on ma swoje tajemnice, swoją strefę „ja”, a ja? Nie mam własnego życia, bo wszystko wrzuciłam do wspólnego worka. Te układy się jednak zmieniają – jest coraz więcej związków, w których mężczyźni są zaciekawieni światem, w jakim uczestniczą kobiety.

Przed zazdrością chroni zachowanie równowagi między strefami „my” a „ja”. Problem jest wtedy, kiedy wybieramy „my” ze strachu. Na przykład jadę z nim na zorganizowaną wycieczkę, chociaż nienawidzę imprez grupowych. Jest to kiepski pomysł. Na takiej wycieczce i tak będę miała zły humor i w pewnym momencie odbije się to rykoszetem. On też nie będzie szczęśliwy, bo wyczuje, że jestem z nim nie dla własnej przyjemności, ale w imię kontroli. Poza tym sama ze sobą będę się czuła źle, bo robię coś tylko po to, żeby mi facet nie uciekł. W konfrontacji z zazdrością ważne jest, żeby powiedzieć sobie – stop, wybieram siebie.

Warto zacząć od rozprawienia się z krytykiem, który mówi, że może już mu się znudziłaś, że może tam, na wycieczce, pozna jakąś inną, młodszą, ładniejszą. W tym momencie dobrze jest obronić się przed takim głosem i odpowiedzieć mu – trudno, jak mu się jakaś inna spodoba, niech się mu podoba, znajdzie się ktoś, komu ja się spodobam. Im bardziej czujemy się wartościowi, tym więcej przestrzeni jesteśmy w stanie dać partnerowi. A przy tym należy mieć świadomość, że każdy związek może w dowolnym momencie się zakończyć, może dojść na przykład do romansu. Jednak jeśli mam dobrze ugruntowane poczucie własnej wartości i dobrze zagospodarowaną strefę „ja”, zdrada nie sprawi, że mój świat legnie w gruzach.

Jeśli zazdrość pojawia się w związku, może to być sygnał na konieczność jego transformacji. Często jednak nie widzimy kierunku tej zmiany, bo czujemy się zagrożeni, wydaje nam się że dzieje się coś strasznego. Stawiamy się w roli ofiary albo postanawiamy wymusić coś na partnerze. Wydaje się nam, że on nie ma prawa się tak zachowywać, bo skoro jesteśmy w związku, to musi zrobić wszystko, żeby mnie było komfortowo. Nie jesteśmy w stanie zobaczyć szerszej perspektywy i celu tej całej historii. Nie chcemy sami coś z tym zrobić, tylko oczekujemy, żeby ta druga strona się zmieniła. Czasem jest tak trudno, że warto iść po pomoc do psychoterapeuty, który może spojrzeć na to, co się dzieje, z zewnętrznej perspektywy. A także pomóc uporać się z odczuwaniem zazdrości, przejść przez różne uczucia, które w nas drzemią, może jeszcze z czasów dzieciństwa. Psychoterapeuta może trochę odczarować ten dramat.

Konsultacja: Agnieszka Wróblewska, psychoterapeutka, Akademia Psychologii Zorientowanej na Proces w Warszawie, www.akademiapop.org

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze