Współzależność, lęk przed samotnością, przyzwyczajenie – o tych zjawiskach mówimy zwykle w kontekście relacji miłosnych. Tymczasem przyjaźnie wcale nie są od nich wolne. Sama miałam kiedyś paczkę „przyjaciółek”, które znałam na wylot, ale bardziej poznawać już nie chciałam. Czułam jednocześnie niechęć i wyrzuty sumienia. Ta przyjaźń uwierała mnie jak zbyt ciasne ubranie, ale bałam się, że gdy ją „zdejmę”, zostanę zupełnie naga. To był błąd. Kiedy odpuściłam, zrozumiałam, że mogę po prostu się przebrać.
Spotykacie się, ale nie dlatego, że naprawdę tego chcesz. Nie tęsknisz. Coraz rzadziej wychodzisz z inicjatywą, a może już w ogóle przestałaś.
Kiedy ktoś proponuje spotkanie, twoją pierwszą reakcją nie jest ekscytacja ani radość, tylko obojętność lub nawet niechęć. Zdarza się, że gdy planujecie wspólny wyjazd czy wyjście, po cichu liczysz, że sprawa rozejdzie się po kościach.
Nie wahasz się też sięgać po wymówki wymówki, takie jak: zmęczenie, praca, brak czasu, gorsze samopoczucie. Czasem prawie sama wierzysz, że są prawdziwe. Problem w tym, że gdyby na kawę wyciągały się inne osoby, pewnie znalazłabyś energię i przestrzeń na spotkanie.
W efekcie widzicie się głównie wtedy, gdy nie potrafisz się wycofać albo kiedy cię samotność czy nuda. To nie jest wybór, to raczej opcja „z braku laku”.
Po spotkaniu czujesz, że „odhaczyłaś” zadanie „podtrzymania” przyjaźni. Może też chodzić o chociaż minimalne zaspokojenie twojej potrzeby kontaktu z drugim człowiekiem. Zwykle to połączenie obu tych rzeczy.
Widzisz powiadomienie na ekranie telefonu i zamiast od razu odpisać, odkładasz to „na później”. Czujesz lekkie napięcie, czasem też wyrzuty sumienia, ale mimo to coś cię blokuje. Nie masz w sobie tej naturalnej chęci kontaktu.
Kiedy w końcu zmusisz się do odpowiedzi, nie czujesz ulgi ani radości. Raczej znużenie, a nawet rozdrażnienie. Podobnie jest z połączeniami przychodzącymi – zdarza się, że zirytowana trzymasz w dłoni dzwoniący telefon i po prostu czekasz na zakończenie połączenia. A potem nie oddzwaniasz. Jeśli już reagujesz, kończy się na: „Hej, co tam, nie mogę teraz gadać”.
Rozmowy przez media społecznościowe i telefon zaczynają kojarzyć ci się z obowiązkiem. Nie masz nic do powiedzenia, nie masz też ochoty słuchać. Zwykle szukasz preteksty, żeby jak najszybciej zakończyć konwersację.
Kiedy pytają: „Co u ciebie?”, odpowiadasz zdawkowo. „W porządku”, „Nic ciekawego”, „Po staremu” – i na tym kończysz. Nawet jeśli w twoim życiu naprawdę sporo się wydarzyło.
Nie chodzi o to, że nie masz o czym opowiadać. Po prostu nie masz dzielić się z nimi swoimi doświadczeniami i emocjami. Nie chce ci się wchodzić w szczegóły, tłumaczyć kontekstów. Czasem pojawia się myśl, że to i tak ich nie zainteresuje.
Jeśli już czujesz się przyparta do muru i musisz coś powiedzieć, robisz to skrótowo. Pomijasz fakty, upraszczasz historię, urywasz wątki. Jakbyś chciała mieć to jak najszybciej za sobą.
Łapiesz się na tym, że łatwiej otworzyć ci się przed kimś obcym niż przed osobami, które znasz od lat.
Rozmowy z nimi nie dają ci ani przyjemności, ani ulgi. Nie jesteś ciekawa ich opinii i reakcji. Czasem wręcz wolisz zmienić temat i posłuchać, co oni mają do powiedzenia.
Po spotkaniu z nimi nie czujesz się naładowana, tylko wyczerpana. Chociaż nie wydarzyło się nic trudnego, nie doszło do kłótni, masz wrażenie, że ktoś spuścił z ciebie powietrze. Zaczynasz się nawet zastanawiać, czy twoi „przyjaciele” nie są wampirami energetycznymi.
Coraz częściej drażni cię ich sposób mówienia, żarty czy drobne nawyki, które kiedyś były neutralne albo nawet zabawne.
Po wspólnym wieczorze czy wycieczce potrzebujesz długiej przerwy, żeby „dojść do siebie”. Czujesz napięcie, przestymulowanie i głębokie przemęczenie.
Jest też coś „niewygodnego” w przestrzeni między wami. Cisza, która kiedyś była komfortowa i naturalna, teraz staje się ciężka i dziwna.
Traktujesz wspólny czas z nimi jak coś, co trzeba od czasu do czasu „odbębnić”. Czujesz, że wypada raz w miesiącu spotkać się na kawę czy obiad.
To jeden z trudniejszych sygnałów, bo uderza też w to, jak myślisz o sobie. Możesz mieć poczucie winy. Pojawiają się myśli: „Może jestem fałszywa?”, „Czy jestem złą osobą?”.
Ich decyzje zaczynają cię bardziej irytować niż interesować. W twoim umyśle naturalnie pojawiają się komentarze: „Zasłużyła sobie na to”, „Znowu robi to samo”, „Co z nią jest nie tak?”.
Nie masz już potrzeby zadawania pytań czy próby spojrzenia na sytuację z ich perspektywy. Cierpliwość do ich problemów i emocji znikła. To, na co kiedyś reagowałaś z empatią, dziś wydaje ci się powtarzalne, przewidywalne, dziecinne lub nużące.
Wiesz, że „powinnaś” czuć więcej, mieć w sobie więcej zrozumienia, ale już nie potrafisz.
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku problemów emocjonalnych, psychicznych lub trudności w codziennym funkcjonowaniu zalecamy kontakt z psychologiem, terapeutą lub lekarzem.