Lidia Ostałowska: Obca

fot. Rafał Masłow

Wybitna reporterka opisująca tożsamość. Lidia Ostałowska wnika w zamknięte subkultury, dostrzegając w nich prawdziwych ludzi z ich prawdziwym człowieczeństwem. Pisząc, oddaje głos tym, których nie chcemy usłyszeć. Nie stoi po ich stronie. Jest z nimi.

reklama

Ile kosztuje cię reportaż?

To pytanie zawsze mnie wzburza. Zdarza się, że piszę o drastycznych, skrajnych doświadczeniach, o wymownych cierpieniach. Tylko je opisuję, więc to nie ja cierpię, nie mnie to kosztuje. Buduję dystans i staram się, jeśli to możliwe, nie cierpieć.

Hanna Krall mówi, że zaprzyjaźnia się z bohaterami, kiedy pracuje nad tekstem, ale kiedy jest gotowy, nie kontynuuje relacji. Tobie zdarza się zaprzyjaźniać?

Mam dla bohaterów uważność. Staram się nie rozpraszać. Nie skupiać na sobie, tylko na nich. To może sprawiać wrażenie, że się zaprzyjaźniam, bo tak patrzę w oczy, słucham, przychodzę po raz piąty, a czasem nawet zapłaczę z ciężko doświadczoną bohaterką. Jestem blisko, ale nie w sensie koleżeństwa. Tak jak u Hanny Krall na ogół te znajomości się kończą. Przychodzimy z dwóch światów, które na chwilę się łączą. Koniec. I nigdy nie dopisuję dalszych ciągów moich tekstów. Zbliżenie z bohaterem, moja koncentracja na temacie są tak silne, że dopisywanie jest już jak stygnąca woda w wannie.

Często wchodzisz w społeczności, subkultury. Co robisz, żeby nie być „obcą”?

Zawsze jestem obca. I wcale tego nie ukrywam. Kiedy pisałam o Paktofonice, nie mogłam ukrywać, ile mam lat. To byli chłopcy w wieku moich synów. Spotkałam się z nimi, bo chciałam zrozumieć własne dzieci, ich świat. Zawsze startuję jako obca i muszę się wkupić. To samo z Romami. Nie ukryję, że mam jaśniejszą cerę, nie znam ich języka, nie noszę długiej spódnicy i nie zakrywam ramion. Mama mojego przyjaciela Roma zapytała mnie kiedyś: „Dlaczego tak się strzyżesz brzydko?”. Bo u Romów tak ostrzyżone są kobiety ukarane. Nigdy się nie przebieram, nie udaję. Reportaż wcieleniowy uważam za szalbierstwo dopuszczalne jedynie w wyjątkowych przypadkach. A skoro tak, to muszę mieć więcej czasu, żeby tych ludzi do siebie przekonać.

Jak było z Paktofoniką?

To trwało długo. Ci młodzi ludzie odgrywali role, mówili banały jak do dziennikarzy newsowych, z którymi mieli do czynienia. Więc byłam przy nich, cierpliwie, dzień po dniu, aż w końcu się do mnie przyzwyczaili.

Nie traktowali cię poważnie?

Traktowali mnie trochę jak powietrze. Ale jak z kimś jesteś przez tydzień, potem drugi, to zaczyna być dla ciebie człowiekiem. I ja zaczęłam być dla nich człowiekiem. W pozycji człowieka utwierdziłam się raz, kiedy rozmawiałam z ich dziewczynami. No, może jeszcze kiedy balangowałam z nimi po koncercie. Była to niegrzeczna balanga. Powiedzieli: „Teraz ty masz coś na nas, my mamy na ciebie. Teraz już jesteś nasza”. Dopiero wtedy doszło do zasadniczych rozmów, które pokazały ich człowieczeństwo, ich świat.

Przy tobie zaczęli ze sobą szczerze rozmawiać.

Rahim usiadł po jednej stronie, Fokus po drugiej. Ja nic nie mówiłam, a oni rozmawiali. Może byłam im potrzebna jako świadek?

Zdziwiła cię ta sytuacja?

Uszczęśliwiła, że uczynili mnie świadkiem. Ale nie zdziwiła, bo pod płaskimi odzywkami, pod towarzyską gadką przy piwie kryło się nieprawdopodobnie głębokie napięcie i ból po stracie przyjaciela. Prawdopodobnie dotąd ze sobą o tym nie rozmawiali. Teraz mówili o sobie, o swojej relacji z Magikiem. Może sprowokowałam ich do rozmowy, bo czułam, że któregoś dnia wybuchnie?

Rozumiałaś ich świat?

Moje dzieci słuchały Kalibra 44. Ale też sama, jadąc samochodem, puszczałam Kalibra. „Nie kupuję psa, który na mnie szczeka. Choć nic mnie nie czeka, kiedy pies na mnie szczeka”. Taka piosenka? Rany. I jeszcze o psie? Lubię psy. To było od czapki, strasznie szczere. Po Kalibrze zaczęłam słuchać też innej muzyki. Znasz piosenkę Molesty „Wiedziałem, że tak będzie”? „Nagle słyszę, ręce z kieszeni, dokumenty/Odwracam się, a to niebieskie mendy/Nikt nie ma dokumentów, bo nikt nie jest pierdolnięty”. Opisują tam cały swój dzień. Największy macho śpiewa: „Miałem chwilę, to przyniosłem oligocen mamie”. Też jestem mamą. Taki synek przyniósł mamie oligocen. Reportaże z rzeczywistości. Mnie to po prostu rozwalało. Zdecydowałam się na pisanie o Paktofonice z sentymentu do Magika. Do tego, co śpiewał i jak śpiewał. Bo śpiewał niezwykle. Bardzo długo pracowałam nad tym reportażem. Wgłębiałam się w teksty piosenek. Byłam świadoma, że ich do końca nie rozumiem, że nie jestem w stanie ocenić świata, który zobaczyłam. Chciałam, żeby mówił sam za siebie. Dlatego nawet śródtytuły są wyjęte z tekstów piosenek. Pamiętam, jak przyniosłam ten tekst Małgosi Szejnert, naszej szefowej. Zaczęła kręcić nosem, mówiła, że brakuje tła społecznego. A według mnie to było samo tło społeczne, tylko niewyrażone w sposób socjologiczny. Ten tekst nie był czule przyjęty, ale się ukazał. Nie zdawałam sobie sprawy z kariery, jaką zrobił. Na promocji tomu reportaży „Bolało jeszcze bardziej” podeszła do mnie dziewczyna, mówiąc: „Pani tego nie wie, ale myśmy w liceum ten tekst sobie odbijali na ksero”.

Jak rozmawiasz, wchodząc w takie grupy, subkultury?

Kiedy się siedzi jak ja na Bałutach, na starej wersalce na szkolnym boisku, i spędza dzień z chłopakami, to widzi się ich codzienność – rozkład dnia, tematy, jakie poruszają, kto przychodzi, a kto nie. Takie trwanie daje mnóstwo informacji. Na przykład, że nie ma nic nudniejszego niż tak siedzieć na wersalce. Oni muszą, nie mają wyboru. To był czas, kiedy były zamknięte granice, nawet w Anglii się jeszcze nie pracowało. Bycie z nimi przy ognisku, nagrywanie po ciemku na magnetofon pozwoliły mi doświadczyć tego, czego sami doświadczają. Zaalarmowana przez jakąś sąsiadkę policja wpadła i urządziła scenę w stylu stanu wojennego. Dała nam wszystkim w łeb, ja też dostałam. Krzyczała: „pod mur!”. Jak pod mur, to pod mur. Kurczę, czujesz przez sekundę to co oni, ale już możesz sobie wyobrazić, jak to jest siedzieć i pieprzyć to samo przez cały dzień, patrzeć na dziewczyny, które nie chcą usiąść na tej wersalce, i jak to jest znieść pałowanie. Rozmawiałam też z każdym z tych chłopaków osobno, bo każdy ma uczucia, których nie zdradzi przy kumplach, robiąc z siebie mięczaka. Szukasz różnych sposobów, żeby zbliżyć się do drugiego człowieka.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »